Archiwum maj, 2006

Neckermann

Czasami się to nazywa ‘komputer się pomylił‘, ‘błąd systemu‘, itp., co wzbudza zawsze u mnie bardzo ironiczny uśmieszek (nie jestem ciekaw sytuacji kiedy jakiś mechanizm mojego autorstwa odchylałby się o parę stówek na plus lub minus). Jeżeli system w dodatku myli się na 500 złoty a sytuacja zaczyna zakrawać na typowo korporacyjną zagrywkę to skłaniam się ku temu by zacząć wykorzystywać potencjał sieci socjalnej.

Zatem: jak to sobie lubi Neckermann zagrać z klientami opisuje Paweł Tkaczyk na swoim blogu.

Skrypty zachowań

Szukam jakiejś ciekawej koncepcji na nowe tytuły do linków po prawej. Taka terapia a raczej próba prostego ćwiczenia mentalnego dla zabicia przyzwyczajeń w środku tygodnia. Chociaż może wtorek dzisiejszy nie obfitował w hardcorowe kawałki kodu ale pewien efekt zwieszki pozostał.

Krótki wdech na retrospekcję dzisiejszego dnia i chwila olśnienia: to ta samobójcza pobudka dzisiaj przed godziną 6.00, to ona wszystkiemu winna! Tak to jest jak się z zapałem od rana próbuje zabrać za stos pracy.

Czasami chciałbym w te schematy wierzyć. A czasami po prostu nachodzi mnie ochota poeksperymentować z takimi skryptami zachowań.

-2 do biorytmu ale chwilowo

Zdecydowanie nie jest to najbardziej kreatywny poniedziałek tego miesiąca. Idę w zakład ze samym sobą o parę ładnych puszeczek duńskiego, taniego piwa z Netto, że jest to poniedziałek produkcyjnie najgorszy. Na dwóch pulpitach nie mogę się za pomocą alt-tab przebić do pożądanego okna, nie mówiąc o przymulającym lekko bólu głowy – i to nie tylko na widok ruskich znaczków.

Zapełniam terminarz na ten tydzień i jakoś tak mi to poprawia humor – przyjmuję to za dobrą monetę, że niby tak wszystko mam pod kontrolą.

Ewidentnie przez ten, jak to określił pan synoptyk dyżurny, norweski front niżowy, poniedziałek niniejszy nadaje się tylko i wyłącznie do przesiedzenia na ulubionym zydlu w kuchni i co najwyżej konsumpcji zupy legendarnej marki Vifon. Nie wspominając o obchodzeniu z daleka wszelkich monitorów i innych matryc świecących, bo to chyba rozumie się samo przez się.

Tak patrzę na koniec tego miesiąca i z całą stanowczością stwierdzam, że z ochotą w czerwcu poprzyglądam się na Zamku, paradującym tam garniturom ślubnym. Zasadniczo, klasycznie, jakoś to widzę – jednak wolałbym paru modeli, szczęśliwych lub mniej, zobaczyć po prostu na żywca. Generalnie i tak facet jest w takiej sytuacji w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ gdy rzeczonemu z grubsza wisi to co ma na sobie to i tak nie ma ciśnienia na zakupy dwa miesiące wcześniej, włoży to co mu przyszła żona wespół z ekipą matek / teściowych / pociotek na kark wciśnie. Jak to wygląda w większości przypadków? Pominę taktownym milczeniem…

Oczywiste jest, że wyglądu a’la skatowany wieszak, chciałbym uniknąć – z drugiej strony, jak patrzę na dzisiejszą rozpiętość i możliwości dizajnu ślubnego, to trochę dostaję zeza rozbieżnego i drżączki. Może jakoś przeczekam do końca lipca i fartownie nabędę komplecik w przeciągu pół godziny?

Pewnie wyjdę na dużego chłopca ale w całej tej imprezie najlepsza jest podróż po. Dwa tygodnie w górach. Słowackich. Mniam. Tatrach.

Miałem jeszcze o czymś przyfilozofować na zakończenie ale powyższy akapit jest na tyle w charakterze, optymistycznym akcentem, że pozwolę sobie nie napinać się nad wyraz.

Kreślę trzy akapity na koniec weekendu

Taka niedziela, że to ja absolutnie kiedyś nie pomyślałbym, że dzień cały można tak przewałkować. No ale widać można z pozytywnym skutkiem dla samopoczucia. Mogę tak stwierdzić, pomimo tego co się dzieje z ciśnieniem atmosferycznym i na co utyskuje koleżanka-przyszła-małżonka.

Mundurowy w telewizorze oznajmia, że pojazd sprawcy został ujawniony. Sytuacje codzienne, widać, stwarzają najlepsze kwestie do dowcipów.

Tak się przyglądam komentarzom, o ile większość z nich komentarzami można nazwać, do wpisu o moim samopoczuciu w wieku pod trzydziestkę – i tak się zastanawiam, co sobie myślą te osoby, które nie zostawiają śladu. Może w większości przypadków potwierdza się stara prawda, że milczenie jest złotem…

8h razy dwa

Drugi dzień z rzędu rzeźbienia po 8h w cyrylicy. Ocząplasu dostaję już i nerwowo się drapię jak mam przerobić kolejką linijkę z nawigacją po serwisie.

W niedzielę RMF FM odgrzewa Alphaville’a na Wałach w ramach majówki – ale za to za friko. Dzisiaj mam nadzieję, że będziemy mieć jeszcze siłę o 21.00 na ten event.

Uciekać. Uciekać stąd do domu.

(ooo, w FireFox’ie działa poprawnie edycja linków, brawo Dziale Techniczny)
(edit: ale nie otwiera w nowym oknie pomimo usilnego zaznaczania tejże opcji)

Jak się ma facet pod trzydziestkę

Jak się ma facet pod trzydziestkę, taki jak ja?

Chce kupić mieszkanie z przyszłą małżonką i o ból głowy przyprawiają go reklamy kredytów hipotecznych w telewizji.

Potrzebuje cotygodniowej, weekendowej porcji browaru żeby nie zwariować po pięciu dniach roboczych i usiąść sobie w spokoju, niekoniecznie, podkreślam, niekoniecznie przed telewizorem z meczem.

Nie za bardzo mu się chce tak jak mu się chciało dziesięć lat temu. Tak. Wzrasta popyt na spanie i święty spokój.

Niekoniecznie reaguje entuzjastycznie na wszelkie sugestie co do pomnożenia rodziny. Spłacił stare długi, odpoczywa i cieszy się tym, że odpoczywa. Nie oznacza to też, że odkłada to na bliżej nieokreślony termin. Po prostu dzisiaj odpoczywa.

Na szczęście nie musi nic udowadniać lub musi coś udowodnić w momencie kiedy czuje, że musi. Taka męska logika.

Nie lubi egzaltacji i pantoflarzy ale za to lubi lekki lans i odrobinę statsiarstwa.

Wzmacniacz od sprzętu grającego musi mieć jeszcze w zapasie 2/3 mocy.

Ma swój lokal ale nie przesiaduje tam codziennie tak jak kiedyś. Wystarczy co weekend.

Ze zdziwieniem stwierdza, że kibicuje finałowi „Paszportu do Świata Mody”.

Tak coś mnie naszło w pracy… Prawie trzydziestka, piękny wiek, mówię Wam.

FreeMind

Trochę się do tego czaiłem, przyznaję, ale powiem szczerze, że FreeMind znakomicie ułatwia pracę w projektach, gdzie z konieczności panuje chaos spowodowany radosną spontanicznością managementu i wizji klienta. Mam chyba lekką zajawkę na poorganizowanie kilku spraw w ładne mindmapy. Spraw zawodowych, bo chyba nie jestem aż tak bardzo odjechany, żeby planować w tym logistykę ślubną tak jak jeden z szefów projektu Christian Foltin. Chyba … ;)

Meteo

Niebo jakieś płonące na zachodzie. Meteo ponoć mówi, że mają przyjść huragany znad Wielkopolski – no ale to ze wschodu. Czyli jakby nie patrzeć to się nie zgadza.

Wpis poprzedni to próba zanotowania niektórych skrawków dnia na bieżąco. Chaotycznie to wygląda jak na to teraz, chwilę odleżane, patrzę. Widocznie tak to już jest. Wygląda też na narzekanie trochę – ale to akurat tylko przelotne wrażenie.

Chciałem się wysilić wieczorem na tematy około web 2.0. Jednak po standardowym poniedziałku dochodzę do wniosku, że napinanie się to ostatnia rzecz na jaką mam teraz ochotę.

Od jutra tydzień leci już z górki ;)

060522

Poniedziałek nawet niestraszny, tempo pracy z małym wyprzedzeniem, za to radyjo katuje niemiłosiernie Perfect jakimiś dołami z początku lat osiemdziesiątych, właśnie przygrzało Autobiografią – a to pieśnidło sprawia zawsze, że mam ochotę zacząć bić łbem o klawiaturę lub o blat biurka. Opcja druga występuje kiedy mam laptop przed sobą bo wtedy trochę szkoda.

Za oknem ostra faza pogodowa powoduje, że mam ochotę na trzecią konkretną kawę a w tle komunikator mruga zajawką która mnie wbija jeszcze bardziej w strefę niżu:

[ktoś] uwazam ze ten browser dla (…) jest zajebisty
[ktoś] i wedlug mnie nie trzeba tam nic wiecej zmieniac
[ja] no to ok
[ktoś] ale rozumiem ze to tylko czesc tego wszystkiego

…czyli mając już betę odfajkowaną i zaakceptowaną jako final, dochodzi mi zrobienie startup’u. Zapewne dzisiaj. Zatem kawa i szybciutko ctrl-c ctrl-v:

use Tk;my $mw=MainWindow->new;
$mw->wm(‘geometry’,’800×500+100+100′);
$mw->resizable(0,0);$mw->idletasks;
#
# od zawsze sobie obiecuję, że znajdę czas i napisze prosty moduł,
# żeby definiować sobie okno z menu, toolbarem
# i opcjami różnymi po prostu z pliku konfiguracyjnego
# a’la template, ale wychodzi na to, że sprawa ma się równie
# beznadziejnie co moje portfolio…

PaintShop. Z projektu graficznego płytki CD wycinam na szybko kształt i pakuję jako tło do startup’u. Tempo, tempo… Pomiędzy notatnikiem a programem graficznym dzwoni facet z agencji nieruchomości i męczy o podanie dokładnie czego my właściwie szukamy – my właściwie nie szukamy na teraz ale jest tak namolnie słodki, że mam mu ochotę dołożyć roboty.

Pomiędzy gradientami do buttonów a system(‘whatever.msi’) marudzę mu, że w Śródmieściu, że tyle-a-tyle metrów, takie-a-takie, a on stęka, że ciężko, że w ogóle. Pisz pan na mejla – nie wytrzymuję i odruchowo naciskam f5 i widzę listę bugów z innego projektu a komunikator napiera tzw. roszadą priorytetów.

Gdzieś tak pomiędzy akapitami miałem nawiązać do tego Perfectu ale w międzyczasie chyba stracił na aktualności. Parę koncepcji w biurze, zresztą też.

Na pewno jest jeden wielki plus takiego młynka: godzina 16:20 robi się w okamgnieniu i się tym jakoś uspokajam (bo pracy przy taśmie sobie nie wyobrażam).

Tak na marginesie: z zajęć ekstremalnych spodobał mi się ostatnio bileter w dyspozytorni komunikacji miejskiej na końcowym pospiesznego – pochłonięty całkowicie rysowaniem logo klubu piłkarskiego w notesie, nie zwracał najmniejszej uwagi na swój telewizor, nie mówiąc o chętnym na bilet. Postałem chwilę, podziwiając, po czym ośmieliłem się zapukać. Naprawdę wielki szacun bez ironii. Umiejętność dobrej adaptacji w miejscu pracy przy jak najmniejszym nakładzie sił i środków, zawsze budziła we mnie spory podziw.

Tak. Byle nie u współpracowników.

O słuchaniu The Bates

Chochlik plącze się bez sensu po barze i próbuje mi zajrzeć do kubka z kawą. Widać, że jest niespokojny.

– Te zapuść Billie Jean, The Bates’ów.
– Sam se zapuść – odpowiadam bo nie chce mi się ruszać ze stołka.

Chochlik natęża się, robiąc zeza skrzyżowanego z wytrzeszczem i przełącza na odległość playlistę z losowym odtwarzaniem któryś raz z rzędu na swój ulubiony energetyczny cover.

– Musisz majstrować znowu przy rzeczywistości? – nie jestem w stanie dzisiejszego poranka tego przemilczeć.
– Teee… – wytrzeszcz towarzyszy bardziej lewemu ślepiu – ja nic nie robię.
– Taaa… – patrzę na niego ironicznie ale chce mi się z nim spierać – chodź idziemy na zakupy, trzeba coś na obiad zrobić i zdążyć zanim przyjdzie Weronika.
– Kupimy browara? – szkaradztwo wyraźnie się ożywia.
– Obiecaliśmy wczoraj, że nie pijemy w sobotę, bo inaczej byśmy nie wypili tych dwóch ostatnich.

Chochlik próbuje zaoponować ale widząc moje zdecydowanie, zdaje się, że daję za wygraną, co już powinno to wzbudzić moje podejrzenia.

Trochę mnie też dziwi, że pomaga mi potem przy gotowaniu – dopiero Słonko przy obiedzie naświetla mi intencje potwora: przesoliła cholera jedna kiełbaski i to bez użycia soli.

Siedzi pod łóżkiem od obiadu, łypie oczyskami tylko i boi się wyjść paskuda do teraz. I dobrze.

060518

Jakby nie patrzeć to Słonko wyczerpuje tematy. Żartuję. Pierwsze mieszkanie odwiedzone. Pierwsze wrażenia z panem pośrednikiem fejs-tu-fejs i z mieszkaniem. Rezultat taki, że coraz bardziej realny staje się plan B, co tu dużo kryć, znacznie bardziej uzasadnialny ekonomicznie niż nasze obecne poczynania. Tak czy tak, wszystkie opcje napawają mnie optymizmem. Może nawet takim nieco na wyrost.

Jutro kończę trzydniową szybką rzeźbę na kanwach Perl/Tk. Dobrze, że to piątek będzie. Dobrze.

Fajek z wieczora

Zakładki z ofertami biur pośrednictwa nieruchomości dorobiły się osobnego folderu. Te nowe zakładki. Bo stare się przewijają z góry na dół. Tak jak te oferty które również się przewijają. Ile może być mieszkań 47 metrów kwadratowych na ulicy Jagiełły? Możliwości uwspólniania ofert przez firmy obrotu nieruchomościami oraz radosna, wręcz spontaniczna twórczość co poniektórych maklerów wprawia mnie w coraz większe zdumienie: – a ta oferta to powiem szczerze nie wiem, może ona jest droższa albo wstrzymana albo jest stara to się umówmy, że do pana oddzwonię… Jeden z takich delikwentów to już od trzech dni tak kontroluje sytuację, że jest na etapie dodzwaniania się do właścicielki mieszkania która z kolei nie może się skontaktować z zamieszkującymi mieszkanie studentami…

Aby dopełnić dzisiejszą dawkę zmierzłości zadaję sobie pytanie: dlaczego ja pozwalam przyszłej żonie palić w łóżku? :)

Na ostro

Nigdy do tej pory nie było na ostro na blogu – zatem pora na pierwszy raz. Rzecz się toczy w ASP:

Mam taki recordset rsZamowienia:
„SELECT od, do, nazwisko FROM zamowienia WHERE szef LIKE ” & Session(„uzytkownik”) & ” ORDER BY nazwisko”

wyrzuca mi to wszystkie zakresy zamówień do powiedzmy:
txtKto intOd i intDo w pętli wypisuję:

Do While Not rsZamowienia.EOF
    Response.Write txtKto & intOd & intDo
    rsZamowienia.MoveNext
Loop

Po tym wracam i sprawdzam wszystkie zakresy:

rsZamowienia.MoveFirst
Do While … w skrócie:
    „SELECT dane FROM uzytkownicy WHERE uzytkownik BETWEEN ” & intOd & ” AND ” & intDo ” AND     uzytkownik NOT IN (SELECT kto FROM szefowie) ORDER BY nazwisko”
    Response.Write nazwisko
    rsZamowienia.MoveNext
Loop

pomijając już kwestię wydajności (na razie nie jest źle) chciałbym scalić elegancko bez pętli obydwa SELECTy ze wspólnym ORDER BY nazwisko.

albo to se ne da, albo ja nie mam na to pomysłu :)

Wiosenny remanent

Wychodzi na to, że nawet już godziny umieszczania wpisów na blogu mam stałe. Nie to, żebym stetryczał czy narzekał, bo wbrew pozorom wyregulowany tryb życia nawet dla takiej osoby jak ja ma często dużo zalet, np. człowiek się mniej gubi. Fakt ten jednak przykuwa moją uwagę coraz bardziej i nie pomagają temu dźwięki wieśniackiego dicho ze samochodów podjeżdżających na czerwone światło przy Placu.

W głowie mam spotkanie w banku na środę, na środę też jedno spotkanie nie w banku ale też o kasie, na jutro może obejrzymy pierwsze mieszkanie, przerobić, jak się da, pewną pętlę na piramidalne zapytanie, zatroszczyć się o kasę przed sierpniem. Wszystko to i nie tylko, niekoniecznie w tej kolejności, niekoniecznie w tej ważności, wszystko to i jeszcze trochę.

Nie wiem czy tego jest dużo czy też nie. Nie skarżę się bo wierzę w to co robię – nawet, pozwolę sobię na małą autoironię, nawet kiedy pewnie czuję się zmęczony a oczy nie mogą już patrzeć na te świecące litery, wtedy po prostu zamykam je i myślę o górach w sierpniu.

Dlatego może nie potrafię zrozumieć zjawisk takich jak zniechęcenie, konsumpcjonizm który prowadzi do przesadnego konformizmu czy lansowanie ego na siłę. Czytam o pokoleniu 850 zł. I opadają mi ręce.

Co rok, na wiosnę, przeglądam swoje notatki z bloga z poprzednich lat, swoje spojrzenie – i coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że to akurat się nie zmieniło.

Tyle

Sobotnia rundka sklepowa poszła nadzwyczaj szybko i pomyślnie. Prawdę mówiąc, byłem przygotowany na dłuższe perygrynacje. Podobno nawet może przejść opcja ze ściętymi czubami u bucików. Ta kobiecość :)

Ratuję właśnie Promyczka przed wizjami poniedziałkowego podawania kiełbasy na pikniku przedszkolnym. Nie znam się na tym ale brzmi to dosyć odpychająco.

Wygląda na to, że czeka mnie rzeźba w PHP i OS Commerce. I to nie jedna. Muszę poszukać lekkostrawnej lektury co do PHP, trochę w dzisiejszych czasach wstyd przyznać ale jestem dinozaurem z czasów świeżości Perl’a w wersji piątej. No może ostatnimi czasy łyknąłem dużą porcję ASP. Gładko się mi w tym pisze. Może nawet za gładko.

Coś się już plączę. Tyle.

Cztery niedźwiadki i poranek

Nic tak dobrze nie robi na regenerację jak cztery sztuki Bear Beer, jeżeli ktoś ma w swoim zasięgu operacyjnym sieć Netto to polecam, poniewiera całkiem sympatycznie za jedyne 1,99 za sztukę.

To była taka reklama na wstęp w celu samouspokojenia, żona bowiem już się szykuje do rozpoznania atakiem wybranych butików w celu ewentualnych przymiarek sukni. Tak, _tej sukni. Chociaż opowiada, że za bardzo jej się to nie uśmiecha to już słyszę czytelny komunikat: – muszę wziąść skarpeciory jakby mi do głowy przyszło buty przymierzać. Cóż mi pozostaje, wydębię wieczorem kilka piw po zasłużonym dniu…

Generalnie to w pozytywny nastrój wprowadził mnie fakt, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zmieściłem się z czymś większym (SLOC Metrics podaje, że to prawie 6000 linii pure code) przed dedlajnem. Może konstrukcje z tego tygodnia błyskotliwością nie grzeszą ale jakoś to się kręci bez szczególnego grzania serwera.

Nie mogę coś wyguglać fajnego techbloga, którego głównym motywem byłby SQL. Wszystko otagowane w ten sposób kręci się wokół PHP, dystrybucji, paczek dla Debiana i tym podobnych rzeczy których miejsce pochodzenia to jak mniemam, ciemna strona księżyca.

Coś mnie korci w wieczornym sprawozdaniu podpiąć trasę dzisiejszej wyprawy ale szanowny dział techniczny Onetu mógłby się postarać i sprawić by edycja linków w tekście poprawnie działała pod Firefox’a. Czasami nachodzi człowieka ochota na kilka odsyłaczy a do IE sięgać to już się baaaardzo nie chce…

060511

Biuro na wysokich obrotach w przedpremierowym szołtajm plus do tego efekty specjalne na deser.

Piszę parę szybkich konstrukcji logicznych w stylu SELECT cośtam FROM cośtam WHERE cośtam z BETWEEN AND NOT IN (SELECT cośtam z innego serwera WHERE wykluczające cośtam BETWEEN) wsadzonych w nie do końca optymalne pętle (może zamiast zapętlać się to UNION jakiś? i jeszcze JOIN?). Dzień z jakimiś improwizacjami. Efektywny ale i chaotyczny.

Nic dziwnego, że niechcący zasypiam o godzinie 18.00 w sekund trzy na godziny dwie.

Jeszcze trochę pytań wysłanych do agencji nieruchomości. Chyba zaczyna nam się coraz bardziej podobać opcja na duże poddasze, byle nie z oknami połaciowymi (czy jak to się tam mówi).

TV4 szczuje jakimś popapraństwem produkcji francuskiej, horror, nie-horror kostiumowy, historyczny z czasów sprzed Republiki ale za to z elementami kung-fu. Przesadzili w dodatku z saturacją barw. Drzewianne jak mawiała moja babcia.

Jutro ostatni dzień tego tygodnia. Biorytm już jakiś taki nie za bardzo w formie. Dobrze, że w Netto pojawiły się z powrotem tanie duńskie puszkowe gatunki.

Ciekawa sprawa: ostatnio po placu i okolicy, tak około godziny 23:00 kręci się szambowóz. To tu podjedzie, podpompuje, to tam…

:)

Serial

Jak nie ma dobrej oferty to jest drobny problem. Jak się trafia dobra oferta cenowa i powierzchniowa to dopiero w człowieku rodzą się podejrzenia, szukanie dziury w całym, pułapek, ukrytych kosztów oraz grzybów naściennych. Jednym słowem dojrzeliśmy do obejrzenia pierwszego mieszkania do kupna. Cóż. Podobno najgorszy jest ten pierwszy raz. Potem to już podobno jest z górki.

Serial pt. „Para kupuje mieszkanie” wkracza w decydującą fazę.

A po dzisiejszym dniu padam na pyska.

Fanty z zoo

Nasz stosunek do węży kieszeniowych już trafnie streściła Weronika. Mogę tylko dodać, że coraz bardziej znamienną cechą naszych czasów jest dysonans pomiędzy reklamą a efektem końcowym. I nieważne czy chodzi tu o kredyt z tabelki czy wieszak z bluzeczkami _od 20 złotych – tu możnaby zorganizować konkurs mniej więcej taki: na którym znajdziesz więcej niż jedną w onej cenie to jest twoja za friko.

 

W ten sposób przeszliśmy płynnie od państwa Gucwińskich do loterii fantowej. Hm. W TV4 przed chwilą zatopili Das Boota w doku. Pora iść spać, żeby jutro znów od rana powalczyć o nowy system cen.

DBD a raty kredytu

Nagłe przejście od świata microsoftowego do niuansów Perl’a spowodowało u mnie poranny efekt ściany. W innej sytuacji zapewne ruszenie z kopyta z DBD::CSV nie stanowiłoby problemu ale tak to … (tak przy okazji: co jest bardziej efektywnego niż w/w, żeby dało się wyprodukować perlowe exe z bazą danych wprost z płyty cd bez instalacji?).

Spontaniczna wizyta w banku który zmienił kolory na szyldzie a wewnątrz natomiast nie, również spowodowała efekt ściany: ze zdolnością kredytową i owszem, bez problemów – natomiast oprocentowanie które panu kierownikowi wyskoczyło z komputera, wywołało ponownie: …

Długi dzień, długi tydzień. Długi miesiąc?

Balans

Niedziela spędzona jak przystało na prawdziwą rodzinę w tzw. centrum handlowo-rozrywkowym, czyli lunch plus zakupy plus rundka kontrolna. Na deser kawa i ciacho z rodzicami/teściami i mam pełen obraz tego jak mężczyzna może się zmienić, tak pod trzydziestkę.

Co najlepsze w tym wszystkim, jakoś chyba nie tracę balansu pomiędzy odstawieniem tańca szamańskiego na życzenie przyszłej małżonki przy Black Dog Zeppelinów a’la rock’n’rollowy frontman na sporej dawce środków uznawanych za nielegalne a relacjonowaniem rodzicom wizyt i kawek na Śląsku i próbami sporów kompetencyjnych, sygnalizowanych przez mamę (co facet powinien mieć pod szyją na swoim ślubie?).

Nudzę może znowu ale jakoś tak jest okay.

…kijek

Coraz więcej czasu zaczynamy spędzać nad wyszperanymi w sieci albumami z różnymi ślubami i weselami i muszę przyznać, że zaczyna mnie coraz więcej obaw co do oprawy, zwłaszcza części hucznej, dopadać.

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję w ten ciepły majowy weekend, że wspólnymi siłami (jest to kurde, jakby nie patrzeć spory kawałek przedsięwzięcia logistycznego) uda nam się uchronić przed wiejsko-przaśnymi zabawami o podtekstach seksualnych (tu mnie Młoda straszy opisem jakiejś zabawy w kółeczku z … kijem od szczotki między nogami …).

Skąd to się ludziom bierze, heh, co?
Może my jesteśmy z kosmosu, czy jak?

Co bierzecie na rozpęd?

Nasuwa mi się takie pytanie, które dosyć wprost sformułowane mogłoby brzmieć: „co bierzecie na rozpęd?”. Goniąc dzisiaj poprzez spiętrzone morze linijek inkludowanych, pardon, dołączanych bibliotek ASP, rozumiem, że jest to dosyć brutalny skrót myślowy.

 

Siadam rano, otwieram notes, przekartkowuję przy tym stale odwiedzane strony (w czym ostatnio wydatnie mi pomaga RSS). Wszystko jest dobrze do momentu kiedy pojawia się tzw. ściana. Wczoraj skończyłem coś – bo z reguły staram się zakończyć – dzisiaj zaczynam i dopada mnie biała kartka. Pół biedy jeżeli coś adaptuję: kopiuj, wklej, zamień, nie działa, nos w kod i jakoś to płynie. Gorzej jeżeli startujemy: pspad, file, new i … (a raport dzienny na koniec dnia już straszy)

 

Znacie jakieś tricki na rozgrzewkę, kiedy niebyt nie chce pierzchnąć a pomysł się skrystalizować?

 

Nie lubię schematów ale jak to dobrze, że mamy piątkowe popołudnie…

Magnolie kwitną

Tak może od środka: manewr polegający na podjechaniu do Mysłowic tak by uchronić się przed tłumem szarżującym Światowida na dworcu w Katowicach okazał się być, na szczęście, dmuchaniem na zimne – powrót mas ludzkich z długiego weekendu rozłożył się w czasie. Ironizując, mogę powiedzieć, że brak przeludnienia w pociągu, został nam zrekompensowany brudem składu wręcz nie do opisania.

 

Kilka dni na Śląsku, kilka załatwionych spraw, kilka (niedopiętych jeszcze) refleksji na temat życia, gustów i zachowań tamtejszych. Trochę może się to komuś nieco śmieszne wydać, że rewidujemy z żoną poglądy w niecały rok od momentu kiedy zamieszkaliśmy razem.

 

Dzisiejszy dzień na rozpęd w pracy pewnie zaowocuje pełnym pędem przymusowym jutro – czasy kiedy panował nade mną stres terminów finalnych, należą do przeszłości (aż kolejny raz w tej notce chcę podkreślić, że na szczęście, heh). Inna sprawa, że biuro przy bocznej uliczce zielonego przedmieścia, prowokuje raczej do częstych przerw na papierosa czy też wycieczek do sklepu, niż do wytężonej analizy koncepcji które mają zbawić system dystrybucji i sprzedaży.

 

Te magnolie tak pięknie kwitną i obiad czeka na mnie w domu.

W skrócie

Obowiązki wyjazdu wypełnione ponad normę. Odczuwamy już chyba tęsknotę za naszym domem. Coraz bardziej też tęsknimy za własnym, większym lokalem.
Przyciężkawo jakoś tak ogólnie. To pewnie ze względu na to, że teściowie kochają nas przez żołądek i chyba odrobinę mi to zmęczyło trzewia.
Jest dobrze ale chyba już wystarczy.
To tyle w skrócie.