Archiwum styczeń, 2005
Po weekendzie jest poniedziałek
Truizm w tytule dotyka mnie w sposób oczywisty. Należało się spodziewać, że po udanym pobycie w domu w Szczecinie, gorączka poniedziałkowego ciśnienia zaatakuje ze wzmożoną siłą.
Piszę te kilka słów niepewnie, spoglądając na kalendarz z ukradka i myśląc czy się uda…
Już nie friday
Miasto okryte śniegiem. Jakby trochę ładniej.
I rekordowo szybki przejazd przez granicę.
Cholernie tu zimno.
friday.on_error_exit(autobus)
Jeden malutki błąd w bazie to chyba sobie mogę zostawić na poniedziałek, prawda?
Po roku czasu ja ciągle mam nadzieję, że w autobusie będzie mrygał jakiś w miarę udany film (przepraszam, dawno, dawno temu kiedy UE się o Odrę opierała, miał miejsce seans Insomnii – i to by było na tyle).
Rollin’ on the highway…
friday.tree.nodes.collection(któryśnode).expand
t=t(n) || a>=a(n) <=> p
! t>t(n) <=> n/p (w skrócie oczywiście)
Oby to był sposób na wolne w przyszłym tygodniu.
friday.init()
Pozytyw wczesnego wstawania jest taki, że nie ma denerwującego ruchu samochodów na Kieler Str.
To będzie długi dzień.
Na dzień dobry onetoedytorek się powiesił.
Off
Półleżę na krześle, niemoc twórcza, off pełny, nie przejmuję się. Jakoś tak jest, że siebie samego nie przeskoczę.
Największą moją przyjemnością ostanio jest wieczorna sałatka w prawie stałym składzie: pomidory, mozarella i anchois (tu jest opcja-wariacja dopuszczalna pod nazwą tuńczyk).
Jest bilet, będzie weekend. Chyba jestem osobowością neurotyczną.
Czy ja mam aspirynę? Coś mnie łamie w kościach.
Może małe Schanze czwartek wieczór? Luzujmy zatem.
\_____
Właśnie spostrzegłem, że ostatnio napisałem pod rząd sześć lakonicznych notek o pracy.
No dobra – to ta nie jest o pracy. Obiecuję sobie wyjść dzisiaj punktualnie.
Piwko?
Rytm
W rytmie codziennym: spacer do biura, czternaście godzin pracy, spacer z biura. Wszystko przez to, że nie umiem regularnie pracować. Kiedyś może się nauczę. Kiedyś.
Przynajmniej jest lepiej niż wczoraj.
050124a
No i pan profesor Cliff Arnalls wykrakał. Może nie największe przygnębienie w roku ale na pewno największą jazdę od roku.
Może to i dobrze… reszta roku będzie optymistyczna i spokojna…
050124
Zaczynam się obawiać, że przedwczesne przychodzenie do pracy stanie się moim ulubionym zajęciem.
Może to tylko taka chwilowa słabość.
Westchnięcie
Jeden projekt, drugi projekt, projekt do którego nie mam ani serca ani ochoty ani pomysłu (a ciągnie się od listopada).
Dlaczego moja produktywność zaczyna się około godziny 18.00?
Po prostu jedno wielkie westchnięcie…
Dlaczego
Tik-tak, wpół do jutra. Dlaczego w sobotę wieczorem się najlepiej pracuje?
Kolorki
Wektory w kolorach ogórkowo-ogródkowych. Robię. I ocieram pot z czoła.
06

Zwykła sobota, prawie południe, Kieler Str. HH.
Zadymka
Na niebie i na ziemi. Awarie.
A w perspektywie awarie.
Pogodynka
Szklanka mleka o biurowym poranku. Za oknem burza a na Północnym sztorm.
W perspektywie rekurencja w drzewkach danych a na deser roślinny logotyp.
Zmowa. Albo ściema.
Trochę oczy bolą już od kolejnych zapytań maglujących te same pola tych samych baz danych.
Pomimo tego (oraz tego, że już ciemno i znowu mokro) humor zamiast maleć, rośnie.
A! oraz pomimo tego, że w kablówce brak od wczoraj tv Polonia (natomiast turecka jakowaś aldżazira nadaje dalej 24h).
Skłonny jestem nawet stwierdzić, że dopisuje mi wyjątkowy humor. Wręcz szyderczy.
Całe te blogi to jedna wielka ściema.
Proszę mnie nie traktować dzisiaj poważnie.
Po prostu 050119
Przez krople deszczu przebija się blady błękit nieba nad ceglanymi szeregami brzydkiej o tej porze architektury Hamburga. Matka natura wraz z córką Pogodą nie mogą się zdecydować czy zaszczycić szarych śmiertelników łaską słonecznych promieni.
Całe szczęście, że przynajmniej jeden promyczek przez krótką chwilę wystarcza by ogrzać duszę. A drugi, ten w sercu wystarcza by ciepło to zaczęło się rozchodzić po ciele.
Zaczyna do mnie docierać sens istnienia tego roku.
nieczynne
SELECT Cards.CardNo, Cards.Order_ID, OrderedCards.FromNo, OrderedCards.ToNo, OrderedCards.ID FROM (Cards LEFT JOIN OrderedCards ON Cards.Order_ID = OrderedCards.ID) LEFT JOIN Products ON OrderedCards.ProductType_ID = Products.ID;
^^^ krew, pot i łzy
autostopem przez galaktykę
…dzisiaj drogie dzieci odrobina tzw. przekazu ukrytego:
…dotarłem wydawałoby się na kraniec galaktyki do zapomnianej przez bogów, ludzi i fundusze pomocowe, stacji badawczej; od lat krążyły o niej plotki i legendy;
…wszystkie okazały się być prawdą – w momencie gdy przekroczyłem próg owej placówki uderzyła mnie gwałtowna fala o specyficznej charakterystyce; tak, tak działać mogło tylko jedno na istoty humanoidalne: Martwica Mózgu…
(tutaj niestety przekaz się urywa a autor prewencyjnie udaje się w inny kraniec galaktyki w celu znalezienia nie mniej legendarnego antidotum zapobiegającego Martwicy Mózgu [i emotek])
ożeszTy2k5
nie za bardzo mam ochotę lecz widzę, że nie ucieknę przed jako takim uporządkowaniem życiorysu; no; przynajmniej przed samym sobą; zamierzenie i (co za brzydkie słowo) plan tegoroczny to jedno a porządek w bagażach które wlekę to drugie;
wszystko się dziwnie splata; za trzy tygodnie (z małym kawałkiem) upłynie rok jak mieszkam i pracuję w Hamburgu; splata, ponieważ gdyby nie bankructwo mojej firmy to nie znalazłbym się tutaj; gdybym tutaj nie przyjechał i nie zasiadł w samotności na całe godziny do Sieci, nie założyłbym bloga;
gdybym go nie założył nie poznałbym Młodej;
gdyby coś nie zaszło kiedyś to nie założyłbym firmy;
kurde, to wszystko ma sens…
może nawet za dużo jak na jeden odcinek gwałtownego ataku szczerości? (tu taki mały emotek)
jadę po bilet z Chochlikiem;
linia światła
zagapiam się w żaluzje porankiem; jak linia światła wpełza do pokoju;
dziwna galopada w kalejdoskopie myśli; oswoić to wszystko; oswoić pewne strachy;
chyba robi się poważnie;
nie mam siły na większe onlajny;
\___
pokręciło mi się w głowie albo lewą nogą wstałem;
lub też jedno i drugie;
może jakieś antidotum?
nie. tak musi być widocznie;
05

sylwester (c) by Browar
asp.eh.eh
nienawidzę się rypać kilka godzin z jakimś drobiazgiem a zwłaszcza cholera jasna z logowaniem;
niech te asp na wskutek jakiegoś zaklęcia magicznego ruszy;
ehh;
like a rolling stone with …
przeglądam virtual i nievirtual insanity i natrafiam na dużo postanowień;
przeglądam zgromadzone archiwa swoich spraw z ubiegłego roku;
nie zrobię podsumowania, to było like a rolling stone z dużym uśmiechem;
mam plan na ten rok;
taki wewnętrzny;
z jeszcze większym uśmiechem;
oldskul w uszach
trzy, „spokojne inaczej” dni, trochę napięte; może na początku z odrobiną stresu;
z więcej jednak niż z odrobiną szaleństwa i to nie tylko w szale imprezy przebierańców raczej bez ograniczeń (tu pozdrawiamy „pana z SS”)
suma niewypowiedzianych wrażeń domknęła się nawet pierwszą w karierze kłótnią; krótką na szczęście;
podobno najważniejsze rzeczy dzieją się mimowolnie; od niechcenia; jednak dzieją się z woli, z postanowienia;
impreza? tak, mocno; mało czasu na wszystko: na zwiedzanie, na luzik w outcaffe;
jak to było? mezzoforte, pogodzinach i outcaffe; czyli wszędzie; czyli nazwy stały się miejscami;
na pewno wiele jeszcze przed nami, do zrobienia, zrozumienia i poznania;
wiele też do wyśnienia;
a w uszach cały czas oldskul: ABC, The Look of Love
hmhm
hm; hm;
napiszę jeszcze coś o ostatnich dniach;
i o 2k4 też;
ale pomału;
2k5
Miasto w którym _jeszcze aktualnie przebywam przywitało mnie, po przyjeździe z tygodniowego urlopu w domu, stertami wymiękającego śniegu, ulewą i stosami śmieci posylwestrowych. Widoczna to oznaka, że w 2k5 _konieczny będzie powrót do portu macierzystego.
Nie, nie o śmieci na ulicy tutaj chodzi.
Mimo początkowych obaw i trudności, udało się. Nawet bardziej niż się udało. Polubiło się, zauroczyło i przypadło do gustu.
Spędziliśmy świetnego Sylwestra z Młodą w Szczecinie.
Początek. Szczęśliwy początek 2k5. Mimo pożegnania. Mimo rozłąki.
Coraz bliżej realnie zbliża się czas kiedy naprawdę będziemy razem.
(kurde,,, ale mi pompa wyszła a nie notka, hyh)