Archiwum kwiecień, 2004
Rekonstrukcja …
Niekonstruktywny dzisiaj jestem. Okropnie. Ciekawe dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie mam też pojęcia jak się skończył wczorajszy wieczór. [L] mnie szczuje rachunkiem zabranym z pola walki i myśli.
Trzeba będzie dokonać rekonstrukcji wydarzeń.
Blog dzisiaj będzie …
Blog dzisiaj będzie nieczynny. Autor udaje się do dzielnicy rozrywki, przemyśleć pewne sprawy.
Tylko cytat …
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie,
na pustym niebie
jasny lot sokoła.
Wielki błękit …
Poniedziałek.
Będzie hossa albo bessa.
Za bardzo hermetycznie moi milipaństwo?
Mistrzu: mówią, że nie ma emocji.
Na ulicy zielono.
A w głowie wielki błękit.
Pocałunek …
W tafli biurowca odbija się nieznacznie zdeformowana sylwetka St. Michel. Temu miastu wyrwano pamięć o przeszłości tak jak i mojemu, rodzinnemu. Historia to zatem jeden nieśmiertelny człowiek który cały czas się uczy.
Są takie dni kiedy postawionym będąc przed w formie takiej, zwierciadłem czasu zdajesz się być okruchem niestety przygniecionym.
Przychodzi jednak wraz ze zmianą nie uczucie ale pewność, że to Ty połową swojego cienia zakryjesz tę budowlę, otworzysz to okno w murze percepcji, dasz z siebie kolor, smak i styl.
Pewnego dnia nazwiesz sumę wszystkich niewypowiedzianych chwil i wrażeń.
Przechyli wtedy mocno głowę do tyłu by w skosie spojrzeć w błękit, przebić się przez niego i uśmiechając się dotknąć policzkiem ściany, nagrzanej i chropowatej; zmruży delikatnie oczy i zamknie w ramionach przestrzeń od luster przeszłości do figur na Moście Karola.
Nieprawdą bowiem jest, że przynosi on pecha wybrańcom losu.
Czyżby świat zapomniał o dawaniu?
światło jest lewą ręką …
światło jest lewą ręką ciemności
tak jak każda lampa rzuca swój cień
prawą ręką czynisz koła obrót
tak jak każda noc niesie nowy dzień
Gdzieś nad falami Morza …
Gdzieś nad falami Morza Północnego spokojnie unoszą się nuty Facing West (Pat Metheny). W sieciowym kołchozie potykam się co chwila o Coelho. To jakiś nowy stajlisz trendi?
Kieszonkowy (jaki on tam kieszonkowy) Langenscheidt przygniótł paczkę fajek.
Może i byłaby wena gdyby nie te cholerne czarne plamki przed oczami.
Gdyby spadł deszcz.
Dzbanek kawy, freeride, nie?
Sabotage na patefonie …
Ostatni dzień tego tygodnia zaczał się ostro. Serwer padł. Problem w tym, że serwer jest w Warszawie a biuro warszawskie przeniosło się do Szczecina. Do tego dochodzą poprawki do starych projektów z których już mało co pamiętam.
Zatem Beastie Boys – Sabotage na patefonie.
Żądza dżdżu …
Niechżeż już spadnie ten deszcz, burza jakaś przyjdzie bo powgniata nas w te krzesła w biurze to ciśnienie atmosferyczne potwornie.
Poranek eteryczny. W sam raz …
Poranek eteryczny. W sam raz akuratnie, spokojnie. Wszystko jest jednak w ruchu jak dzień i noc, pory roku. Tak i to zapowiada zmianę.
Nowe projekty, zmiany w starych. To drugie chyba zdecydowanie gorsze.
Kończy się pomału kwiecień, dziewięć dni do Europy. Nic już nie będzie takie jakie było przedtem.
Pułapki kulturalne …
Niezła sytuacja, generalnie uhahana. Przemierzamy z [L] bodajże Leverkusenstrasse w poszukiwaniu sklepu z jakimś dobrym piwem. Trafiamy. Ławeczka przed sklepem – panowie się jakoś w nas dziwnie wgapiają. Wchodzimy (rozmawiamy po polsku), pan w sklepie też jakiś inny i z wyraźnym oporem na twarzy nas obsługuje. Wychodzimy. Rozmawiamy, że coś było nie tak.
– cholera… ale oni wszyscy byli łysi.
Trafiliśmy do lokalnego, kulturalnego nazi-sklepiku.
Re: udokumentowac …
Troszkę się nabałaganiło. Wszystko przez ufność użyszkodników w antywirusy. Netsky.X jest wykrywany przez programy z bazą wirusów z dzisiaj. Polską wersję łatwo poznać po temacie: w większości przypadków jest to „Re: udokumentowac”. Co prawda to tylko skromny DoS ale paniki trochę w biurze było.
Wspaniały leniwy bezruch. …
Wspaniały leniwy bezruch. Tak mogłoby być zawsze. Mam co prawda zrobić jeszcze jakieś analityki w bazie-potworze ale to w sumie takie advanced features, że mogą poczekać.
Słoneczko. Hamburg industrialny gdzieniegdzie zaczyna kwitnąć.
…no to od pierwszego …
…no to od pierwszego mieszkam przy ulicy Gutenberga. Przydałoby się jakieś party zorganizować.
Temat pracy …
Dobry temat. Sporo przezabawnych komentarzy. Sporo przerażających. Nieprawdaż?
Two steps beyond …
Rano przechodząc przez stację Diebsteich jest znacznie spokojniej i bardzo szaro. Gromadki narkomanów wraz z ich kolorami nocy skutecznie są przepędzane do świtu przez policję. Swoją drogą ciekawe dlaczego upatrzyli sobie oni akurat linię S21?
Szaruga dnia poniedziałkowego o 6:30 pozwala skojarzyć, że nie jest ważne jaki to zakątek Europy (a może i świata – chyba, że w Japonii jest inaczej) i jaki środek komunikacji by móc stwierdzić, że właśnie rozpoczyna się tydzień roboczy na podobnym do wielu przedmieściu industrialnym.
Cały obklejony jestem żółtymi karteczkami. W trzech językach, na szczęście na jeden temat (bazy danych, potwora, który prawie wszystko ma zrobić za użytkownika).
Dzień wypełniony po brzegi. Właśnie łapię się na tym, że jest 17:30 a i booking w hotelu nie przedłużony. Właśnie. Trafiłem całkiem niezłą lokalizację dwie stacje od biura. Firma jeszcze musi przełknąć warunki. Powierzchnia mieszkalna całkiem spora, użytkowa pozostała, niemalże mikroskopijna, bardzo miło się to prezentuje. Dwa pokoje których uroku nie mogłem do końca docenić poprzez wszędobylskie kartony właściciela który wyprowadza się do Paryża. Kolega po fachu tyle, że bodaj pochodzi z Kongo.
Przydałoby się jeszcze dopiąć elementy analityki w potworze. Nie będę szukał nowych, ciekawych blogów. Pojadę i wrócę do biura. Przez Diebsteich oczywiście.
Two steps behind …
Róźne miejsca, osoby, sytuacje.
Antyczne infolio z kamiennymi kartkami, miasto-księga trzech narodów na którego stronach pozostało jeszcze wiele do wyśnienia i zrozumienia.
Zachód słońca nad hamburskim freihafen. Ulice pełne kultury islamu.
Zmarszczone brwi nad próbami lektury setek bezwartościowych zapisów pokolenia konsumpcjonizmu.
Co jest, co będzie a co mogłoby.
Zapomniane nuty two steps behind. Czy rzeczywiście pisać o emocjach?
Moje namonologu rozciągnięte pomiędzy trzema miastami: tym skąd jestem, tym gdzie zostałem i tym w którym jestem. Szczyt we mgle smagany burzą. Bezkresne przestrzenie górskiej swobody.
Trzy tysiące sześćdziesiąt dwie sekundy.
Przestrzeń zamknięta, której granicami jest mur percepcji w którym na chwilę pojawia się szeroko otwarte okno.
Zamykam oczy i budzę się na placu Małostrańskim gdzie w witrynach odbija się wertykalnie przesłanie pravda vitezi a echo niesie poetę: „wierzę, iż sprawy ludu Twojego do rąk właściwych powrócą”.
Na zewnątrz jest rzeczywistość.
Pracowita sobota, mógłbym …
Pracowita sobota, mógłbym powiedzieć nawet, że kreatywna. Radość z dawania. Coś czego chyba zbyt mało jest dzisiaj na świecie.
Usiłuję zrozumieć co znaczą pewne skróty w ogłoszeniach o wynajmie mieszkań. Moja znajomość niemieckiego sprowadza to jednak prawie wyłącznie do usiłowania. Mam nadzieję, że w poniedziałek jednak wybrnę z jakąś ciekawszą opcją.
Uwiera mnie coraz bardziej jeden projekt, dokończony przeze mnie lecz niestety utknięty u kogo innego. Kompletnie nie mam pojęcia jak to ugryźć. Taki pat.
Dzień nastawiony bardziej na wizualizację niż na potoczystość tekstową a coraz mniej jest do czytania, niestety.
(notka zawiera polskie litery) …
– a jak jest?
– blogo…
Nie przepadam za patentami …
Nie przepadam za patentami toplajerowymi ale to jest naprawdę niezłe.
Czy możecie potrzymać trochę kciuki za moje dzisiejsze poszukiwania mieszkania? Mam wrażenie, że będzie albo bardzo kiepsko albo też bardzo dobrze.
Niepotrzebne skreślić …
Hedonistyczna notatka poranna …
Popaprało mnie zupełnie. Jak mi dobrze dzisiaj po wczorajszym znieczulaniu się za pomocą środków wysokoprocentowych.
Ukłony dla miłej Pani za dokończenie poprzedniej notki. Pomoc przyszła w naprawdę krytycznym momencie.
Po całym dniu przebywania z …
Po całym dniu przebywania z kosmicznymi technologiami jedynym ratunkiem okazuje się być Schanze (oczywiście dla psyche nie dla samopoczucia). O ile to można tak określić kiedy goni się z baru do baru a potem do biura. Bo może by blog. Bo może by notka?
[…]
Z duszą na ramieniu ale i drżeniem. Pisanie dla kogoś, za kogoś i tania wódka, nie zniosę tylu emocji przed spaniem chyba. „terza chyab już lepiej”, kwiatki i kieliszki, w intrygującej barowej dzielnicy, z fajnym Panem, o bardzo fajnej fazie, takiej urokliwej virtual insanity której. Każdemu brakuje?
Po całym dniu zapatruję się …
Po całym dniu zapatruję się bardziej niż uważam. Siły mam na tyle chyba żeby nie uważać, że to jest spowodowane brakiem snu. Ostatnio. Natłok czegoś lub raczej może bardziej blokada. Potrzeba frazy. Nie gry słów.
Jak zrobić ms networking na …
Jak zrobić ms networking na mac os 9.2? Dzisiaj chyba jest trzynastego.
No to mi zdecydowanie …
No to mi zdecydowanie poprawiło humor: „Polacy chcą pracy, ale nie dalej niż kilka metrów od domu.”
Do notatnika dopisuję nowe jak dla mnie słowo: lans.
Good morning Hamburg …
Good morning Hamburg. Cokolwiek to znaczy.
Słabsza chwila …
Te cztery dni bardzo szybko minęły. Zdecydowanie za szybko. Jakiś drobny smuteczek jest, że trzeba się znowu rozstawać. Dzisiejsze czasy nie rozpieszczają nas, cieszy mnie atrakcyjna praca i możliwość utrzymania się. Truizm, prawda? Tylko skąd ten smutek kiedy patrzę przez okno jadącego autobusu?
Może dlatego, że ani nie jestem ani tam … ani tu …
Taka … słabsza chwila,,,
Na messendżerze też cisza …
Płyn nabyty. Mój organizm chyba jest trochę zdenerwowany mocniejszym weekendem niż przewiduje to przeciętna norma spożycia. O padole virtualinsanitowym nie mam nawet co pisać: wystarczy spojrzeć na toplistę blogów. Na messendżerze też cisza, wszyscy poszli chyba kultywować tradycję. Dodatkowo technologia onetowa płata mi jakieś figle.
Chyba nie wytrzymam dzisiaj sam ze sobą i dziwną mieszaniną złośliwego poczucia humoru oraz lekkiego kaca.
Kątem oka obserwuje pudełko …
Kątem oka obserwuję pudełko kart na półce. Tak jest dobrze, wczoraj ruszyłem się w sam raz. Przydałoby się coś do picia…
Fun Lovin’ Criminals – …
Fun Lovin’ Criminals – Scooby Snacks. Trzeba się ruszyć.
Komjunity …
Wstałem od stoła. Wertuję blogi. Moi mili Czytający – ilu z Was prowadzi bloga?
Koan na dzisiaj: przyzwyczajenia ograniczeniami.
Świat zamyka oczy i nie …
Świat zamyka oczy i nie patrzy. Ona czuje w sobie duszę splotu. Spokojnie smakuje gęsty owoc. Obejmuje las obejmuje ją. Plątanina wiosennych i jesiennych. To co się nigdy w świecie nie zdarza.
A oddechy muskają pnie i korony drzew. Gdzieniegdzie siada motyl. Czasami to ptak. Energia której nie umie jeszcze oddać. Dlatego traci siebie a magowie uwijają się w obrządku tak by ceremonii nie cofnąć. Powoli kończy się świadomość a zaczyna imperium. Ogień który każe przestać, zmienia kolor i kształt – wbija się w umysł i tworzy obraz wzgórza nad morzem. Ona zbiega na plażę.
Czuje powiew od gorącego piasku w kolorze niebieskim. Gdzieś z gór fen niesie pył. Wznosi ręce do góry, bo nie chce się wydostać z tego więzienia. Gorące żółte świetliste morze. Opiera się w swojej wizji z grymasem na twarzy.
Opiera się realności tego jeszcze wiele razy. Fala uderza z impetem, skacze do morza i płynie.
Tylko czasami gdy świat otwiera oczy to ona ma krew pod paznokciami.
Wojna, terror, wypadki, …
Wojna, terror, wypadki, złewiadomości…
Uwolnić się…
Uwolnienia od wszelkich trosk, zmartwień i problemów Wam życzę.
Niech cieszą i radują Was rzeczy i sprawy, małe i duże.
Nie tylko w te Święta.
Z całego serca.
Kilkoro żebraków pod …
Kilkoro żebraków pod kościołem. Dwóch pijaczków spierających się o to co bardziej zwala z nóg. Dziewczęta ubrane z wyjątkowo tandetną ekstrawagancją. Hipermarket zatłoczony do granic możliwości ludźmi żyjącymi poniżej minimum socjalnego, pakującymi zakupy do samochodów za kredyt na których ich nie stać.
Kraj niebywałych kontrastów. A to Polska właśnie…
Trzymam zwitek banknotów. Pani w okienku obrzuca pogardliwym spojrzeniem, pyta od niechcenia to ile mam tego wymienić.
Zmęczenie? Frustracja?
Prozaicznie kontynuując …
Mam wrażenie, że playground czasami pomału przeistacza się w battleground. Użyszkodnicy na całym świecie są tacy sami. „Popsuło się, chodziłem po stronach porno ale ja powyrzucałem już te wszystkie świństwa co się instalują”. Tak. Na pewno.
Sytuacja wyzysku spowodowała, że refleksje chyba odłożę na podróż. Z jednym małym ‘ale’. Trudno sytuację kiedy zabieram komuś pracę nazwać wyzyskiem. Nie wytrzymuję nerwowo kiedy widzę jak ktoś, łagodnie mówiąc, męczy się z czymś co zrobię szybciej, lepiej i w dodatku będę miał nad tym kontrolę. Wiem, to zboczenie zawodowe.
W drogę, za cztery godziny Szczecin.
Któraśtamnasta godzina pracy …
Któraśtamnasta godzina pracy a wrażenie jakby dalej w połowie. Słowa już się same sklejają. Próbuję uwierzyć, że jestem w stanie jutro wcześniej wstać. Pocieszenie, że jutro szybciej będę w Szczecinie niż zazwyczaj (o te kilka godzin, wieczorem, nie w nocy). Po głowie plątają mi się same horrory heksadecymalne.
Była gdzieś tu koło mnie mała przypowieść Zen albo raczej pomysł na nią ale gdzieś ją chyba datenverbindungi pożarły i nie oddały. Trudno. Może zwrócą.
Prawie jak w równoległej …
Prawie jak w równoległej rzeczywistości. Puste biuro, (znowu) dzbanek kawy i ODBC connections. Trudno. Przypomina mi się slogan marketingowy dawnego klienta który umieścił na swojej stronie takie oto coś: „rzeczy niemożliwe robimy na wczoraj, cuda stwarzamy na pojutrze”. Jednak pomimo to lubię to co robię. Czy jestem nienormalny?
Nowy lepszy świat…
Soczek. Niemożliwe staje się codziennym narzędziem a współpraca zastąpiła spory internacjonalne. Nowy lepszy świat? Może. Najbardziej w swojej pracy lubię ten dziwny wyraz twarzy użytkowników kiedy coś dzieje się samo…
Prozaicznie
Prawie już jedną nogą jestem w świętach. Tylko po co te nieporozumienia na linii Hamburg – Warszawa. Nie rozumiem jak ludzie mogą sobie tak na siłę utrudniać współpracę. Może po prostu niektórzy nie powinni ze sobą pracować. Daily dose of visuals też mi jakoś dzisiaj nie wchodzi. Poczekam lepiej na rozwój sytuacji…
Kiedy fala rozbija brzeg…
Wiosna. Czuję to w powietrzu. Czuję to w zapachu ulic po kwietniowej burzy. Czuję to w aromacie pierwszego kwitnienia. Czuję to w pierwszym wiosennym zaspokojeniu pragnienia. Przychodzi. Każe się poruszyć gdziekolwiek jesteś. Stwarza Tobie niepokój ale i radość wtedy, kiedy fala rozbija brzeg…
Poniedziałek taki jak lubię. …
Poniedziałek taki jak lubię. Trzy skrypty w tle robią to co powinny: czarne ekrany z przelatującymi cyferkami i literkami straszą przechodzących userów (czyli pokazują i działają). Jest dobrze (oby tak bezzmian).
Nie ma miejsca na …
Nie ma miejsca na stereotypowe pomysły – polecam do porannej kawy.
b(-101)
Umiejscowienie: virtual insanity:
– masz pamięć do cyferek?
– średnio.
– czy jak jest błąd na onecie to jest b(-101)?
– tak, a co to za błąd?
– nie wiem, jakiś wewnętrzny…
Lekarstwo na duszący bluszcz który jednocześnie truje bez nacisku nawet a jeszcze gorzej gdy się zaciska na szyi – tak coraz bardziej realnie chwyta za gardło, sugestywne, prawda? Tak samo jak zdrapywanie kolejnych masek ze swojej twarzy, kolejnych i kolejnych. Bez końca, bez dotarcia do prawdziwego ja, które można będzie odkryć, pokazać i dzięki niemu w końcu normalnie żyć. To jest obietnica raju – nie gdzieś tam po śmierci, ale tu ma być wybawienie, jeszcze za życia, zaznanie spokoju, odkrycie siebie i wola, przede wszystkim niczym nieskrępowana – ani własną ułomnością, ani ułomnością nikogo innego.
Ponieważ taki sens istnienia dyktuje brak woli poza naszym wyobrażeniem – w momencie imaginacji tego bowiem następuje śmierć intelektu i duszy. W miarę ukształtowana istota cofa się w sferze woli do poziomu rośliny. Dalej niby posiada intelekt – tak trzeba to nazwać, bo bardziej go posiada niż używa, dalej posiada funkcje życiowe, lecz w obszarze samowolnego działania jedyne co przejawia to daleko posunięty marazm – z jedynymi wyjątkami, by się terminologii roślinnej trzymać, kiedy wystawia twarz na przysłowiowe słońce, wykonuje jedną czynność, którą lubi i w którą nie musi wkładać zbyt wiele wysiłku.
Panaceum na błąd? Ekspresja do wewnątrz – bo dopiero myśl i działanie do wewnątrz, odbite od własnej duszy, mają swój ciężar i cel i skutek.
Nieprawda?
Czasami od naszych słów …
Czasami od naszych słów zależy znacznie więcej niż mogłoby się kiedykolwiek wydawać. Problemem znacznie bardziej wydaje się być formowanie niż stwarzanie – z drugiej strony widocznym jest w większości z pięćdziesięciuiluśtamtysięcy przypadków, że formowanie również nie stanowi najmniejszego problemu. Prawda?
Przerwa na kawę. Fetysz, no ale cóż zrobić.
Natura spłatała figla. Tak …
Natura spłatała figla. Tak jak w zwyczaju natury to leży. Dziwna reakcja połączenia burzy z dzbankiem kawy zaowocowała korzystną negocjacją. Chociaż deszcz powinien padać dwanaście dni, osiem godzin i szesnaście minut – to po prostu przeminął o porze najmniej odpowiedniej kiedy to i tak przemierzanie (warunki do focenia) ulic stało się bezsensowne.
Rzeczywistość w skosie, ironicznym lekko. Deprymuje to nieco ale i pozwala ogarnąć trochę lepiej. Może to ta negocjacja? Dobrze, że maszyny wykonują za mnie pracę, aczkolwiek to spowoduje pewnie nowe sytuacje.
Zupełnie swojądrogą salami świetnie się sprawdza jako chipsy.
Podziwiam, nie pisałaś przed wojną bloga?
Kawa, blurp. Newsgroups: …
Kawa, blurp. Newsgroups: pl.rec.gory, pl.comp.lang.perl. Poczta. Po obowiązkach czas na porcję wrażeń wizualnych, designmadeinpoland, Magdalena Cyrczak oraz kraj dobrobytu i optymizmu.
Wyszło słoneczko, Alster czy Altona?
Sieć.
No tak. Temat mnie nie ominie. Chociaż jak czytam to wchodzi bardzo opornie. Co innego staccato słów: „nie wnikam z innymi bo oni po prostu ciągle czegoś chcą”. Ładny rytm w zdaniu. Za krótko? Taki jest blog wg mnie.
Tak, wiem: kąsa mogę dostać za tę notkę. Szczerość.
Ma być więcej na temat?
Powoli się z tych otmętów …
Powoli się z tych otmętów wydostaję. Ruch jakiś. Może to wiosna? Trochę zamieszania się stało w rzeczywistości. Słabo wyczuwalne pewne przesunięcie. Coś jak patrzysz na przedmiot przez szkiełko. Takie lekko załamujące.
Z drugiej strony to jest w tym skrzywieniu delikatnym, momentalnym, wyraźniejsze, lepiej wyczuwalne z lepszą perspektywą. Dotykalne.
Pożókła kartka z bloga …
Pożókła kartka z bloga (08.12.2000):
Kiedy chemia różnych sytuacji zostawia ślad w mózgu jeszcze bardziej trwały niż może to się nawet postronnym obserwatorom i wnikliwym wydawać. Bardziej można, uwierzcie. Bardziej można się jeszcze zdziwić samym sobą i wadami, uszkodzeniem mentalności. W momencie kiedy inaczej zaczynasz robić niż myślisz i zaczyna ci to przeszkadzać to paradoksalnie zapytam co wtedy zrobić? Kiedy wola nie nadążą za umysłem – jest bezsilna a umysł nakazuje jej co innego.
Czy można kombinować i udawać, że nic się nie dzieje – zwalać winę na karb huśtawki nastrojów, zmiennego samopoczucia, czy próbować wmówić sobie żelazną dyscyplinę za pomocą środków, których tak naprawdę się nienawidzi. Pytania są lecz odpowiedzi nie ma. Terapia sama się wtedy przeradza w tortury, a tortury w źródło choroby, i tak bez końca, bez żadnych szans na jakąkolwiek odnowę.
Czasami kartki w blogach żółkną znacznie szybciej niż te papierowe…