Archiwum kwiecień, 2006

Tego razu

Normalnie nie można się dopchać do laptopa. Żartuję. Pierwsze godziny spędzone w Silesii zaowocowały subiektywnym odczuciem szarości oglądanego krajobrazu – a może to tylko kontrast wiosenny dla przybyszów? Sprawę trzeba obadać dokładnie.

 

Zupełnie z innej beczki: ostatnio wszyscy chcą zarobić na sprzedaży pikseli, nawet pismo popkulturalne Machina… Może komuś odsprzedać kawałek miejsca na splash’u? ;)

Silesia online

Nie pamiętam dokładnie jak to było rok temu. Świeżo objuczony laptopem przebyłem tym razem drogę Hamburg-Katowice z przystankiem i przesiadką w Szczecinie.
Bagaż nie tylko sprzętu. Świeży exodus owocował czymś na kształt poczucia winy. Nie mogąc się dopiąć do łącza Belumbowej, nerwowo odpisywałem przez webmail ze stresem jeszcze wyniesionym z niemieckiego biura i pełną głową umiejscowienia się po powrocie, siebie i przyszłej małżonki, dwoma miesiącami dzielącymi jeszcze nas od zamieszkania ze sobą.
Byliśmy z Młodą wtedy już naprawdę zmęczeni odległością.

Dzisiaj dedlajny najczęściej się same spychają. Lubimy oglądać pociągi i perswadujemy pani z okienka pekape, że może sprzedać jeden bilet weekendowy bez okazania dokumentu tożsamości ze zdjęciem. Promyczek jest Szczecinianką i mamy dwa miesiące na zrobienie _własnego domu. Trzy, żeby się zalegalizować.

A wieczorem kierunek Silesia. Tym razem online.

Złoście

Czasami nie rozumiem tej dziwnej złości w sobie.
Być może jest tak, że kobiety mają swoje fochy a meżczyźni mają swoje złoście?
Piszę ‘być może’ bo nigdy nie byłem mocny w teoretyzowaniu na temat wojny płci.
Wstydzę się za takie napady i próbuję je zrozumieć.

Kurde, wyszła notka około klimatów gimnazjalnych.
No ale faceci podobno nigdy nie dorastają.

Zielono mi i dziwne znaki mam

Głęboka zapaść w wymiar dziwnych znaków (copyright by Mloda) z zacięciem do ekstremalnej optymalizacji zarówno na linii kod-zapytania jak i interakcji interfejsu z użytkownikiem (czyli mówiąc po prostu: żeby nie miał szansy nic samodzielnie spieprzyć w zamówieniach, magazynach, prowizjach i całej reszcie tego monstrum).

Tak jak patrzę na coraz bardziej zieloną przestrzeń za firewallem to dochodzę do wniosku, że chyba lubię nagromadzenie pracy i obowiązków przed jakimś wyluzowywującym wyjazdem: nie mam czasu na włóczenie się po obrzeżach nudy biurowej.

Tylko kto to widział 7.10 pita składać (no ale przynajmniej kolejki nie było).

Na wieczór w planach patyk i tusz kreślarski, jakkolwiek tajemniczo to brzmi :)

bsfera.pl – jeszcze

Nawiązując jeszcze do poprzedniej notki i wątku felietonu-bubla w poczytnej gazecie Wprost, najbardziej rozbawiającą rzeczą dla mnie (przez łzy) jest przytomność tudzież refleks onego felietonisty.

W tym miejscu miałem zamamlać jak czerstwy staruch i na wskutek tego oberwać w łeb od koleżanki-małżonki, linkując swoją notkę z grudnia 2000 ale po grubszym zastanowieniu się w przerwie na fajkę, stwierdziłem, że trzeba odstawić tematy profetyczne z przełomu milenijnego na bardziej wspominkowe (czytaj: autoironiczne) okazje.

Komu się chce to niech grzebie w prehistorii archiwum miesięcznego, chociaż wątpię czy ktokolwiek tam zagląda w celach innych niż przemożna chęć zobaczenia potwora z Loch Ness.

I to by było na tyle o moim stosunku do felietonowania o blogach.

Obiecuję sobie ponowny dłuższy urlop od pisania o pisaniu.

bsfera.pl

Poniedziałek zaczął zapełniać kajet spraw w całkiem ładnym tempie. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że rozładunek tego pójdzie równie bystro i wyjechać na długi weekend u teściów na Śląsku będziemy mogli absolutnie bezstresowo.

 

Ciekawa sprawa z tym artykułem i ciekawy do tego komentarz. Wygląda na to, że mamy do czynienia z piramidalnym nieporozumieniem.

Ciąg dalszy zapewne nastąpi…

How are you?

Właśnie uświadomiłem sobie, że na pytanie ‘jak leci’ odpowiadam najczęściej ‘jest dobrze’ tak jak i kilku moich znajomych.
To tak na marginesie rzekomej polskiej marudności.

Tam i z powrotem

Jakby nie liczyć i jakby nie mierzyć, wychodzi na to, że dobiega pierwszy pełen rok w Polsce po emigracji zarobkowej do Hamburga.

Dużo zrobiliśmy przez ten czas. Przypieczętowaniem tych starań będzie wkrótce ślub i mieszkanie. Nie wszystko jeszcze zostało zakończone. Pewne sprawy jeszcze trzeba dopracowywać. Było ciężko czasami i nadal nie stać nas na tak zwane w miarę wszystko. Jeszcze.

Tak czasami patrzę poprzez słupek miesięcy archiwum i coraz bardziej dociera do mnie, że osiadłem. I coraz bardziej też dociera do mnie, że polubiłem to.

Mogę też powiedzieć, że zamieniłem autostradę na koleje państwowe (śmiech) ze zmniejszoną częstotliwością. Przestałem patrzeć na śląskie klimaty oczami przybysza z północy. Potem dotarło do mnie jak silnie występuje tam syndrom oblężonej twierdzy i powróciłem do uporu spojrzenia na świat mieszkańca znad delty rzeki – ale już trochę w inny sposób.

Podróż nie tylko poprzez czas i przestrzeń. Ale nie patetycznie – tylko z uśmiechem.

Okno na Westend

Mój notes zapełnia się schematem blokowym który jest próbą ogarnięcią myślą pełzającego chaosu pod postacią bieżącego projektu.

Na szczęście wyglądając przez okno biura na ciepłą i zieleniącą się uliczkę (zastanawiam się czy napisać Pogodna czy Westendu), czuję w powietrzu specyficzny szczeciński piątek, którego smaku nie podrobi ani hamburska ani nawet praska atmosfera.

Jakiś taki pozytywny i stanowczy nastrój mam na dzisiaj.

Trzewiczki funky z dodatkami

Tak mnie jeszcze wieczorem naszło drobne spostrzeżenie (nie ma jak refleks), że lokale o wymienionym kryterium selekcji mają kilka cech charakterystycznych które może nie są regułą ale dobrze świadczą o pewnym poziomie gustów tam panujących.
Konkludując wiosenną deklaracją: weekendowym gustom wiejskim zatem stanowcze ‘nie’.

Szkoda tylko, że tego tak dużo w otoczeniu. Za dużo.
Za mało chyba dobrego clubbingu.
Albo dawno na mieście nie byłem.

To taka polska choroba czy tylko tak marudzę?

Trzewiczki w stylu funky

Czytam zapowiedź otwarcia nowej imprezowni w mieście i jedna rzecz przy okazji mnie coraz bardziej zadziwia, cyt.: „W adidasach będzie mógł jedynie wejść David Beckham, choć i on może mieć z tym problemy”. Co to jest do cholery za jakaś wiejska moda? Lokale lansujące się na „Nie będzie muzyki techno. Stawiamy na house, współczesną muzykę klubową z dużą domieszką funky (…)” gdzie męska część wbije się w obuwie wyglądające jak wytachane z półki z napisem ‘wspomnienia z pierwszej komunii’?

Jakiś czas temu zwizytowaliśmy niejakiego CanCan’a gdzie jedną z wątpliwych atrakcji były właśnie dresiki w takich przebraniach (plus sweterek z szafy). Wyglądało to po prostu komicznie. Lokal skadinąd starający się (a to występ Touch&Go a to Soyka a to cośtam) a na wejściu baran którego muszę ściemniać, że nie mam na nogach obuwia sportowego tylko takie o jakie im chodzi.

Inna sprawa, że z wypadków osobistych w Poznaniu czy Tarnowskich Górach panom kwadratowym na wejściu nie spodobała się moja bluza z kapturem…

Moda polska weekendowa męska z nastaniem wiosny coraz bardziej zaczyna mnie przygnębiać.

Jak to jest z tą pseudo-selekcją w innych rejonach Polski?

Sample

Próbka zaproszenia ślubnego do odbioru: miało być zupełnie bez cienia emocji najmniejszej, no bo przecież ‘co za problem’ jak nie wyjdzie, nie? Szczerze przyznając się był mały nerwik jakwyszło i musiałem rzucić okiem na miejscu a nie w domu (jak pierwotnie, na luzaku, planowałem).
Na razie jestem na etapie samozachwytu, zobaczymy co z tego zostanie jak Młoda przyjdzie ;)

A tak zupełnie na marginesie: dlaczego faceci lubią gotować?

ModPlug

Po uporczywej walce z upload’em na onet via GPRS udało się wrzucić nowego splesza. Z drobnych zmian, myślę, że bardziej polskojęzyczny tytuł jest mniej pretensjonalny.

Po dobrych kilku latach okazuje się, że nie zapomniałem jeszcze budowy podstawowych akordów i jestem w stanie napisać kilka nutek dla Promyczka. Dzięki takim cudom jak ModPlug (chyba jedyny tracker okienkowy na Winsy z taaaką obsługą klasycznych formatów modów – jeżeli się mylę, niech ktoś mnie sprostuje) składanie dźwięków może się odbywać bez strat w ludziach i sprzęcie (zobaczymy ile moja przyszła żona wytrzyma ;p).

Krwinki i kefir

Jak taka mała bakteria może takiego (w miarę) dużego człowieka rozłożyć? Podobno kropla drąży skałę. No ale … tu takie miejsce na takie małe, zmierzłe, niedomówienie.
Tydzień przeleciał na pilnowaniu punktualnej konsumpcji penicyliny, wizytach w przychodni, kłuciu po żyłach w laboratorium i przepędzania czasu na korytarzach w stylu full-moher. Całe szczęście, że pani doktor jest bardzo znajomą osobą i mimo swoich zapędów choleryczno-nerwowych potrafi pacjenta wprowadzić w dobry nastrój.
Moje krwinki białe szalały a Promyczek cierpliwie podtykał mi zestawy kefir plus sok wielowarzywny w charakterze wsparcia na antybiotyki.

Święta?
Bijemy rodzinny rekord ateizmu w tym roku, nawet przy zakładanej opcji przez mamę, że jest to przede wszystkim święto wiosny.
Osobiście też nie za bardzo to chwytam.

.eu

Ruszyła rejestracja domen .eu na wolnych zasadach. Cokolwiek wpiszę jako nazwę domeny do zarejestrowania, to już jest zajęte, heh.

060405

Zapowiada się nieco podkręcona końcówka tygodnia.
A jeszcze w poniedziałek roił mi się jakiś urlop po głowie, heh.

Kiedy ranne wstają zorze

Jaka muzyka najlepiej pasuje do poranka z optymistycznym wschodem słońca?

Farmakologia i inne osobności

Stwierdzam, lekko zaskoczony, że farmakologia, daje nieźle radę, czasami. Byleby mnie jakaś fala wtórna nie zaatakowała znienacka i podstępnie, będzie dobrze – jak pokornę cielę strepsilsy ssam (nie wiem dlaczego mi się tak skojarzyło).

Odrobinę w remonty i zaległości w marcu trochę za dużo zainwestowaliśmy. Koniec okresu rozliczeniowego wychodzi tak na styk, z naciskiem na styk. W bilansie pozostaje satysfakcja z załatwionych rzeczy (serio, nie marudzę i nie zmierźlę).

Dzisiaj rano spotkałem w tramwaju znajomego, który sprzedał serwis internetowy którego jest współwłaścicielem, pewnemu potentatowi na polskim rynku. Trochę mnie to zadziwiło… Trochę ta historia się smutno rysuje, cóż… zobaczymy jak w praktyce to przejęcie będzie wyglądać.
Szkoda trochę, że w kraju nadwiślańskim słabą szansę zaistnienia mają firmy-przedwsięzięcia na zasadzie od garażu do naprawdę ładnych wyników. Niby nie tylko u nas tak jest, ale…

W perspektywie weekendu ujawnia się impreza parapetowa, podobno duża. Ciekawa sprawa a dziwne jest to, że mi się do niej nie pali.

Tak coraz bardziej zerkam na ilość dni do długiego weekendu majowego: przyznam się szczerze, że trochę już zatęskniłem za Śląskiem. W związku z tym i nie tylko, coraz bardziej palące się staje zadanie składu zaproszeń na ślub (tu się przez dłuższą chwilę zastanawiałem czy nie napisać: ‘legalizację związku‘ – ale bądźmy odrobinę poważni, przynajmniej odrobinę).

Się rozgadałem, jak kołchoźnica na polu…

Łamie

Nie dość, że poniedziałek to jeszcze od rana dopadła mnie chyba jakaś infekcja i łamie i skupić na sprawkach serwisów intranetowych się nie daje. Będę musiał chyba leżenie twarde zaordynować sobie wraz z jakimś czosnkiem czy innymi aspirynami. Ewentualna opcja to lektura: jak trzylatka przygotować do przedszkola (kurde, co ja czytam…).

Uwielbiam jak mi ktoś pilne bugi o 15:50 podsyła…
No to sobie ponarzekałem.

Kapary

Na Końskim Kieracie jest taka sympatyczna knajpka, z reguły cicha i pustawa (przynajmniej taką do tej pory ją znaliśmy). Dzisiaj byliśmy świadkami prawie dwugodzinnego spektaklu gastronomicznego z udziałem m.in. trzech panów w podróży do Katedry z okazji dzisiejszych obchodów z wypisaną na twarzy oazoworadiomaryjną upierdliwością i takimże samymi manierami. Para: pan znieczulający się (ale przystojny) z panią zmierzłą wręcz filmowo. Pełen zestaw rodzinny obiadowy: małżeństwo, potomek oraz dziadkowie – którym puściły nerwy: najpierw najmłodszemu, potem reszcie – cała rodzina oddaliła się zapewne w kierunku fastfood’a psiocząc na taaaką paczpani obsługę. Do tego pan Anglik absorbujący swoimi wystąpieniami cały lokal – ten zamówił dwie herbaty, po czym z nimi wyszedł… Trójka, zapewne, muzyków (dwa oni i jedna ona) z również wyraźnym upośledzeniem towarzyskim.
Czasami warto odrobinę dłużej posiedzieć w knajpce która okazuje się być wcale nie taka kameralna jak zwykle.
A nawiasem już zupełnie to kapary są bardzo smaczne :)

Tak i nie tak

Parę kilometrów w nogach, kilkadziesiąt zdjęć, łażenie po błocie i pstrykanie placów budów. Takie hobby. Taki wspólny spacer. Taka ciekawość świata. Po prostu.
Lepsze to znacznie niż siedzenie w barze przy browarze.

Sobota, 20:30, pora na szybką kolacyjkę i piwko w Outcaffe.
Czasami mam wrażenie, że przez całe życie towarzyszy mi autoironia :)