Archiwum maj, 2005
09
\S.Rev.SoMKatowiceMuchowiec
Trochę późno
Trochę późno już dzisiaj jak na normalną notatkę.
Nie lubię wieczornych telefonów w obcych językach.
Lubię mieć plusdwa do spokojności zwłaszcza w wymiernych środkach.
Czerwiec miesiącem pracowania.
Silesian nie-rev SoM 3 (a właściwie II/1)
Kolejny długi weekend i kolejny wypełniony podróżą (przytomnie tym razem nabyłem wydłużony bilet weekendowo-turystyczny). Zasadniczo przystosowany do podróży pkp w trudnych nawet warunkach mało co nie przespałem Katowic (taa,,, poznałem po współpasażerach, że to być może jest właściwa stacja).
Dziwną właściwością dla mnie jest, że śląskie odległości (mierzone w subiektywnych jednostkach czasu) cały czas się skracają. Dystans na Muchowiec który przerażał pięćdziesięcioma pięcioma minutami perygrynacji, skurczył się do jakiś dwunastu i pół minuty względnej.
Przestrzeń lotniska, spokój zieleni i poranka. Długi spacer (który okazał się być zbyt długi ze względu na obcierające buciki Młodej oraz odgórne nasłonecznienie), sprawy duże i małe. I spokój… przede wszystkim spokój i radość.
Rynek w Katowicach i prześwit na kadry – te w wyobraźni i te w wizjerze. No i róża (trochę niewiarygodne ale pierwsza od samego początku – trochę chyba powinienem się wstydzić).
Planowany nieplan na wieczór z Pat i Asencją (plus-jeden-jeden) w parkowej (gdzie jednak nie wszystkie alejki są wyasfaltowane), hm, parkowym pubie (?) z tym bardziej nieplanowaną ewakuacją.
Właściwie nie wiem jak to opisywać. Po prostu nie wiem. Czasami określenia się kończą a suma wszystkich niewypowiedzianych wrażeń i chwil jest znacznie większa od sumy poznanych słów.
Po prostu w dziwny sposób, jakoś tego wszystkiego jest dużo…
Szczegóły wkrótce
Zabrzmi to jak kolosalny truizm ale przyjemnie jest mieć życie wypełnione po brzegi i nie mieć czasu ani możliwości napisać nawet krótkiej notki na blogu. Szczegóły wkrótce.
Ehe
Infekcja drapie w gardło. Za dużo irl’a wokoło i dlatego nie chce się pisać (a miałem się nie przyznawać).
Stadionowe I Still Haven’t Found What I’m Looking For w głośnikach…
Szczecin, piątek 15.38
Perspektywa na Patio. Leniwy szum wentylatorów. Półprzymknięte oczy. Nawet niebo się zmęczyło błękitem i odrobinę się zasnuło. Na placu obok wieżowca zaczyna się ruch popracowy. W powietrzu wisi wczesny weekend.
A swoją drogą szczęśliwie malutko już czasu do Słoneczka.
Wielki błękit
Głęboki błękit nieba napawa optymizmem. Chociaż na horyzoncie zdarzeń czai się kilka niewiadomych to jest to radość uzasadniona. Normalna życiowa energia która pozwala wiele zrobić i wiele przetrwać. Choćby nie wiem co się działo…
Sekator?
Niech ktoś uczyni za pomocą czarodziejskiej różdżki mały cud i spowoduje, że wszystkie wlekące się sprawy skończą swój byt momentalnie.
Za dużo rzeczy się wlecze i wraca po raz kolejny i kolejny.
Czy jest jakiś przyrząd do ucinania wlekących się spraw?
Kotek Bełkotek i parę osobności
Zapisana kartka: „Siedzę w Pradze bez pieniędzy na Vaclavskim Namesti i myślę o całym świecie bo nic innego nie przychodzi mi do głowy, jak zacznę myśleć o czymś innym to bezsensownie zacznę myśleć jak dojechać do domu.”
Mgliście i deszczowo się zrobiło. Dostrzegam coś niezwykle ważnego w morze wzorków firanki i nie mogę się od tego oderwać. Dziwne przeczucie wielu sytuacji w kilku miejscach i w różnym czasie. Między linijkami blogowiska przemyka pewna nie do końca czytelna treść flashback’a. Jeszcze raz patrzę za okno i lekko się uśmiecham.
To nie ego jest spuchnięte – to świat zapomniał o kilku podstawowych prawach.
(Nie tylko) na czystym niebie jasny jest lot sokoła.
Californication
Californication wydziera mi się w komórce i przypomina, że jednak dzisiaj ostatni dzień tygodnia i trzeba opuścić przyjemne (barrrdzo) miejsce.
Wypluskuję się i nadstawiam ucha w stronę kuchni gdzie Promyczek robi pierwsze przedpracowe śniadanie. Pierwsze ale tak jakby od zawsze. „Zupełnie normalnie zamieniamy parę zaspanych zdań przy kuchennym stole…”
Autobus B do pracy jakby niepospieszny dzisiaj. W powietrzu czuć dzień konia. Slalom między gazeciarzami – wszystko jakoś dziwnie układa się w spójna całość.
Po prostu _żyć i kolory jakby wyraźniejsze.
Tylko dlaczego do cholery nie pomyślałem wcześniej o tych biletach do Czarnego Kota Rudego?
Trochę
Miałem właśnie sporządzić jakąś bieżącą notkę kiedy przyszedł sms od Młodej, że nie przyjedzie jutro ale dzisiaj…
Chyba trochę nie mogę się skupić na pracy.
Kontrolny logout stąd
Generalnie _jest tak jak za oknem: zdecydowana przewaga nasłonecznienia z czasowymi atakami niegroźnych na szczęście chmur burzowych.
Jak się zdopinguję do jednej rzeczy która została to będę w gruncie rzeczy na tym tu czwartym piętrze na bieżąco.
Czyli metoda: blog.onet.logout.
To tymczasem.
Silesian Rev SoM 2
Czasami się zastanawiam czy to przypadkiem nie choroba zawodowa, zwracanie uwagi na drobne szczegóły które nie rzucają się w oczy powoduje, że np. rzeczą która od razu rzuciła się w oczy przy spacerze w Parku Wypoczynku, (Wojewódzkim w Chorzowie zresztą – bardzo skomplikowana nazwa, czy nie ma na to jakiegoś potocznego skrótu?) – były wyasfaltowane ścieżki…
Cóż ja mogę poradzić na to, że przy całym uroku Rosarium (Rozarium?) – pomimo, iż róż jeszcze brak – asfaltowana ścieżka jakoś przykuwa skutecznie moją uwagę?
Wiem
od tamtego spaceru cały czas marudzę na temat asfaltu w terenach kwiatowych – z tymże teraz to zaczynam bardziej się zastanawiać skąd to się bierze?
No i dlaczego ludzie na przystanku osiemsetek na Stawowej ustawiają się w szeregu przy krawężniku?
Silesian Revisited State of Mind part 1
Tym razem będzie na raty…
Tarnogórski rynek latem to piękna sprawa. Może zapatruję się tak ponieważ chyba mam kompleks miasta bez rynku: tego parkingu który znajduje się na szczecińskim Podzamczu nie sposób w ten sposób nazywać (już prędzej Deptak by się na to łapał ale deptak to deptak,,,[?]).
Mimo, że rzeczona przestrzeń towarzyska o tzw. normalnej porze była wypełniona niemal do granic możliwości, szcześliwie znaleźliśmy lukę w tłumie spragnionych.
Nawiasem mówiąc piwna dysputa (Młoda, Belumbowa i Belumb) skończyła się ekspertyzami teologiczno-mistycznymi (czyli generalnie wyrobiona została norma imprezowa gdzie wszystkie spory kończą się na sprawach absolutnych).
Pytanie na marginesie – ile potrzeba czasu, żeby zwiedzić cały Śląsk?
Familoki uświadamiają
Czasami mam wrażenie jakby przez te 15 miesięcy się nic nie działo. Tak jakbym lutego zeszłego roku wyszedł tylko na chwilę i teraz po chwili wrócił.
Tylko kiedy patrzę z okna pociągu na śląskie familoki to wtedy wiem (i to wiem z dużym uśmiechem), że zmieniło się wiele i wiele się działo.
Okocim Palone dobre jest…
Pearl Jam – Alive.
Kartka
To tak sobie usiadłem po tych dniach. Kartka obok mnie rzeczy do zrobienia. Trochę zamieszania, może trochę więcej niż się spodziewałem po tym przeniesieniu. I trochę większy spokój niż przewidywałem. Dociera do mnie rzeczywistość powrotu, czasami może nawet płata drobne figle.
Niektóre sprawy może trochę martwią. Inne mniej. Wiem, że to wszystko da się zrobić. Teraz już po prostu wiem.
Pozbieram to trochę razem i pozbieram ostatni długi weekend i wtedy gdy to opiszę to chyba sam zrozumiem pewne rzeczy.
Ą
Jak najbardziej wygląda na to, że z każdym dniem wracam coraz bardziej.
Pod nie do końca błękitnym niebem krótko piszę notkę jedną ręką (drugą obejmuję Młodą która mi wciska Ą)