Archiwum kwiecień, 2007

Universal Lamb

Chociaż daleko naszym świętom było od tradycji obżarstwa i hipokryzji to przynajmniej kilka spraw zastanowiło mnie bardziej niż nieco.

Mniej niż powszechna lecz wyraźnie obecna konsumpcja mięsa w piątek, wskazująca na więcej niż deklarowane 4% osób badanych i deklarujących takie a nie inne wyznanie (w domyśle: wraz z obowiązującymi doktrynami, chyba).

W kontekście powyższego, osobliwie pojmowana idea postu, która może i zakazuje konsumpcji mięsa ale i owszem nie zakazuje konsumpcji alkoholu wysokoprocentowego. Może to jakaś wyewoluowana forma interpretacji „o wodzie i chlebie”.

Nuda powszechna dnia, tak zwanego, drugiego, objawiająca się np. spacerem do parku (logiczne w sumie po obżarstwie) i konsumpcją kiełbasek z grilla wraz z obowiązkowym browarkiem; co i może w kontekście największego parku miejskiego jakoś uzasadnialne jest – za to nijak się ma do odpoczynku po trudach śniadanka, zwłaszcza w kontekście przedobiadowo-bigosowym.

Nie podnoszę kolejny raz sprawy hipokryzji w naszym społeczeństwie bo na ten temat wylano litry atramentu i tony megabajtów ale po prostu cieszy mnie fakt, że w statystycznie wyznaniowej zbiorowości coraz więcej jest przejawów dążenia do szeroko pojętej normalności, nawet jeżeli ma być ona nazwana konsumpcją i czystym relaksem. Bo do spraw głębszych kto ma dotrzeć ten dotrze. Nawet bez pomocy tub różnej maści.

Posypka

Droga do pożądanej ekspresji w formie wizualnej as-is jest trudna. Ziarenka kawy dostają trochę kakaowej posypki i odrobinę intensywniejsze, łatwiejsze dla komentarzy, tło. Wszystko oczywiście w ramach korzystania z wolnej chwili.

Enjoy it :)

Double Moon

Najprzyjemniejszą sprawą w momencie zaistnienia punktu zero jest sam fakt, iż on się stał. Laziness is a blessing.

Poważniej; radość płynie z uświadomionej liczby nowych zarysowujących się możliwości. Zamknięty w układzie dotychczasowej sytuacji na pewno nie widziałem szerszej perspektywy. Myślę, że nie można zbyt długo trwać w tym samym, zwłaszcza jeżeli ma się jeszcze jakieś, mniej lub bardziej, ambitne plany w życiu. To już chyba kiedyś było: czasami trzeba potrząsnąć światem nawet jeżeli komuś miałoby się to nie spodobać.

Inna sprawa, że jak głosi stara prawda życiowa: najlepiej jest wyczekać do ostatniej chwili, pocisnąć po heblach i pier… wykręcić zawrotkę o 180 stopni.

Niebo czyste nade mną a prawo moralne we mnie – tylko dlaczego ten księżyć tak mocno daje po oczach?