Archiwum marzec, 2004

Ładnie. Wrosłem znowuż. Taki …

Ładnie. Wrosłem znowuż. Taki miałem dobry plan żeby wyjść jak człowiek z biura. Znowu się nie udało. Powiedziałbym potocznie, że złośliwość przedmiotów martwych. Tylko nie ma na co rzucić cienia oskarżenia.

Tak, środek nocy to bardzo dobra pora. Może jeszcze świt. Tylko taki słoneczny oczywiście.

Spróbuję poczytać blogi.

Coraz bardziej mnie …

Coraz bardziej mnie przerażają wyniki sondaży nastrojów politycznych. Mogę powiedzieć, że wprost nie mogę uwierzyć by 29% (wg CBOS na zlecenie m.in. TVN) ankietowanych chciało głosować na wiodącą partię roszczeniową. Skąd taka wiara w trybuna ludowego który oprócz parafrazy Kartaginę należy zniszczyć nie potrafi nic? Przepraszam. Potrafi za pomocą pustosłowia dać nadzieję rzeszy ubogich. W tym siła.

Rzecz się jednak o skutki rozbija. Paradoksalnie działanie takie może w efekcie spowodować, że nastąpi to przed czym ony wódz ludu przestrzega. Kryzys powstały niechlubnie dzięki realizowaniu programu roszczeniowego (zakładając tenże fatalizm), przyciągnie chętnych sąsiadów zza Odry a tym samym zrealizuje scenariusz „wyprzedaży macierzy”. Zupełnie inna sprawa, że fikcja ta może okazać się jedynym sensownym rozwiązaniem dla zachodnich terenów Polski. Problem z tymi nie-zachodnimi.

No to nasapałem trochę.

[…]

Hermetycznie będzie:

http://127.0.0.1 … „no co Pan powie? u mnie działa…”

;)

Regalik luzujący w …

Regalik luzujący w głośnikach. Projekty pod kontrolą. Słońce za oknem. W biurze spokój. Czego można chcieć więcej? Pewnie czegoś można … ale to nie smuteczek tylko zamyślenie.

Sytuacja. Dzwoni telefon (numeru nie znam): „słuchaj, co znaczy taka to a taka formuła w Excelu?”. Tłumaczę, „a mógłbyś _tu_ …”. Tłumaczę gdzie jestem, zapowietrzenie. Zabawne, mała rzecz a cieszy.

Środek nocy. Niektóre słowa …

Środek nocy. Niektóre słowa głaszczą, niektóre kąsają. Dlaczego? Jak to jest? Czy tylko z pomyłek czy z zamierzenia słów, sytuacji, gorzkości wspomnianej ale nie do końca określonej? Czy to się dzieje, jak, poza? Czy do końca te kąsające trafiają w cel. Wątpię. Chybaże…

Próbuję uporządkować …

Próbuję uporządkować porównawczo. Próbuję. Poprawia mi to humor niezmiernie. Dlaczego? Nie ma żadnych schematów, utartych, wydeptanych. Po prostu nie ma. Pewnie to i dla niektórych będzie (nieco) denerwujące – w życiu nie ma miejsca na rutynę, podobność. Ewentualnie mogą być tylko dłuższe przestoje. Tylko, że one jeszcze o tym nie wiedzą.

Leniwy, słoneczny dzień. …

Leniwy, słoneczny dzień. Optymizm? Prawie niezachwiany (no oprócz tych trzech projektów, które leżą i czekają na wenę). Obserwuję jak internet coraz mniej tworzy wspólnoty a coraz częściej jest tworzony przez place zabaw. Wiem, wiem: panie, przed wojną to byli czasy…

Za dużo tu grysłów

Po takim poniedziałku reszta tygodnia to jest po prostu błahostka drobna. No chyba, że się jutro coś przewróci. Ta notka w blogu nie jest mistyczna ani filozoficzna. Ta notka jest zmęczona.

Na web.archive znalazłem drugiego ze swoich starych blogów. Nawet przez myśl mi przemknęło żeby go skopiować, zachować sobie. Z drugiej strony jednak tamte słowa mają swoją wagę. Przez co mogą ciążyć a tego to już w tym (conajmniej) dziesięcioleciu zaznać nie chciałbym.

Tak, dobrze, już wiem, za dużo tu grysłów. Nie mam serca jednak ani do przyszedłem poszedłem ani na jakieś surfowanie po egotripach. Przynajmniej to drugie jeżeli już to nie dzisiaj.

Czytam o gorzkości i o …

Czytam o gorzkości i o oczekiwaniu. Co jest przyjemniejszego od rozpakowanego prezentu? Ta chwila kiedy trzyma się go w rękach i zastanawia czy już pociągnąć za kokardkę czy nie. Nieprawda? To tak jak w pewnej chińskiej przypowieści o mistrzu kucharskim który podał smakoszowi najzwyklejszą w świecie zupę. Smakowała ona wybornie. Czego dodałeś mistrzu? padło pytanie. Czasu… Czy to nie jest tak, że najbardziej podniecającym miejscem jest to w którym uchyla się rąbek materiału?

Tak jest ze wszystkim. Każda zmiana ma swój czas i miejsce. Kiedy jasne wyprze już ciemne jedyne nad czym musimy pracować to przygotować się na kolejną zmianę.

To tyle. Z rana, prawie po misjonarsku, heh. Koan na dzisiaj: co to są ‘oznaczone kartki’?

Odnalazłem się zagubiony

postmodernistyczny collage końca wieku, tysiąclecia, fin de siecle…

…zaraz chwileczkę, przecież mamy już nowe tysiąclecie… czyżbym się odnalazł ale jednak zagubił w czasie?

Wyrwane z kontekstu czy też raczej: wstałem, poszedłem, zrobiłem? Tak. O tym pisałem już parę lat temu. Czyli co? Pełne koło? Chyba raczej nie… tylko środowisko może jakby nieodpowiednie, odseparowane. Właśnie. Właśnie, właśnie.

Przyznam się. Trudno spojrzeć na wszystko z zupełnie nowego punktu widzenia. Jeszcze trudniej kiedy tego punktu nie wybieramy sobie ot tak a wiąże się on z sytuacją życiową. Nie wiem co mi podpowiada, że „będzie dobrze” i nakazuje dobry humor. Nie wiem.

_bloghistoria, coś jak HoF…

Nie wiem czy dobrze robię. Sekcja __bloghistoria to odnośniki do kopii dziesięciu słynnych blogów onegdaj (wybór subiektywny, kolejność zamierzona) na web.archive.org;

Dlaczego? Domyślcie się…

Ministerstwo wymyśliło, że …

Ministerstwo wymyśliło, że ogrodzić trzeba Tatry. Monty Python…

Muszę poszukać jakiegoś mieszkania. Dziwne: dwa miesiące w hotelu jakoś mnie nie zmęczyło… jeszcze.

Chyba dzisiaj mam zbyt zwięzły nastrój jak na bloga. Zadziwiam się jak można tak potoczyście pisać jak Supul… właściwie kiedyś pisałem szerzej… co się stało? Ze mną? Zamknąłem się? … chyba miało wpływ na to wiele rzeczy. Tak wiele i tak dziwnych, że boję się kiedy wspomnienia powracają. Może jednak więc spowiedź? Rachunek sumienia, krzywd, strat, zalet, nauk?

Czuje się jak rysunkowa …

Czuje się jak rysunkowa postać

Za karę przepiszę sto razy (bez użycia kopipejst): „będę lepszym człowiekiem, będę lepszym człowiekiem…”. Chyba wystarczy na dłuższy czas. Przez głowę przelatują mi wspomnienia najdziwniejszych pobudek z bolącą głową.

Dzisiaj [I] mnie uratował jajecznicą z szynką i papryką – może nie jest to najlepsze rozwiązanie na skatowany żołądek … ale pomogło.

Idę do kuchni pozbierać myśli…

To jest właściwie tak, że …

To jest właściwie tak, że nie miałem wyjścia. Przymus państwowy pod koniec ubiegłego roku wyciągnął rękę po haracz, konkretniej po tzw. składkę na tzw. ubezpieczenie społeczne. Musiałem wtedy zamknąć swoją firmę i wejść w tzw. ugodę (duża ilość tzw. to taki sarkazm… wiadomo chyba dlaczego…).

Suma wszystkiego co przyszło mi zapłacić i płacić nadal niejako wymusiła na mnie poszukiwanie zajęcia opłacanego w walucie o korzystnym kursie. Znalazłem … i tak oto jestem w Hamburgu. Można powiedzieć, że wszedłem do Europy, heh. Korzystne to jest – właściwie nie mam na co narzekać: jeżdżę co dwa tygodnie do domu (na szczęście nie jest to daleko) … tylko czasami nachodzi mnie jakiś nieokreślony smuteczek. Będzie zapewne lepiej jak sprawy się ustabilizują – na razie to wszystko jest cholernie świeże…

… tyle było dni … do …

… tyle było dni … do utraty tchu …

Gasną odblaski słoneczne na budynkach, przynajmniej pogoda zawitała do Hamburga. Uhm. Zamęt jakiś wokoło. Zanotuję coś później. Na papierze – o ile jeszcze umiem w ten sposób pisać. Straszny jest ten cyfrowy analfabetyzm…

Zbytnio wypatroszony jestem na jakiś dizajn dzisiaj już. Sprawy chyba nabierają rozpędu – to mnie cieszy i pozwala mi optymistycznie spojrzeć na przyszłość.

Hmm, komentarze… bardzo miło… tylko ja już nie mam siły dzisiaj odpisywać, przepraszam.

Przewartościować poglądy …

Przewartościować poglądy (niektóre) chyba mi trzeba. Hm. Pracuję tutaj i wiele rzeczy z tego miejsca zaczyna wyglądać inaczej. Zaczyna. Czy też raczej wygląda… Najbardziej (i to chyba mnie uderza najmocniej) sam inaczej wyglądam. Bardziej sobie zdaję sprawę, że pewne rzeczy muszę zmienić.

Szósta rano, Hamburg. O czym …

Szósta rano, Hamburg. O czym ja myślę? Najlepiej to obrazuje chyba stary tekst Manaamu: „Kiedyś tyle miałam w głowie / na tak, na nie zawsze odpowiedź„. Chyba pomału ale wielkimi krokami zbliża się pora żeby zrobić jakieś rozliczenie, rachunek sumienia czy jak to się nazywa.

Myślałem, że będzie łatwiej z kolejnym wyjazdem – jest trudniej. Jakaś większa tęsknota. Dlaczego?

Kac. Depresja lekka. Zbytnio …

Kac. Depresja lekka. Zbytnio wczoraj popłynąłem, za mocno uh. Dzisiaj siedzę grzecznie w domu rodzinnym i przed wyjazdem nie udaję się na żadne nawet symboliczne piwka. (Inna sprawa, że się zniszczyłem finansowo wczoraj, mocno). Wczoraj miałobyć niby lekko a się stała masakra alkoholowa. Niedobrze.

Smuteczek mam z tym wyjazdem. Zaczęło mi być jakoś ciężej. Teraz w pełni doceniam Dom. Leży przede mną bilet (jadę z powrotem do Hamburga o północy) i nie poprawia mi nastroju. Nie chodzi tu o te pięć godzin w autobusie, ta praca mnie chyba zaczyna mierzić. Jeżeli nie wezmę się w garść (a raczej nie zagonię się do pracy) to pewnikiem mnie stamtąd wyleją. Czarnowidztwo mnie chyba jakieś wzięło na tym kacu, ueh.

I tak again od Ciszy do Krawędzi.

Z drugiej strony czytam inne blogi, czuję się jak wampir, przybieram na sile. Zadziwiające lekko, nie?

Weekend wyjazdowo-domowy… …

Weekend wyjazdowo-domowy… z mieszanymi uczuciami. Dlaczego? Nie wiem dokładnie… Jakoś tym razem tak dziwnie mi jechać do domu. W sumie to tak naprawdę w tych odwiedzinach najważniejsze są sprawy finansowe (moje długi) i może dlatego to mi przesłania radość? To tak jak jakieś dziwne zawieszenie… w sumie nie jestem ani Tu ani Tam. Może trochę obawiam się spięć, konfliktów z rodzicami wg których wizja świata jest nieco odmienna (to jest w sumie sprawa na oddzielną dużą notkę).

Niewątpliwą zaletą natomiast jest to, że w autobusie odrabiam zaległości filmowe…

Podświadomość (nie) jest werbalna

Wątpię żeby podświadomość była werbalna: (albo) ja jestem wyjałowiony po siedzeniu 12 godzin w biurze. No nie, dwanaście to przesadziłem: pojechałem na dworzec nabyć bilet – więc miałem godzinną przerwę w postaci moknięcia na rowerze w drodze do i z powrotem. Nawiasem mówiąc Pani W Kasie mnie rozbroiła conieco: mówię, że mam trzy wykorzystane bilety, czy to jest zniżka? „Oczywiście 15%, nie ma problemu”. No to ja, że fajnie, itede. Demon marketingu po wydrukowaniu i skasowaniu należności: „ale bardziej opłaca się zbierać do pięciu bo wtedy jest 50%”. Się lekko nawet uchachałem… właśnie apropos polepszenia nastroju, otrzymałem dwustuprocentową wypłatę. Co prawda, następna z końcem (jaki my mamy miesiąc?) kwietnia lecz coż carpe diem. Zresztą znając życie, kac sumienie zadręczone przy najbliższym łapaniu owej chwili będzie i tak mnie męczyć. Taka widocznie już moja schizofrenia.

Notabene polepszania i ww skeczu, dzisiaj dobre rozdanie: payment i discount – z czego dla typa zdobywcy chyba bardziej atrakcyjną marchewką jest one (od onego) dwanaście eurów. Cóż, żem żebrak lubo wspinacz (turystyczny lecz zawsze).

Tak patrzę na powyższy potoksłów i zastanawiam się czy akapity te jednak nie są argumentem na rzecz tego, że podświadomość _jest werbalna. Hę? Pomyślcie a ja idę na piwo.

Czas leci jak szalony. Przed …

Czas leci jak szalony. Przed chwilą była godzina 10. Czysty relaks przy layoucie pod dyktando. Nie muszę niczego wymyślać, jak dobrze. Dawno już nie mazałem nic w pshopie ale chyba wychodzi całkiem nieźle. Dobry dzień w sumie… jak jeszcze do tego zaliczka będzie w wysokości spodziewanej to będę w prawie wyśmienitym humorze.

Schemat codzienny …

Schemat codzienny spowodował, że nie miałem nic do napisania,  tym bardziej siły na sformułowanie ewentualne tego co teoretycznie się dzieje, się dzieje w mojej głowie. Bardzo obezwładniające uczucie. Zwłaszcza kiedy czuję obowiązek (powinność?) produkowania tych notek w formie estetycznej, nie bazgrania. Choć zdaję sobie sprawę, że 90% blogów nie po to chyba jest? Przypuszczam, że za przeproszeniem target tego serwisu jest inny.

Tak to jest jak ma się za zadanie stworzyć zautomatyzowaną pseudointeligentną bazę danych w oparciu o irracjonalną wersję autorstwa poprzednika… Nie, nie narzekam. Przyzwyczaiłem się i trochę zaczyna mnie to bawić, zwłaszcza kiedy bezpośrednio zainteresowani kompletnie nie wiedzą jaka jest ich wizja. Hmm, wygląda na to, że zupełnie nie ma znaczenia w podejściu konsumenta czy to jest strona www czy aplikacja. W sumie ma to jakieś szamanistyczne zalety. Chyba.

Moim największym problemem egzystencjalnym ostatnich dni jest to w jaki sposób wydębić większą zaliczkę przed wyjazdem na weekend do domu. Tak to już jest jak trzeba płacić za błędy młodości (a raczej jak trzeba spłacać haracz zakładowi ucisku społecznego).

Dlaczego rozmowy ze znajomymiprzyjaciółmi z Polski coraz częściej przebiegają wg schematu: „Co słychać?”, „Nic”…? Chyba muszę znaleźć jakiś pomysł na najbliższy wyjazd do domu ponieważ i cieszę się i obawiam…

Życie on-line

Za oknem pojawiło się słońce a ja nie mam siły żeby ruszyć się sprzed komputera. Skąd mnie napada taka wielka niemożność? Zaczyna mi być z tym źle. Nie. Zaczyna to złe określenie. Do tej pory żyłem jakoś z tym. Teraz naprawdę mi to przeszkadza. Jak to zmienić?

Próbuję sobie wytłumaczyć, że to zmęczenie pogonią w tym roku. Heh, tylko czy to aby na pewno jest prawda? Może jednak spróbuję się przewietrzyć bo życie on-line chyba źle wpływa na moją psychikę.

Virtual insanity…

…jak u Jamiroquai,,, przyglądam sie głównej stronie serwisu i obserwuję pędzące blogi. Czyste szaleństwo krótko mówiąc. Kultura internetu zmieniła się mocno przez ostatnie lata (co za truizmy ja tu wypisuję) w przerażające momentami mass-medium o nieporównywalnej sile. Permanentne życie on-line,,, zamiast środka komunikacji mamy byt równoległy oparty na kulturze czata, blogu i digital community. Ciekawość a może nawet przerażenie mnie bierze na myśl (wizję) tego zaparęlat.

Za oknem bez zmian w odcieniach szarości, nieważne czy jestem tutaj czy ten parę godzin drogi stąd, w domu. Czasami rzeczywistość tutejsza w podstępny sposób zawirowywuje się i wtedy odnoszę wrażenie, że skrzyżowanie na którym jeszcze nigdy nie byłem w podstępny sposób udaje moją lukę w pamięci z rodzinnego miasta.

Co robię? Zaczynam pisanie zamiast wziąć się do pracy…

v3

…blog to szczególny rodzaj choroby, uzależnienia; kiedy nawet już to rzucisz, raz, drugi, to nie wiesz kiedy znowu cię dopadnie;

…zaczynam po raz trzeci; tym razem z zupełnie innych (bez) powodów;