Archiwum listopad, 2006
Czasoprzetwarzacz
Ostatnio mam czas zawalony wszelakim gromadzeniem i przetwarzaniem (w mniejszym lub większym stopniu) informacji różnych z najrozmaitszych dziedzin dotyczących pracy, otoczenia i całej reszty wszechświata. Taka chyba odrobinę znamienna pora, myślę. Rok temu w ramach eksperymentu zacząłem żyć z organizerem przy zegarku (tym komputerowym, nie naręcznym). Dzisiaj się oswajam z feedreaderem, który przejrzy blogi, wiadomości i sprawdzi cotampanie słychać w finansach.
Doświadczenie mnie odrobinę nauczyło i nie podchodzę już do tego z takim sceptycyzmem (a zainstaluję, zainstaluję, trochę pochodzi i wyrzucę).
Drugie zajęcie pochłaniające to przetwarzanie czasu. Kalkuluję możliwości poprzez oś czasu: spasowuję projekt w pracy, wydruk kwitów po godzinach, krótki wyjazd (ot tak sobie, potrzeba jest wysłania pracownika) do Hamburga, z powrotem wraz z czasem wolnym.
Uświadamiam sobie to na blogu.
To dobrze. To znaczy, że ten trend zabiegany tymczasowo ma się ku końcowi.
GreatNews
W końcu znalazłem coś co działa stabilnie i sprawnie nawet na modemie gprs a przy tym inteligentnie agreguje rss’y. Polecam: GreatNews (freeware).
:)
Wszystko wskazuje na to, że po drugiej turze wyborów prezydentem miasta zostanie Piotr Krzystek.
O!
Prawdę mówiąc to przydałaby się odrobina dłuższego wolnego. Nie tylko w zakładanym celu popracowania wałkiem malarskim w nowych wnętrzach. Po prostu, ogólnie.
Na horyzoncie wyciskanie rynku nieruchomości. To nie jest koniunktura; to jest psychoza pseudo-inwestycyjna.
O!
Kartka z pinezką
Generalnie rzecz biorąc, koniec listopada każdego roku jest przyczajony. Przyczajony – to chyba najlepsze określenie jakie przychodzi mi w tym momencie do głowy. W mgiełce miejskiego pejzażu czasami nie da rady odróżnić podobieństw od różnic.
Wraz z upływem czasu zmieniają się oczekiwania. Wzmaga się potrzeba komfortu. Zmniejsza się tolerancja na sytuacje kryzysowe. To powoduje jednak, że pojawia się coś na kształt zaplecza siły. Może to doświadczenie a może ludyczniej traktując, tylko zahartowanie.
To pewnie dlatego tramwaje o tej porze jeżdżą odrobinę głośniej niż rok temu.
Za miesiąc z chęcią przeczytam tę kartkę z bloga
Galleart
Fotorelacja z piątkowego wernisażu.
6 lat później
Tak jakoś naturalnie kojarzy mi się Kultu: ’6 lat później’.
//spokojnie
Okienko drobne w rzeczywistości. Wdech, wydech. Mam nadzieję, że to dobry zwiastun dzisiejszego dnia i punkt zwrotny trendu ostatnich dni z niemalże dwunastogodzinną szychtą.
Wszystko wskazuje na to, że w piątek o 18.00 w pubie Santorini przy ul. Tkackiej odbędzie się wernisaż pierwszej wystawy szczecińskich digartowiczów.
Temat poruszenia w nieruchomościach na razie staram się zręcznie ominąć.
Myślę, że te parę ścieżek należy uspokoić.
Przyjemnie…
Wszystko wskazuje na to, że moje dwie fotografie zakwalifikowały się na wystawę szczecińskiej sekcji digart.pl. Przyjemne to jest. Bardzo.
Tylko jak zrobić z 5 mpx odbitkę 30×40?
Nie ma kawy w biurze
Powraca natrętna teoria głosząca, że dzień powinien mieć 48 godzin. Rozpoczęcie pielgrzymek po bankach, agencjach nieruchomości i innych przybytkach obchodzących właśnie dionizje obfitości koniunkturalnej, wybrałem chyba w najmniej odpowiednim momencie czyli z rozpoczęciem miesiąca kiedy to na horyzoncie pojawia się dodatkowa kwitologia, ustalenia, telefony, prace oraz rozwalanie łazienki w której ilość tajemnic i zagadek jest wprost odwrotnie proporcjonalna do jej powierzchni (or sth like that).
Notabene dobre samopoczucie pośredników nieruchomości zaczyna wkraczać w obszary zarezerwowane jak dotąd dla państwowego handlu – tyle tylko, że z pewną dozą wyuczonej grzeczności. Przeczuwam jednak, że są to żniwa na ostatnich już liniach oporu na tym rynku.
Pomimo tego mój humor utrzymuje się, jakby to określić, w okolicach 78% skali satysfakcji, co wprowadza mnie w lekki stan płytkich refleksji.
Miarę powyższą mógłbym określić niemal na całkiem nieźle gdyby nie fakt, że od rana nie ma kawy w biurze, za co rzeczywistość dzisiaj dostaje ode mnie minus 20%.
Prawdziwe kolory
O najlepszej, podobno, porze do spisywania notatek, po takim podkręconym tempie dnia dzisiejszego, nie daję rady jednak związać myśli w dłuższy kontekst.
Poza porą roku na północnym niebie rysują się głębokie kolory.
Delikatny dźwięk grzmotu.
Klony
Śnieg na zielonych jeszcze liściach klonów Westendu robi niesamowite wrażenie.
Piszę Westend bo ani to jeszcze Śródmieście ani to już Łękno.
061101
Dzisiejsze święto poprzez odrobinę inny pryzmat. Ciekawa jest zwłaszcza wyszukiwarka.
Czysto użytkowo, bez żadnych podtekstów.