Archiwum lipiec, 2005

jacca all ver

… w swobodnym tłumaczeniu jacca all versions – wszystkie wersje w jednym miejscu (parafrazując tytuł z bloga Młodej: „wszystkie wersje zrośnięte w jedną”);

… czasami dzieje się tak, że trzeba spiąć klamrą pewne zdarzenia i przeżycia, spojrzeć wstecz, wygadać najbliższej osobie te najbardziej wstrząsające wspomnienie, zastanowić się nad czasem i tym co i jak zmieniało nas;

… dlatego w archiwum pojawił się „sierpień 2002″ – kopia bez edycji z bloga wersja dwa;

Kareta na ręku

Passa dzisiaj jak ze znaczonych kart. Niemożliwa wręcz. Mam nadzieję tylko, że nikt mi tej znaczonej talii nie podmieni tak szybko.

Szulerzy przyjeżdżają jutro.

Coś mnie na przekaz kodowany dzisiaj wzięło.

Update

I update: niedzielny spacer pod koniec dnia.

Perpetuum?

Dosyć naturalnym trafem składa się tak, że dogrzebujemy się do weekendu by odpocząć – a ma to miejsce poprzez tydzień roboczy, w piątek nachodzi nas ochota na tzw. odstresowanie (czyli nocne pozwiedzanie lokali) co przynosi skutek po postacią sobotniego renesansu zdrowego stylu życia (no może nie do końca bo śpimy do południa): dłuższy spacer który okazuje się być wyczerpujący – odpoczywamy i w niedzielę wyruszamy na jeszcze dłuższy.

Poniedziałek. Skołowany wrażeniami weekendu staram się dogrzebać do końca tygodnia żeby w końcu odpocząć ;)

Komfort

Właściwie Młoda prawie o wszystkim napisała. Kurde. Ale komfort.

Nie no, ok. Dopiszę coś. Jak pozbieram trochę rozbieganie poniedziałkowe, poranne.

Falochron

Czasami pomimo całej wichury zdarzeń, zmartwień, problemów i innych przeciwności nachodzi mnie dziwne wrażenie, że tak naprawdę nic się nie zmienia – pewne rzeczy i sprawy są niezmienne we wrzechświecie.

Takie uczucie z dzisiejszym porankiem przyszło i nie opuszcza mnie.

Dobrze to czy źle?

[…]

Odrobinę jakby jaśniej na horyzoncie zdarzeń.

Rzeczywiście chyba jest tak, że to co cię nie przygniata to cię hartuje.

Może i to najlepsza z dróg?

debug.print

Po czterech wczorajszych godzinach wieczornych spędzonych na bezmyślnym wgapianiu się w komunikaty błędów dzisiaj przypadek zaczyna pękać po 26 minutach. I jak tu nie być deadlinerem?

Ciekawie

Nadchodzące dni zapowiadają się bardzo ciekawie. Albo „ciekawie”.

Z racji na późną porę opuszczania biura, tylko tyle jestem w stanie wydobyć z siebie…

Drobny flashback

Z zegarkiem i kalendarzem w ręku, licząc i odliczając mam wrażenie drobnego flashback’u.

Takie drobne info

Młoda właśnie została formalnie szczecinianką :)

Wdechwydech

Wdech. Kawałek projektu (tak, przez ten tydzień będę nudził o pracy). Wydech. Szybki przegląd stron. Wdech. Czy macie jakieś pastylki na poprawę kreatywności?

Taczka

Piątkowy parapet okazał się być odrobinę mocniejszym niż się spodziewałem. Jednakże odbyło się bez interwencji sąsiadów tudzież funkcjonariuszy. Skutecznie wydarzenie to rozpieprzyło weekend (spać, spać, spać). Poniedziałek jest szary a taczka na ten tydzień ciężka jak cholera.

To był w takich bardzo prozaicznych słowach skrót poweekendowy.

Kwestie

Zmienny weekend na horyzoncie.

Na tapecie tworzenie nowego systemu w asp rzeźbionego co trochę przypomina działanie typu „z motyką na słońce”.

Kwestia ilości i rodzajów soków na wieczór rozstrzygnięta :)

Lost in the supermarket

Jutro urządzamy parapetową imprezkę – po wczorajszym rajdzie poprzez supermarket chyba już posiadamy wszystko co potrzebne podstawowej chociaż niezalegalizowanej komórce społecznej (która jutro będzie chyba miała ćwiczenia z patologii – i oby nie z życia z sąsiadami).

Pospieszny jakiś ten tydzień wielce – zatem i ta notka jest pospiesznie pisana a ja zmykam omówić szczegóły tzw. planu zagrych na jutro.

Nie-flashback

Siedzę z laptopem w hamburskim biurze (po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy) i zastanawiam się odrobinkę nad spotkaniem o godzinie 10.00, oraz odrobinę o finansach. Za oknem słoneczna Altona i dociera do mnie coraz bardziej, że nie mam żadnych flashbacków czy innych napaści retrospektywnych (trochę się tego prawdę mówiąc obawiałem). Co więcej jestem jakiś dziwnie spokojny – aż samego mnie to trochę dziwi.

Zobaczymy jak się ten dzisiejszy dzień potoczy.

Dom

Kawałek po kawałku dom wypełnia się nami. Prozaicznie rzecz biorąc potrzeba jeszcze kilku rzeczy. Jeszcze kilka spraw większych i mniejszych musimy załatwić. Co najważniejsze tworzy się i istnieje z każdym dniem mocniej i mocniej.

Wyjeżdżam do Hamburga na jeden dzień i chyba mój stres w związku ze spotkaniem rośnie – ale wiem, że mam przystań, że wszystko zmierza ku coraz lepszemu.

Taka to dziwna mieszanka optymizmu i małego zdenerwowania czasami…

Śpioch

Wczorajszy spektakl zaowocował zaspaniem do pracy. Taki koszt kultury (i nie to żebym narzekał) ;)

Druga kawa i rozpoczynamy weekend.

MFE

Dla odmiany od spraw agd-tynkarskich w weekend przeprowadzamy ukulturalnienie na festiwalu.

Onomatopeja ulgowa

uf/heh/uff

Tak teraz to już można uznać za poukładane prawie w stu procentach, tak z grubsza rzecz biorąc. Oczywiście pozostają na horyzoncie technikalia mniej (czemu trochę tynku spod parapetu odpadło) lub bardziej (pralka) palące. Rozkład jednak myśli powoli się stabilizuje. Na horyzoncie logistyki pojawiła się parapetówka (brak kielonków, michy sałatkowej, etc.) Jakoś to trzeba pozbierać.

Byleby rodzicom ze szczególnym naciskiem na rodzicielkę nie weszły w krew tzw. wizyty kontrolne.

Część druga w skrócie

Cóż mogę ubrać w słowa? 600 kilometrów w jedną stronę, drugie tyle w drugą. Paczki, paczuszki. Pożegnania i łezki. Piwo na tarnogórskim rynku. Porządki w nowym domu.

Zacząłem swoje… zaczęliśmy swoje turn the page.