Archiwum grudzień, 2005

2k6

Myślę sobie o tym jak minął ten rok.
Nie robię podsumowania, nie zagłębiam się w refleksje, to dzieje się po prostu samo. I dziać się będzie w przyszłym roku też.
Ten rok najbardziej chyba nauczył mnie na własnej skórze (nie, nie boleśnie) zrozumienia spraw i rzeczy najważniejszych, takich jak dom, miłość, rodzina. Umiejętności spojrzenia na rzeczywistość z innego punktu widzenia.

Rok temu Młoda po raz pierwszy przyjechała do Szczecina, przed nami była perspektywa mnóstwa rzeczy do zrobienia: ja musiałem wyprowadzić się z Hamburga i przenieść do polskiej części firmy, przed Promyczkiem była perspektywa rozstania z waldorfskim i ze Śląskiem, mieliśmy wynająć mieszkanie w Szczecinie i ułożyć sobie po prostu wspólne życie.
I tak też się stało. Zrobiliśmy to, jakkolwiek to zabrzmi z pompą, po prostu siłą naszych rąk i serc. Rzeczywistość chciała nas sprawdzić i sprawiła nam kilka kryzysów mniejszych lub większych, różnego kalibru takich jak cieknąca lodówka, kłopoty finansowe czy parę kłótni, nieporozumień i napięć. Dzięki praktyce codzienności utwierdziliśmy się w przekonaniu, że ludzie przede wszystkim powinni ze sobą rozmawiać. Nie przemilczać, nie chować się.
Zmieniliśmy się, nauczyliśmy od siebie pożytecznych rzeczy, podejścia do rzeczywistości, może odrobiny dystansu.

Nauczyłem się, że nie wszystko należy mierzyć swoją konserwatywną czy cyniczną miarą, że ludzie nie wszędzie patrzą na życie tak jak mieszkańcy miast północy, że spojrzenie z perspektywy z szybami kopalnianymi w krajobrazie jest inne niż te u ujścia rzek takich jak Odra czy Łaba.

Przed nami nowy rok. Wiemy już, że również pełen działań, pracy i radości. Nasi rodzice wkrótce mają się poznać, weźmiemy ślub, kupimy mieszkanie.
I dlatego z delikatnym uśmiechem cieszę się wewnątrz i myślę że w życiu zawsze najlepszy czas jest teraz.

Trochę dużo i niedużo

Trochę tego było dużo i niedużo.
Pierwsze Święta wyjazdowe w moim życiu przyniosły ze sobą transport pozytywnych wrażeń.
Wigilia okazała się być tak dalece przystępna, może nieco odmienna ale i naturalna jak to tylko możliwe – a nawet po 22.00 można znaleźć jakiś mały bar. Niekoniecznie zaciszny bo oderwanie się od stołu i mały spacer w stronę regeneracyjnego piwa jest dosyć popularną rozrywką, pubik osiedlowy dość prędko wypełnił się spragnionymi wędrowcami.
Wyszedłem z przyszłym teściem na tzw. poważny spacer, porozmawiać o planach zalegalizowania związku latem przyszłego roku. Generalnie (chyba) wprawiłem przyszłych teściów w umiarkowane zadowolenie z tego faktu.
PKP popsuło w powrotnej drodze lokomotywę i wymarzone osiem godzin powrotnych zamieniło się w ponad dziesięć. To prawda, nie wszystko można chcieć od razu.
Okazało się, że nasza choinka nie przewróciła się. Co więcej w mieszkaniu nie unosi się wszechobecna woń (nie wiem czy to dobre słowo) psiej kupy z pobliskiej zarośniętej piaskownicy, skąd podebrałem trochę materiału coby drzewko w wiaderku ustabilizować.
A i z różnych względów cieszę się, że Sieć w końcu trafiła pod naszą strzechę.

Feel Good Inc

Promocje magiaświąt z preferencyjnym kredytem zeroprocent wraz z towarzyszącymi temu depresjami, refleksjami i psychoanalitykami, merry shopping, „kartki kartki musimy kupić kartki”, „karp, karpia koniecznie, karpia”, co wybrać na prezenty? dlaczego to się podoba a tamto nie? czy tak będzie wypadało? a tak to nie wypada …

No dobra, a teraz będzie na poważnie.
Taką niewesołą i odrobinę zmierzłą refleksją przed Świętami chciałem się podzielić: że zżera konsumpcjonizm, wiadomo, że zżerają żądze też wiadomo.
Czytam, słucham i oglądam. I z każdej strony bije niechęć do tej paskudnej, obrzydliwej komercjalizacji. Wszyscy pragną ciepłych, rodzinnych, itp. itd. Pragną.
Nawet nie deklarują.
Pragną.
Słowa, słowa, słowa.
Ile z tych słów przerodzi się w czyny?
Dzisiaj wyjeżdżam z moją przyszłą żoną, pierwszy raz będę siedział przy stole wigilijnym na którym stoi krzyż i sam do końca nie wiem jak mi z tym jest – ale chcę się o tym przekonać.
Zmienianie świata najlepiej rozpocząć od siebie samego.
W głośnikach (nie, nie kolęda): Gorillaz – Feel Good Inc.

Kawa i pięć lat

Poranny uśmiech wywołuje lektura notki sprzed daaawien, daaawna: [link] – myślę sobie, że rozwój zjawiska przerósł prognozy o rząd wielkości :)

Społeczeństwo kaszle …

Obserwując tę nerwowość dookoła, zwaną też czasami „radosnym podnieceniem przedświątecznym” (ale dosyć tych uszczypliwości), zauważam dwie charakterystyczne rzeczy tego roku.

Po pierwsze: nie wiem czy to cecha ogólnie pojętego środowiska dwudziestoparolatków (circa) czy generalnie kondycja finansowa społeczeństwa – wszędzie gdzie tylko to możliwe w parze ze zbliżającymi się Świętami idzie troska, złość, niepokój (niepotrzebne skreślić lub dopisać) o budżet domowy. W moich ulubionych reklamach barometr marketingowy wskazuje na to, że na motywach „radości prezentów” da radę sprzedać na rynku pożyczkę, kredyt lub przynajmniej zaznaczyć obecność banku, oczywiście z choinką w tle.

Po drugie: czy naprawdę wszyscy mają ostatnio jakąś postać grypy, przeziębienia etc.? Tak tu sobie przejrzałem grudniowe materiały z blogów różnych i chyba przybrało to postać epidemii.

Dlaczego ja o tym?
Bo właśnie kaszląco sprawdzam stan konta…

Śnieg śliski jest

Poniedziałkowe wczesne popołudnie: kalkuluję trochę pośpiech tego tygodnia (a właściwie dni pięciu). W pewien, bliżej mi jeszcze nieznany sposób, realne wydaje się zdążyć ze wszystkim.
Bardziej ogólnie rzecz biorąc, ową tezę można rozwinąć lub storpedować (w zależności od preferencji) na gruncie teorii odwiecznej wojny płci lub innych nauk dowodzących istnienia czasoprzestrzeni zakupowo-świątecznej oraz zwyczajów osobniczych z wyraźnie rozdzieloną statystyką dotyczącą samic oraz samców.
Uda się.

W telewizorze moja zmierzła osobowość dostrzega większościowy udział motywu choinkowego oraz cudownych specyfików na objawy grypy – tutaj drobnym zaskoczeniem w towarzystwie jest mała ofensywa pasty do zębów… hm… idealnym produktem byłaby zatem: „Świąteczna Pasta do Zębów Zwalczająca Objawy Grypy”.
Czas Świąt jest trudny.

Aha.
Śnieg śliski jest.
A „sprostowanie” poniżej to efekt wczorajszego wieczornego zmierzłego humoru który napadł mię w trakcie lektury notki Promyczka z towarzyszącym, nie tylko tej czynności, katarem i kaszlem.
:)

Sprostowanie

Możnaby w zasadzie tak: „Niniejszym chciałbym napisać sprostowanie do publikowanego artykułu.
Chciałbym sprostować, że nic mi nie wiadomo o żadnych planach sierpniowych ani tym bardziej o żadnych tajemniczych uśmiechach z nimi związanych.
Nieprawdą jest również, że średni czas kupienia u nas świątecznego prezentu wynosi dwa tygodnie. Chciałbym również sprostować fałszywą informację, że autobusy u nas jeżdżą pięćdziesiąt minut. Nie! Autobusy jeżdżą szybko i są punktualne oraz są czyste a śnieg u nas się nie ślizga a nawet wręcz przeciwnie.
Osobiście również uważam, że telewizyjne reklamy nadmiernie eksploatują motyw świąteczno-choinkowy i tą osobistą refleksją chciałbym zakończyć niniejsze sprostowanie.”

[…]

W powietrzu wisi fluid który zamieni wkrótce tytułowe trzykropki na treści właściwe.

[…]

Może dlatego, że gdy z porannych mgieł nad Odrą wyłaniają się portowe dźwigi to czasami nachodzi mnie refleksja o pewnych wydarzeniach sprzed 24 lat.
Może dlatego, że gdzieś tam w skrawkach pamięci mam jeszcze wspomnienie chrzęstu gąsienic na ówczesnej ulicy Rewolucji Październikowej, gaz łzawiący w Śródmieściu kiedy szliśmy do dziadków, czy też, dzisiaj już humorystyczny wręcz, brak Teleranka.
Dzisiaj kiedy telewizor miga kilkoma dziesiątkami programów, ulica zowie się już Niemierzyńska a w centrum miasta życie skupia się w „centrum handlowo-rozrywkowym”, tak łatwo jest zapomnieć o historii najnowszej w oparach coraz bardziej korporacyjnej „magii świąt”.
Tylko jakoś tak gdy dzisiaj wstałem wcześniej niż „do pracy” i przeszedłem się ulicami mojego miasta, to trudno mi jakoś było zaakceptować tę coraz większą zbiorową niepamięć.

[…]

Tak zalegle zanotuję, że nic tak nie poprawia humoru jak przyspieszony prezent gwiazdkowy: sąsiedzi będą musieli troszkę się nacieszyć naszymi nowymi głośnikami (duuże i basowe) w których najlepiej się grzeje jak do tej pory Mattafix – Big City Life.
(a mi w pracy ciągle gra w głowie: don’t let the system get you down)

[…]

Z telewizora atakuje magią świąt co druga korporacja. Spoglądam przez okno na mniej lub bardziej udane dekoracje świetlne i szukam potwierdzenia, że mój świat wychodzi z offline’u, tego przysłowiowego, głębokiego wpadnięcia w tryb pewnych wlekących się spraw.
Młoda lepi z masy solnej aniołki. Jeden taki zgrubnięty zadomowił się już na lodówce. Drugi, zbrokatowany, chudszy, pojedzie do moich rodziców. Aniołki są dobre i są Świętami. Nie są z Korporacji.

Rok pomału będzie dobiegał końca. Nie wiem jeszcze czy już się zastanawiać nad tym wszystkim co się działo przez te dwanaście miesięcy, czy później, czy nie zastanawiać się – tylko cieszyć tym co zrobiliśmy, uśmiechać się i wierzyć, że nasze życie będzie się stawać coraz lepsze.
Kiedy nerwowość przechodzi i wraca przytomność wtedy uzmysławiam sobie, jak nas mało dzieli od absolutnie błogiej spokojności: mniej niż kilka spraw z finansami i nic, nic poza tym.

I właśnie za to chciałbym podziękować.