Archiwum kwiecień, 2005

Na wdechu

Czyli logout stąd.

Czyli coś kończymy.

Czyli coś zaczynamy.

cz1

Siedzę w przeciągu wyrzucony za drzwi pokoju gdzie ileś tam czasu przepracowałem.

Siędzę i pomijając wicher dzisiejszy i zamot kompletny w biurze to siedzę i cieszę się jak głupi od ucha do ucha.

Po piętnastu miesiącach zostały mi dwa dni pracy w Hamburgu. Od czwartku: Szczecin.

Sporo pewnie jeszcze jazdy w obydwie strony dobrze znaną autostradą ale to już z innej perspektywy: odwrotnej.

Pierwsza część _zmian zrobiona. Dalej już będzie prościej.

Za dwa miesiące Młoda zacznie być szczecinianką.

Fajnie, nie? :)

Walk This Way

Chciałem coś napisać ale wyleciało mi z głowy.

Walk This Way lalala

Pełen plastik

Bajdeuej jakoś szczególnej ochoty nabrałem na lata siedemdziesiąte i to może nawet w wersji pełen plastik.

Po offie

Jakby tak po lekkim offie. Jeden wyjęty maksymalnie dzień, że aż dzisiaj trochę dziwnie się tak rozejrzeć lekko zluzowanym. Ale tylko trochę.

Słońce włazi do pokoju i powoduje, że absolutnie nie jest to pora do pracy.

Tak właściwie to ja mam teraz porę na lenistwo.

Profilaktyczny czarny humor

Nie powiem, trochę ten dzień mnie przygiął. Jednak jakoś pomimo różnych, czasami mało różowych sygnałów, wydaje mi się, że to wszystko zmierza w pewnym pozytywnym kierunku. No, w każdym bądź razie gdzieś zmierza. Podchodzę do tego dlatego tak ostrożnie żeby niczym nie zmącić tego co idzie.

Dlatego profilaktycznie na patefonie Joy Division (nie no, to już jest czarny humor).

Na nic więcej nie mam chyba siły. Logout. Pizza i piwo.

Narzekanie

Sophos i Activestate, potem Corel łyknął JASCa a teraz kolejna cholerna globalizacja. W ramach prostestu nie pracuję dzisiaj po godzinach.

Koraliki

Przyczepiło się to „nauka poprzez powtarzanie bodźca” do mnie i nie może coś puścić. Najchętniej już bym stąd uciekł i hm skonsumował coś szybkogotowalnego i smacznego.

W połowie tego zdania zadzwonił telefon i obwieścił termin jutrzejszy na godzinę 15.00.

A przed minutą znalazłem zgubione koraliki – chyba sobie siądę po cichutku dzisiaj wieczorem w kątku i uśmiechnę się do świata.

Techniki autoczegośtam

Termin (_ten termin) przełożony co próbuję sobie pozytywnie zinterpretować jako znak, że _spokojnie mogę wszystko w onym wypuście posprawdzać oraz jako pewną naukę (poprzez powtarzanie bodźca), że generalnie całą sprawą nie należy się _nazbyt przejmować.

Czyli na podwórku zawodowym pełne samouspokojenie.

Weekend

Weekend a przynajmniej sobota bez komputera.

Plan na dzisiaj (hieh) grill w Stadtparku.

Tyle :)

Seans?

Film. Tak. Z minuty na minutę coraz gorzej.

Kto to skręcił?

Freitag sweet freitag

Widzę, że znane powiedzenie za pięć (tu wstawić pożądaną godzinę) bierz kapotę, p… (co kto lubi) szefa i robotę w piątek nabiera znaczenia internacjonalistycznego. Co dziwne, z szefami włącznie.

Obejrzeć Pręgi? Nie wiem czy da się toto oglądać (pytam bo słyszałem wiele zachwytów – a w takich przypadkach zachowuję daleko posuniętą ostrożność)?

Reasumując z mały uśmiechem:

…termin przełożony na poniedziałek (może rzeczywiście uda się to zapiąć na 100% heh). Ładowarka kupiona (15 eur). Czyli dzień można uznać za udany.

Czyżby wieczorem pizza i piwo?

Lekko zoflajnowany

Dzisiejszy dzień zaczął się tak naprawdę wczoraj wieczornym miotaniem się po pokoju w poszukiwaniu ładowarki do telefonu która została w Szczecinie. Zatem plan na dzisiaj jest taki by przeżyć jakoś ten futerkowy dzień i nie zebrać po głowie za jakieś niedziałanie projektu oraz wyruszyć potem do tzw. miasta w poszukiwaniu ładowarki telefonicznej w rozsądnej cenie.

Lekko zoflajnowany poprawiam denerwujący krawat.

13

…bo gify okazują się być peengami. No tak. Teraz jest brzydziej ale wszędzie się pokazuje tak samo. Codzienny dramat wyborów (żartuję).

W pewnym sensie to chyba ostatnio wysycony jestem. Zdarzeniowość wszelkich sytuacji kręci się wokół pracy (jak np. lenistwo) tudzież miejsca pracy (tu mam na myśli biuro HH i weekendowe małe reseciki w Szczecinie).

Zdarzeniowość jest na tyle dziwna, że właśnie minął 13-sty i nie było by nic w tym dziwnego gdyby nie to, że właśnie dzisiaj rano było _jeszcze 13-ście dni roboczych _tutaj (a na 99,5% wiem, że plan ten się uda).

Zdarzeniowość. 13.

Zobaczymy co jutro przyniosą cyferki w konfiguracji 14 na 12 – bo jutro jest ważny dzień.

Zw

I tak koniec końców kawa się znalazła. Znalazło się trochę ekstra czasu na ekstra paniczne poprawki do dopinanego db (tak, tego dedlajnowego na jutro). I tak teraz siedzę i zastanawiam się czy coś jeszcze w niej (nim?) nie dopiąć czy o czymś zapomniałem i czy ja w ogóle jestem w stanie ją (jego? ta baza ten db) w jakikolwiek sposób zaprezentować (sam system jest na tyle pokrętny, że myśląc, że stworzyłem intuicyjny interface sam się w tym gubię).

A z innej beczki: czy przezroczyste gify muszą inaczej wyglądać w IE niż w FF? Eh… zaraz wracam…

Prawie dramat

Nie ma kawy w biurze. Koniec przekazu.

db.deja.vu.cdn

Właściwie to nie wiem co ja tu właściwie robię. Właściwie to ja nie wiem co jeszcze robię. Wzrok utkwiony w rządkach za przeproszeniem datensatzów podejrzewam, że ma charakter nirwanistyczny. Aczkolwiek db.deja.vu rokuje nadzieję na to, że w czasie się z funkcjonalnością wyrobi. Znaczy się, że zdążę.

Zmienię zawód na tzw. gospodarza domu. Ewentualnie jeszcze parkingowy wchodzi w grę.

A tak naprawdę to koniec długiego dnia to i koniec marudzenia.

Jutro kończę. Albo zakańczam. Te db.

Tak mniej więcej pośrodku

Tak mniej więcej pośrodku dnia, pośrodku wszystkiego…

Nie znoszę tych momentów kiedy odfajkowywując coś, zawieszam się i następna rzecz z rozpędu nie chce iść. Nie pomaga któryś kubek kawy. Nie pomaga spacer wokół kwartału. Nic nie pomaga.

Wychodzi na to, że wypisanie żali na blogu też nie pomaga…

db.deja.vu

Czas start.

Pitupitu

Idę. Pobarłożyć. Zebrać siły. I w ogóle. I pitupitu.

Poniedziałek „so lovely”

Nie cierpię takich poniedziałków kiedy zamiast kulturalnie przezimować dzień to dowiaduję się od rana, że mam zagęścić ruchy.

W dodatku na czwartek występ garniturowy plus uśmiechanie się jak małpa. I żeby się nic nie spieprzyło i żeby użyszkodnicy pokumali jeszcze abstrakty interfejsu stworzonego na potrzeby wyższego rzędu abstrakcji.

No to się wyżaliłem. Tylko coś dużo kursywy w tej notce.

Jeżżżeli

Muszę kupić nowe plastry do głośników … basowych … albo nowe głośniki.

Po sesji foto z krzewinkami ogrodowymi nie wiem za bardzo co mi się chce.

Jakaś chyba tęsknotka.

Tak. To jest dobra chwila na uczuciowy link (blogowym zwyczajem).

Jeżeli wiecie co chcę powiedzieć.

(bb) Lubię

Nie wiem czy to takie deja vu czy zakręty czasu. Czy może wiosenne burze. Dziwnie jakoś w powietrzu nieco i nie tylko. Tak właściwie to prawie mnie tu nie ma. Lubię takie piątki kiedy prawie mnie nie ma w biurze a jedną nogą już jadę do Szczecina.

Lubię. Bardzo lubię.

Zwłaszcza kiedy czas zamiast wlec się, biegnie jak oszalały – w takim tempie, że sam się temu dzisiaj dziwię.

Milczenie

Czy czasami lepiej przemilczeć pewne sprawy czy właśnie wprost przeciwnie? Zgodnie z głosem je wypowiedzieć? Z taką myślą dzisiaj się obudziłem.

Trochę zbyt mało uśmiechu dookoła.

Btw

…choć milknie głos co krzyczy we mnie

Coś trochę chyba jestem odjechany.

Nie mam zbytnio siły ale na dekowanie w komorze egzystencjalnej z Muminem też nie mam siły. Tylko jak śpię to go nie widzę. Ot się dobroć na mnie zemściła – „mieszkaj u mnie ile chcesz” (czyt. max do końca maja – wtedy mi się kończy umowa na to mieszkanie przy Gutenbergstrasse) – i jak ja mam go teraz pogonić?

Najgorzej (dla niego) będzie jak w maju rzeczywiście sobie coś wynajmie a firma puści go kantem.

Agresywny ten rok, tak troszeczkę.

050407

Dzień odfajkowywania i segregowania spraw. O zmiennej pogodzie. O zmęczeniu. O zmartwieniu zmartwieniami Młodej (no martwię się o Nią, po prostu martwię). Taki właśnie jakiś nieobecny dzień. Dzień o takich właśnie rzeczach.

Wychodzi na to, że nazbiera się na priv projektów sporo w w krótkim czasie. Czyżby delikatny znak, że wkrótce trzeba będzie pozbierać więcej kasy na remont przyszłego mieszkania? Coś w każdym bądź razie się dzieje na tym odcinku …frontu.

Grzeje na zmianę niemiłosiernie na zmianę z burzami a Mumin wczoraj spalił patelnię.

W głośnikach Kraftwerk melodyzuje o Autobahnie.

(chyba mam bajzel w głowie jak … – a, lepiej się zamknę)

A

…i przydałoby się jakiś bilet na autobus kupić :) (roulyn onde hajuej)

Wenezuela

Psiakrew, nawet czasopismo zamknięte, nie ma czego czytać.

Ostatni wenezuelski temat tasiemcowych zapytań _jakgdyby dokończony. Piwo siakieś wieczorem.

Współpracowniczki wybałuszają się na Maanam w głośnikach. Mumin jest w swoim świecie.

Ponieważ generalnie nie wychodzi mi po godzinnym bełkotaniu na zmianę po angielsku i niemiecku jakieś zwarte podsumowanie myśli (jakich myśli?!) w lakonicznej i dowcipnej notatce – zaprezentuję na deser gadu tygodnia:

– wczoraj?

– a wczoraj był poniedziałek?

– nie, wczoraj był wtorek,

– bo ja trochę łączność z rzeczywistością tracę,

– ja też sprawdzam w trayu

Beautiful Day

Każdego dnia gdy przechodzę Grosse Bahnstrasse przyglądam się gałązkom żywopłotu. Ostatnio pojawiły się małe zielone końcóweczki które dzisiaj już wyglądały na całkiem dorosłe pączki.

Jakiś taki bardziej wiosenny jestem. Niby nic a jednak.

W głośnikach Beautiful Day.

Post Scriptum

A jeżeli to niebyt jest wybawieniem a nie krąg reinkarnacji?

Każda noc jest obietnicą poranka

Tak patrzę na te szeregi zniczy wirtualiska. Faktem jest, że o większości postaci życia za życia nie pamiętamy tak jak kiedy odchodzą, ponieważ tylko brak oznacza potrzebę.

Nie opuszcza mnie wrażenie, że pomimo przesytu informacji (ktoś mógłby powiedzieć, że zakrawało to na show) media tym razem stanęły na wysokości zadania, nie spłyciły tego do kolejnego dręczonego newsa.

Nie mogę natomiast nadziwić się histerycznym reakcjom młodszych i starszych którzy w nagłym amoku neodewocji obnoszą się ze swoją, jak twierdzą, miłością od kołyski do Papieża.

Tak jak napisałem na _edit, na pewno skończyła się jakaś epoka, epoka pewnych globalnych zmian której Papież był jednym z największych jeżeli nie największym animatorem.

Jak wielki nie byłby smutek po Nim warto jedno pamiętać, że każda noc jest obietnicą poranka.

A wszystko jest Zmianą.

050404

Tak się rozpędziłem, że aż zapomniałem co chciałem napisać.

Mam nadzieję wszystkie pootwierane rzeczy w tygodniu dopiąć. Zostałby tylko jeden duży projekt firmowy i ewentualnie jakiś drobny priv od przyszłego tygodnia.

Kiedyś tyle

Dam sobie spokój. Jutro wcześniej wstanę.

Maanam – Ta noc do innych jest niepodobna.

Blue

Patrzę na zegarek: jak najbardziej sieciowa pora pracy się zaczyna robić. Mam nadzieję podopychać kilka spraw jeszcze przed poniedziałkiem.

Chyba najwyższa pora zaopatrzyć w coś mikrofalowego do jedzenia na najbliższej stacji benzynowej.

Mam dosyć mojego muminowatego wpółlokatora. Dawno już takiego indywidua nie widziałem. Hm. Prawdę mówiąc to chyba nawet nigdy w życiu nie miałem do czynienia z takim przypadkiem zamulenia. Brrr… aż mi się przestaje chcieć pisać.

Na patefonie New Order – Blue Monday.

Jaki to dzień tygodnia?

Nigdy nie pamiętam czy dzisiejszy dzień to jest samstag czy sonntag. Zaczynamy kwiecień. Pracę nad nowym lepszym światem ;)

Wiatraki energii metafizycznej

Pięknie wczoraj zachodziło autostradowe słońce w pejzażu z wiatroelektrowniami. Taki dawno nie spotykany spokój… lub nawet więcej niż spokój. Dawno tego nie było. Jest. Pomimo, że dookoła raczej bardziej burza i nawałnica (i zarówno bliżej jak i dalej) niż zefirek…

Ciekawe czasy moi mili Państwo, to są ciekawe czasy…