Archiwum styczeń, 2007
Wieczorową porą
Wieczorową porą dzisiejszego dnia wychodzi na to, że wyszło lepiej niż rok temu.
Dziękuję wszystkim czytelnikom którzy głosowali w konkursie, dziękuję również tym którzy nie głosowali oraz tym którzy głosowali ale nigdy nie czytali. Bez odbiorców zapewne nie byłoby blogów – i na odwrót jakoś-tak też.
Wypoczynek w życiu domowym
Jazda meteorologiczna nie sprzyja codziennej prozaicznej egzystencji. Myślę, że wkrótce zaczniemy gromadzić siły na wiosnę, żeby załatwić sprawy mniej lub bardziej epokowe; jedną z nich będzie zakup prawie własnego mieszkania – coraz częściej w naszych dyskusjach przewijają się pomysły co do szczegółów wnętrz – także myślę, że wraz z pierwszymi zapachami wiosny będzie to można w końcu wprowadzić w czyn.
Ostatnim tematem wirtualnego projektowania wnętrz była rola tzw. wypoczynku w życiu domowym i dizajnerce amatorskiej. Wspólnymi siłami doszliśmy do wniosku, że niemal niezależnie od powierzchni i charakteru wnętrza, najlepszy rozwiązaniem jest rezygnacja z tegoś tradycyjnego elementu na rzecz bardziej rekonfigurowalnych układów złożonych ze stołów, stolików, krzeseł i foteli. Wizja bujna ale ideałem byłby stół jadalny dzielący otwarty salon na kuchnię – a do tego w charakterze czilautu jakiś rattan i fotele do zalegania.
A wyciągnąłbym się w czymś takim, z wielką chęcią, już teraz.
Do wiosny
Ciężko się dopchać do komputera, oj ciężko. Żonę zaatakowała z prawdziwą mocą pasja dizajnerska, czego rezultatem jest bardzo udane i kompletne przemeblowanie bloga. Pomału we mnie również zaczyna dojrzewać silna potrzeba odmiany wizualnej na tonację kawowo-spokojną.
Weekend przyjemnie spędzony niemalże na nic-nierobieniu. Mam nadzieję, że ta spokojność emanować będzie na (nie tylko) najbliższe dni.
Krytyka systemu
Na fali krytyki systemu i mi się trochę udzieliło – rzecz z pogranicza bardziej zawodowego, więc pozwolę sobie tutaj tylko wspomnieć a umieścić tutaj.
Zasada Pareta
Po długotrwałym główkowaniu nad drobiazgiem technologicznym który nie dawał mi spokoju (przeniesienie danych pomiędzy tą samą bazą danych dwóch różnych systemów – szczegółów oszczędzę, może będą dobrą karmą do techbloga) doszedłem do wniosku, że zasada Pareta jest jednak genialna w swojej prostocie.
Głosi ona mniej więcej, że 80% zysku (rezultatu) jest generowane przez 20% nakładu. Prawda rzeczona jest potraktowana statystycznie – z punktu widzenia domowej psychologii wydaje się być oczywiste, że pracując nad pewnym problemem, przeciążamy organizm i na rozwiązanie możemy wpaść po krótszym lub dłuższym odpoczynku; rozwikłanie zagadki okaże się wtedy być genialne w swej prostocie a my będziemy odrobinę toczyć pianę na myśl, ile poświęciliśmy temu czasu bezowocnie.
Rzecz mnie jednak w tym jedna zasępia: mianowicie, jak się ma do tego wrodzone lenistwo?
Spisek urlopowy
Czasami odrobinę się zastanawiam jak to jest, że nie będąc szczególnym demonem pracowitości i skrupulatności, zawsze jakoś tak wychodzi, że zbiera mi się na koncie gigantyczny urlop? A kiedy, po prostu chciałbym uszczknąć z tego jakiś dzień lub dwa to okazuje się, że nie czas na to i nie ma mowy. Czy to jest może jakiś globalny spisek?
Zaczynam zauwazać, że poniedziałek chyba nie jest dobrym dniem na blogowe notatki.
Dlatego też między innymi, wypadałoby zmienić przyzwyczajenia podporządkowane rytmowi tygodnia.
Magiel
Okoliczności przyrody udowadniają, że cywilizacja stworzona przez człowieka to czasami kolos na glinianych nogach (chociaż można by powiedzieć – jeżeli chodzi o meritum – że na elektrycznych). Ciekawym czasami ile osób w takich okolicznościach wysnuwa głębsze wnioski z istnienia – głębsze ponad wykonanie telefonu do agenta ubezpieczeniowego oraz na potrzeby motywu przewodniego w maglu i na fajce w pracy.
Nie wiem skąd mi się to bierze ale często w obliczu żywiołów, ze szczególnym naciskiem na śnieżycę w mieście i paraliż komunikacyjny, odczuwam niemałą radochę na podobieństwo dziecięcią w zabawkowym. Chociaż z ręką na sercu to wichury, takie ot ponadmiar to już trochę takie bardziej straszne są. Hm. Może dlatego, że piętnaście centymetrów śniegu jest zdecydowanie mniej niebezpieczne i/lub tworzy czasami groteskowe obrazki? (taki latający garaż na ten przykład brzmi również groteskowo ale wygląda – jakby to powiedzieć – wprost przeciwnie)
Zupełnie swoją drogą to czasami mam wrażenie, że blog to też swoisty rodzaj magla…
Kopalnia
Kopalnia. Lub też raczej zalążek. Potencjalne świeże źródło karmy alternatywnej, polane sosem web-dwa-zero w ilości dość strawnej (acz zbytnio przypomina wykop.pl). Do zanotowania
Tryb wstecznej zgodności
Naprzeciw trudności życia prozaicznego cieszą mnie postępy w pracy – starannie ostatnimi czasy inwigilowane poprzez, mogę tak z lekkim rozbawieniem powiedzieć, niedoskonały aparat nadzoru. Nic to jednak, marność. Satysfakcja płynie z samej siebie a statystyki samozadowolenia rosną.
Sytuacja i status tych zapisków niejako wymusza odrobinę podejścia retrospektywnego (damn, jak to się pisze?). Nawet pobieżna analiza notatek na wyrywki, uświadamia mi, że im większy komfort pracy tym mniej wpisów narzekaniowych (no dosyć to oczywiste) a starając się być człowiekiem o dosyć poważnym zapatrywaniu na publikację nigdy nie afirmowałem obłoczków za oknem (no chyba, że ważne powody kierowały inaczej).
Dlatego w tym całym bałaganie zastanawia mnie, przy takim okresie pisania, jak bardzo konsekwencja stylistyczna wpływa na odbiór tudzież wyobrażenia czytających (i nie mam tu na myśli nagłego zwrotu w stronę narracji w trzeciej osobie)? Mechanizm ten od strony technicznej stron www po przetłumaczeniu na nasze zwie się trybem wstecznej zgodności.
Rozglądając się dalej niźli poza własnym okienkiem i tak można dojść do wniosku, że żelazna konsekwencja nie jest największym błędem genetycznym współczesności.
Cóż na to można począć – zastanowiłbym się pewnie w liceum.
A tak to mogę nieco ironicznie podsumować: przecież i tak wszyscy jesteśmy agentami.
Blog roku 2006 onet.pl aka selfpromo
Dzisiaj będzie bez przydługich wstępów bo nie lubię zbędnej kokieterii.
Czytelniku, jeżeli trafiłeś tu przypadkowo – przekop się przez archiwum bloga na tyle na ile będziesz miał siły i poznaj kilka moich historii.
Jeżeli zaciekawią Cię one oraz gdy nieprzypadkowo, celowo lub od dłuższego czasu odwiedzasz wszystkie wersje bloga to zapraszam do głosowania w kategorii ‘męski punkt widzenia’ na niniejszą zawartość i z góry dziękuję.
Segregator
Dzielę i segreguję sprawy na krótkoterminowe, takie bardziej średnio- oraz długoterminowe. Podejrzewam, że bez tej klasyfikacji, pogubiłbym się w tym roku w przeciągu dni piętnastu.
Z fusów wychodzi tak a nie inaczej a konkluzje spraw rodzinnych pozostają w rubrykach do zapisania. Dziwnie się toczy czasami ten świat-dziwak. Coraz więcej rzeczy zachwyca mnie swoim pięknem i inspiruje. Za wcześnie chyba jednak na to, żeby zamknąć to w słowa.
Narzekania poniedziałkowe
Kończenie pewnych projektów długoterminowych które z pozoru miały być lekkie, łatwe i przyjemne przypomina momentami próbę wczepienia się pazurami w taflę szkła. Najgorzej jest wtedy, gdy partner do rozmowy potrafi nas zaskakiwać niesamowitymi stwierdzeniami typu: to zmienimy i wszystko będzie ok a dla nas oznacza to kilka(naście) godzin dodatkowej pracy, co gorsza koncepcyjnej.
Dlaczego ‘co gorsza’? Czasami, gdy patrzę na niektóre wymysły projektowe to wolę się zaszyć w bluzę kaptura i nie podejmować jakiejkolwiek polemiki z ludźmi którzy mają sprecyzowaną wizję wyglądu i działania projektu, która jednak nijak się ma do rzeczywistości (mógłbym posunąć się do stwierdzenia, że starają się stworzyć w swojej wyobraźni pewną abstrakcyjną formę anty-rzeczywistości).
Realizatorowi takich ‘dziejowych’ zamierzeń pozostaje tylko i wyłącznie, bezdyskusyjne przemyślenie jak taki obcy wymiar stworzyć.
F5
Tak jakoś mi się właśnie technologicznie skojarzyło, że moje działania ostatnio upływają pod znakiem F5: jak odśwież pocztę, stronę lub jak kopiuj w Commanderze. Inna sprawa, że rzeczony zamęt techniczny pożera wręcz mnie.
Efekt posylwestrowy
W przerwie pomiędzy galopującymi projektami (tak, tak, Nowy Rok jest i wszyscy energicznie zabrali się do popędzania wyrobników dnia powszedniego) mignęły mi statystyki ruchu kilku serwerów powszechnie uważanych za dosyć obciążone. Umysł mój, nastawiony na kojarzenie odległych od siebie faktów, wyraźnie piknął i dał znać, że pora zapisać charakterystyczne spostrzeżenie.
Pomijając wysyp wszelakiej maści podsumowań: branżowych, osobistych, rankingów, prognoz itepe, najbardziej charakterystyczną cechą ostatnich dni w rzeczywistości oraz sieci jest zastój. Niemal gdzie się nie obejrzę to wszelakie słupki statystyczne: oglądalności, ruchu, efektywności, skurczyły się niczym dziecię w kącie po ostrej połajance.
Osobiście, ze względu na brak czasu, nie za bardzo mam jak empatycznie do tego podejść, zatem poprzestaję na sporadycznej obserwacji i pakuję to do szufladki z napisem efekt posylwestrowy.
Panie kochany co oni robią z tymi ludźmi
Wczoraj spotkałem się z mistrzostwem świata w niefrasobliwości. Minął nam świeżo stary rok więc mogę śmiało powiedzieć, że tytuł za 2006 przyznaję bez dłuższego zastanowienia.
Rzecz się tyczy pewnej dokumentacji z zakresu służby zdrowia, gdzie najbardziej istotnym elementem tejże było dostarczenie oprócz tony papieru, odpowiedniej wersji na czymś co potocznie nazywamy nośnikiem danych. Jak łatwo można się domyślić, pewne grupy zawodowe zdają się nie dostrzegać faktu, że czy tego chcemy czy też nie, żyjemy w epoce informacji zdigitalizowanej. Przyzwyczajenie to jest tak bardzo mocno zakorzenione w świadomości zbiorowej, że niejako samo z siebie jest idealnym usprawiedliwieniem w momencie kiedy rzeczony element dokumentacji zostaje zapomniany. Słowo to chyba najlepiej obrazuje, jeżeli tak to mogę wyrazić, stan tego niepozornego przedmiotu ze zdecydowanie bardziej niż pozornymi, informacjami: zapomniany i zagubiony.
Nie mam ochoty na barwny opis pobocznych wątków fabuły, ponieważ sytuacja sama w sobie powoduje takie zdziwienie, że mówiąc kolokwialnie, wszystkiego się odechciewa.
W świetle powyższego, muszę jednoznacznie stwierdzić, że nie ulituję się przez czas dłuższy nad niedolą pielęgniarską, lekarską oraz pokrewnie uciśnionymi, ponieważ ingnorancja jest dla mnie jednym z podstawowych grzechów głównych.
Zastanawiam się tylko czy w przypadku pewnych grup społecznych, skupionych wokół pewnych, nazwijmy to umownie mentalności, to jest jakaś klątwa z gatunku mistycznych czy raczej determinizm dziejowy?
Ironicznie na koniec mogę tylko dodać, że inicjały bohaterów które w tekście nie występują, zostały zmienione ze względu na utrzymujący się stan kryzysu i publikacja ich nie poprawiłaby i tak trudnej sytuacji. Mądrość ludyczna i tak wie swoje i stwierdza: paczpan, panie kochany, co oni robią z tymi ludźmi…
Techblog
Po odrobinę dłużej trwających bojach ze złośliwością rzeczy technicznych, jeżeli tak mogę powiedzieć, uruchomiłem noworoczne postanowienie: techblog w celu wyeliminowania technologicznej węgierszczyzny z niniejszego bloga (ponieważ mam coraz częstszą ochotę skrobnąć coś w nieludzkim języku)
z Nowym Rokiem
Kanonada nad miastem odrobinę już cichła, my razem z nią byliśmy skłonni rozpocząć negocjacje z łóżkiem a jakoś zapatrzyliśmy się w niemały jeszcze ruch uliczny.
W kałuży na ulicy stała postać – z takiej odległości nierozpoznawalna. Po dłuższej obserwacji dosyć dziwnych zachowań (maniakalnego wręcz brodzenia w kałuży, to w jedną, to w drugą stronę) postanowiliśmy się tym zainteresować, ze względu chyba na nagły skok pozytywnego wzmocnienia, z reguły towarzyszący takim okolicznościom jak Nowy Rok.
Zeszliśmy na Plac, postać okazała się być przemoczonym dwudziestolatkiem, odrobinę upartym ale nie wykazującym żadnych znaczących cech negatywnych.
Przyprowadziliśmy go do klatki schodowej naszego bloku, daliśmy herbatę i coś suchego do przebrania.
Czy możemy 2007 nazwać ciekawie zapowiadającym się rokiem?