Archiwum czerwiec, 2007

Trzy punkty być może znikąd

Po pierwsze: Minolta A2 zagościła w domu, po którą warto było jechać do Barlinka, niby tylko dwie godziny w jedną i dwie w drugą stronę. Do obłaskawienia i oswojenia z każdej strony. (Zupełnie na marginesie, miejscowy sklep sieci Netto mieści się w czymś co wydaje się być skrzyżowaniem pałacyku z małą manufakturą włókienniczą).

Po drugie: ząb, tak zwany mądrości, na razie, po walce o przyjście na świat, nie zamierza podzielić losu braciszka młodszego, zmarłego w tragicznych okolicznościach, można powiedzieć wyaborcjonowanego, kilka lat temu.

Po trzecie: czas znaczony regularną porą lunchtime’u. Nowe a jakby od zawsze powszednie, znajome i mało zadziwiające.

Chyba nie ma sensu, żebym szukał koncepcji na, przepraszam za brzydkie wyrażenie, wykazanie korelacji pomiędzy tymi punktami. Trend w dobrej ćwiartce skali co pozwala dość smacznie zamlaskać przed snem.

Czytam ostatnio gdzieniegdzie wtórne użycia słowotwórstw kiedyś już wymyślonych. Taka zabawa.

Alterglobalizm z gatunku jest instant

Rozwalanie tak zwanego systemu, czasami coraz bardziej przybiera formy sporego dylematu: z czego się śmiać. Oto bowiem na pobliskim kolejowym przejściu granicznym policja wyłuskała z pociągu grupkę tzw. alterglobalistów, przy okazji rekwirując u jednej z osób słoik, który wedle organów ścigania mógł posłużyć za niebezpieczne narzędzie (jako np. pojemnik na koktajl Mołotowa), wg zatrzymanej natomiast, zamierzała w niej podczas wycieczki przygotować tzw. zupkę chińską.

No już pal licho daleko posunięta ostrożność organów ścigania wraz z dość mętnym tłumaczeniem oponentki. Tylko dlaczego, do cholery, alterglobaliści wspierają międzynarodowe konsorcja produkujące zupy instant (a zwłaszcza chińskie)? Które zapewne w dodatku wyzyskiwaczami są i nie tylko?