Archiwum marzec, 2007
Profesjonalizm
Z pogranicza zawodowego (nie zdzierżę i zanotuję): informatyk z pewnego urzędu, którego nazwy ze wzgląd na tzw. dobro publiczne, nie ujawnię, zasugerował na kłopoty z otrzymaniem podejrzanego załącznika drogą pocztową (dużo cyferek i rozszerzenie exe – czego ani jeden ani drugi dobrze zabezpieczony serwer komercyjny znieść nie potrafił), remedium w postaci założenia darmowego konta pocztowego w którymś z portali (ale onetu nie wymienił).
Ot, profesjonalizm.
Jako wola i wyobrażenie
Badania eksperymentalne na własnym organiźmie dowiodły dzisiaj, że jedną z najtrudniejszych form ekspresji optymizmu i życiowego entuzjazmu jest poranne wstawanie z uśmiechem na gębie.
Postanowiłem spróbować od najtrudniejszego momentu czyli rozpoczęcia tygodnia roboczego. Zapał wielki, duch wprawdzie ochotny, bo udało mi się wydusić na żonine ‘wstawaj’ paszczowe przyrzeczenie, że i owszem wstanę; odmalować blady zarys banana na twarzy ale nic ponadto: odwłok wraz z kończynami nie miał najmniejszej ochoty poddać się umysłowi oświeconemu.
Przyznam szczerze, że ze szczyptą optymizmu zdecydowanie lepiej następuje rozruch tygodniowy i nie mam na myśli tylko pracy. Zastanawia mnie jednak jak przymusić własną antymaterię ciała porannego do współpracy z centrum sterowania świadomością?
Świadomość jako wola i wyobrażenie… coś koło tego, jakoś tak.
0700
Dnia pierwszego miesiąca trzeciego czasomierze różnej maści stwierdziły, że upłynęły trzy lata jak nic. W przerwie pomiędzy wymiarem, wyjątkowo bełkotliwych znaków a nieporozumieniem pojęć, dotarło do mnie, że nie muszę ćwiczyć pamięci przypominaniem sobie jak to przed upływem tego czasu było. Realizm magiczny to nie jest dziwka na telefon i wskazówki z literackiego okna w murze świadomości nie muszą spływać na każde nasze zawołanie. Doświadczeniem i wartością niezbywalną jest stan kiedy bez tej pomocy możemy w dowolnym momencie odnaleźć kierunek i drogę poprzez wyboje prozaicznej głupoty tak zwanej racji większości.
Zaczynam pomału to kapować.