Archiwum marzec, 2006
Piątek 15:30
W przeciwieństwie do dwóch poprzednich, miesiąc obecny wlókł się niemiłosiernie wręcz. Pomiędzy jedną falą deszczu a drugą, widzę, że czas oderwać się trochę od wymiaru dziwnych znaków i tzw. rozrywek interaktywnych na rzecz irl’a.
Akumulatory naładowane a i Outcaffe przydałoby się odwiedzić.
Piątek 15:30 czyli odmienny stan niecierpliwości
Z cyklu ‘solidnych’ postanowień
Kiedyś, jak bardzo się uprę i będę miał duuużo wolnego czasu (którego akurat nie zapragnę spożytkować leżąc, grając lub popijając piwo) to przeczytam wszystkie te notatki tutaj od roku 2000 do teraz.
Tylko nie wiem kiedy to nastąpi. Obawiam się, że nieprędko ;p
Blogsfera
Nie lubię pisać o blogach tudzież o blogowaniu ale tym razem zrobię wyjątek ;p Oglądam właśnie relację video z rozdania nagród blogsystemu Onet i bez prób oceniania zastanawiam się nad różnicami w podejściu do blogsfery na podstawie w/w oraz tego dokumentu.
Kuskus, the Sequel
Oprócz śledzia mianowicie kuskus jest również kompatybilny w smaczny sposób z mieszanką oliwek i czerwonej fasoli
Wyraźnie fluid wiosenny pcha mnie ku jakimś mistyczno-orientalno-eksperymentalnym wrażeniom. Aczkolwiek wczoraj już tak zapchniało mi trochę szaszłykiem z fest słoniną plus kilka symbolicznych dębowych_mocnych. Niezbadane są ścieżki Równowagi a stwierdzam, że pora roku wpływa na mnie conajmniej gastronomicznie.
Po długotrwałych bojach z systemami operacyjnymi Sacred wyraziło chęć działania. Na razie jest ok ale myślę, że w nieodległym czasie przyszła małżonka albo podejmie kroki dyplomatyczne i/lub taktyczno-strategiczne w celu odcięcia mnie od fascynującego świata point-and-click-and-click-and-click… albo sama zacznie w to grać.
Dlaczego wiecznie zapominam podładować akumulatorki od aparatu? Przydałoby się już rozruszać trochę tę rdzę…
Kuskus
Temperatura dzisiaj bije rekordy, niebuszewo.pl wykazuje właśnie 15,5 stopnia:
Z odkryć wagi kolumbowej, wczoraj zaeksperymentowałem po raz pierwszy kuskus. A że jak eksperymentować to od razu na full to do onej kaszki na bulionie i czosnku, dorzuciłem śledzia w sosie musztardowym. Całość w charakterze przestudzonym, nie dość, że dało się zjeść to smakowało (i to nie tylko mi – Promyczek degustował z taką pewną lekką nutką nieśmiałości) a nawet nic mi dzisiaj nie jest (sic).
Przyczajam się okrutnie na Sacred i Divine Divinity, nie najświeższe toto ale odczuwam z promieniami wiosennego słońca silną potrzebę załupania w coś diablowatego (sistema na naszym sprzęcie zdecydowanie odwrotnie aż czuję, że dojrzałem do zainstalowania czegoś sprzecznego z moimi przekonaniami).
Tylko z czym ten kuskus dzisiaj chapnąć, hym, to jest dopiero dylemat moralny.
Ściągnij nową wersję Internetu
Pierwsze cieplejsze noce od dłuższego czasu.
W powietrzu brak symptomów napięcia przedponiedziałkowego.
Dziwię się czasami pewnym pseudo-eterycznym klimatom panującym zwłaszcza w blogsystemach.
Chociaż może nie powinienem się już niczemu dziwić w tej nowej wersji internetu.
Tupnij jeśli rozumiesz.
Różowe sznurówki
… i raczej nigdy bym nie przypuszczał, że Promyczek zakocha się w czymś takim jak A Pain That I’m Used To (Jacques Lu Cont Remix) – Depeche Mode, ze szczególnym naciskiem na _remix.
Bo to jest, zacytuję: taki house od serca.
Od tych beatów nawet szklanki w szafce tańczą.
A szef kuchni poleca z dań ekstremalnych: Pani w Obuwniczym – Pogodno (Electric Rudeboyz Remix).
Fraza
Nad browarkiem przy barze wyniknęła sprawa frazeologiczna: nie będę przytaczał anegdoty w całości ale czym się różni sformułowanie będę w mieście od będę na mieście?
Składak
Tygodnie skończyły swoją szaleńczą galopadę.
W środku rozbabranego piątku jestem.
Wieczorem to poskładam.
Mixed
Coś się psuje na wyjściu grafiki w Sacred (wygląda na całkiem niezłego klona Diablo bo obadaniu na innym komputerze) i generują się spleszyki w czasie rzeczywistym, heh. Nie mam już chyba na to siły dzisiaj.
Młoda twierdzi, że znowuż mam oczy jak z kreskówki (taki motyw czasami był kiedy to postać pod wpływem hipnozy była czy innego stanu odmiennej świadomości). Coś w tym pewnie musi być.
A w kwestii dbałości o równowagę saundu to chyba dałem radę wypracować jakiś kompromis na heblach i membramy pomrukują rozkosznie nawet przy nieznacznej dawce mocy w eter. Na dźwięki w tle w porze popołudniowej polecam (odgrzebany trochę) „Mixed Up” Kjurów. Promyczek trawi to nawet z pewną przyjemnością – zatem nie jest źle
Sound
Zmiana płyty głównej i co za tym idzie generatora dźwięku razem ze wzmacniaczem, zaowocowała prawie trzygodzinnym obłędem w oczach (jak stwierdziła przyszła małżonka). Nie wiem co na selektywność dźwięku nasi sąsiędzi. Objawów niezadowolenia na razie brak, swoją drogą … niech też coś od życia mają
Mieszkalnictwo, część zapewne niepierwsza
Wyobraźnia urzędnicza nie zna granic.
Po 11 latach oczekiwania w magistracie na tzw. lokal komunalny do remontu, odpowiedni wydział proponuje mi ca. 16 metrów kwadratowych (tak: szesnaście) z operatem remontowym opiewającym na 26 kawałków obecnych złotych polskich. Co przy podstawowej umiejętności obsługi kalkulatora daje wynik 1625 złotych za metr (grzyb ścienny jest dodawany gratis). Co więcej, cena remontu tej psiej budy w przyziemiu – bo parterem tego nie sposób nazwać, jest jak najbardziej w oczach speców od surrealizmu uzasadnialna: stawka urzędowa za tzw. odtworzenie metra kwadratowego powierzchni komunalnych wynosi 2600 zł, więc w danym przypadku mam do czynienia ze złotym interesem.
Nie, nie wyjadę na Wyspy i nie dostanę ataku szału.
Dojrzałem już do tego, żeby dążyć do celu, swoimi własnymi sposobami.
Wojak podwójnie chmielony
Jest tak, że się dzieje. Sprawy, rzeczy i sprawunki.
Wydłużony weekend o dwa dni urlopu. Przymiarka już na grubo do kredytu mieszkaniowego. Remont komputera stacjonarnego i walka z ustawieniami firmowej płyty głównej. Tradycyjne już, myślę, że tak mogę powiedzieć, gotowanie w piątek. Dbałość o estetykę dźwięku powierzona firmie Onkyo za pośrednictwem zakupu na serwisie aukcyjnym. Pre-parapetówka friendowa. Spłata (w końcu, wreszcie) w Outcaffe.
Jak ja mam takie życie zmieścić w płynnej narracji?
Tego się nie da anegdotycznie.
Może i zabrzmi to zarozumiale – ale dziwię się tym którzy nudzą się życiem.
A do tego czuję grubą hossę lada moment.
A może po prostu to piwko mi tak dobrze wchodzi?
Narracja będzie innym razem
Flejmy
Flejmy coraz dłuższe nawet tu w blogsystemie, wniosek zatem, że wiosna wybuchnie lada dzień.
Poniedziałek trzynastego tradycyjnie trzeba przetrzymać, na ulicach sygnały pojazdów uprzywilejowanych, papricanas wtopili trzy-zeiro, Świnoujście zapowietrzone.
Ciekawe czasy.
Żebym to ja jeszcze jakoś zmontował w słowa składne. To by było już naprawdę nieźle.
and goes pink ;)
Taka panierka do filetów drobiowych to dobra jest.
Notatnik ostatnio daje radę.
Something goes pink
Co właściwie można w skrócie napisać? Wszytkiego to się nie da.
Tylko niech ktoś już wyłączy tę zimę, to nie jest normalne.
Pomijam
Czasami mam tak, że absolutnie nic nie chce się pisać. Nie ze względu na tak zwaną niepotoczystość tylko po prostu.
Pomijam, mam nadzieję, dobiegającą końca walkę z psującymi się przedmiotami mechanicznymi, elektrycznymi i elektronicznymi.
Pomijam też anomalie takie, że dobiega połowa marca a śnieg leży.
Pomijam.
Bo tak mi po prostu dobrze.
I nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić.