Archiwum styczeń, 2013
Na po świętach
Pierwotnie miałem ochotę zaserwować tekst okolicznościowy dokładnie do strawienia pod świąteczną szyneczkę. Po dość pobieżnej lekturze opisów i komentarzy na temat perfromęsów takich jak „choinka ateistów” (z czego skorzystał m.in. pewien znany polityk) postanowiłem nie pchać się w środek komercyjnego wiru, do kolejki po łatkę cocacołaj, postanowiłem przeczekać.
Stoi i świeci, coś co mi kojarzy się chyba najbardziej z Yggdrasil. Zachodzę w głowę jak ktoś, ktokolwiek, wyemancypował nordycki, germański zwyczaj na prapolską, katolicką tradycję. Psikus historii?
„(…) and celebrate the solemnity with religious feasting, and no more offer beasts to the Devil, but kill cattle to the praise of God in their eating, and return thanks to the Giver of all things for their sustenance; to the end that, whilst some gratifications are outwardly permitted them, they may the more easily consent to the inward consolations of the grace of God.”
(Beda Czcigodny w Historia ecclesiastica gentis Anglorum)
Ludy północy, skąd niewątpliwie pochodzi i nieświęty Mikołaj (oraz Yuleman i Joulupukki) i drzewa iglaste, miały w zwyczaju wpajać swoim pociechom, że podczas gdy Odyn pędzi swym zaprzęgiem (renifery?) przez dwanaście złych dni, dobrze jest wystawić przed próg buty ze smakołykami dla strudzonych zwierząt pociągowych, Odyn odwdzięczy się podrzucając łakocie i prezenty. Tzw. amerykanie trochę pokręcili i przerobili buty na skarpety i ubrali nordyckie bóstwo pod kolor korporacji ale wikińska słabość do mocnych trunków nie dała się zatuszować i poczciwy dobroczyńca po dzień dzisiejszy występuje z rumieńcami raczej nie od mrozu (skoro ma meldunek w Laponi).
Ileś-tam-lat utrzymywałem się w przeświadczeniu, że posiadanie szynki na stole polskim we święto jest kultem lokalnym wyhodowanym na gruncie niedoborów i niedostatków peerelu (tak jak kult cytrusów i czekolady z orzechami i okienkiem foliowym). Trop mikołajowy, nordycki naprowadził mnie na dość ciekawą adnotację, że niewątpliwe starsze jest spożywanie (m.in.) szynki z dzika. Dzika sprowadzano w wigilię Jul po to by wyzionął ducha w imię i na cześć Freyra, boga urodzaju.
PRL wykształcił w tym kraju zwyczaj trzymania karpia w wannie, jako cennej zdobyczy. Okazuje się, że jest to jedyna ryba która jest w stanie znieść takie katusze i dotrwać do uboju w miarę ruchliwa – ryba idealna na bolączki epoki niedobórów i przez tę epokę niejako „wymyślona”.
Lubię czasami się zastanowić nad tym co właściwie świętuję (a czego nie) :)
HNY 2013