Archiwum styczeń, 2006

Dawka

Pomimo tego, że dzisiaj wtorek to jakoś tak trochę spływam z krzesła.
Myślę raczej o tym, żeby coś wykoncypować na obiadokolację. Problem ten zawsze palący jest i onegdaj nawet regularnie doprowadzał do kłótni małżeńskich z reguły przy stercie kurczaków w Netto.
Nic to. Trzeba dawkę kolejną kofeiny przyjąć w organizm i stawić dzielnie czoła wymiarowi dziwnych znaków.
A tak na marginesie, to zwrot powyższy, wydaje mi się, że wymyślił Promyczek a nie autorzy blog.dokument. Chociaż mogę być jeszcze rankiem skołowaciały.

Per saldo

Obolałe gardło i lekkie niedospanie nie współgrają dobrze z ekspresowym tempem pracy (zwłaszcza w poniedziałek). Nie mogę jednak na nic narzekać ponieważ spędziłem wydłużony weekend intensywnie się relaksując. Milczeniem mogę tylko pominąć fakty, że trud niektórych zabiegów relaksacyjnych chyba zbyt mocno osłabił mój organizm w który wdała się chyba jakaś infekcja.

Również milczeniem potraktuję tzw. dzieło filmowe o podejrzanym (przyznam, że dopiero teraz dla mnie podejrzanym) tytule ‘Tylko mnie kochaj’, którego najjaśniejszym punktem jest dowód, że dziecięcy urok wygrywa ze sztabem aktorów zawodowych, scenarzystów, kameramanów etc. Szczytem rozkoszy są nachalne ujęcia na warszawski skyline z jakimśże parkiem na pierwszym planie które to zapewne mają budzić skojarzenia z pewnym rozległym zieleńcem na Manhattanie.

Czuję, że za diabła już dzisiaj się nie zabiorę za pewną obrzydliwą rekurencję – choć z pewnym poczuciem winy powininem dzisiaj bystro klepać w klawiaturę o przynajmniej trzydzieści minut więcej niż ustawowe godziny pracy – co chyba uczynię spryciarsko, tak żeby z biura pójść od razu na przystanek autobusowy poczekać na Młodą.
Należy zatem wyrzeźbić jakiś śliczny poniedziałkowy raport dzienny z pracy i zastanowić się jak zapewnić sobie przypływ geniuszu (najlepiej przez sen).

Muszę zatem przyznać, że wolne plus nieróbstwo plus impreza domowa, parapetowa plus (a niech tam) kino i nie tylko spowodowały, że per saldo to humor poniedziałkowy mam całkiem dobry a w dodatku w domu zjem z Promyczkiem resztę chili con carne (które to chyba już przegryzło się wybornie).
Taka terapia autosugestią na początek tygodnia.

Widok z pokoju na pl. Żołnierza

Z urlopem w piątek, zaległym jeszcze z zeszłego roku w dużej ilości, patrzę jak poprzez mgłę i smog, pierwsze promienie słońca w lekko cukierkowy sposób oświetlają wieże kościołów przy placu Zwycięstwa. (Znacie zapewne tę mgiełkę poranną w ruchu miejskim, kiedy w jaśniejszych fasadach i zdobieniach odbijają się promienie wschodzącego słońca.)

Św. Jakub wybija godzinę i wbrew temu co mówią nad szklanką piwa w przybytkach różnej maści, miastu temu nie wyrwano serca i nie wymazano pamięci.

Echo dzwonu odbija się na Zamku gdzie księżna Anna wypatruje swojego męża z dalekiej wyprawy do Jerozolimy. Głos wybijanej godziny dobiega do Rzeki na którą miasto dzisiejsze się obraziło lecz która płynie tak samo jak przed wiekami, gdzie rybitwy i woń nadrzeczna oznajmiają przybyszom z głębi lądu, że właśnie stąd wypływają statki na cały świat.

Löwe przechadza się po placu św. Jakuba i w krokach na kamiennym bruku wysłuchuje przyszłych nut swojej muzyki. Księżna Anhalt-Zerbst patrzy z okien pałacu na fontannę i rozmyśla o tym co przyniesie jej tron carski w Rosji.

Kupcy i rzemieślnicy w gwarze szynku w piwnicach Ratusza rozprawiają o brawurowych wyczynach imć Wyszaka, jego wyprawach i zdobyczach. Niewiele dalej uliczką pod górę bankier Loitz w swojej rezydencji rozmyśla o wypłacalności króla polskiego.

Dzisiaj wieczorem w półmroku Czarnego Kota Rudego pan Opatowicz oznajmi zgromadzonym gościom, że przyjemnie by było wesprzeć utrudzonych artystów kieliszkiem wina lub czegoś mocniejszego. Na ulicy księcia Bogusława, biesiadnicy przemierzający każde pięć metrów od lokalu do lokalu, narzekać będą na doskwierający mróz.

Promienie słońca zaczynają ogrzewać posąg Colleoniego, kondotiera z utrąconym mieczem.

To nowy dzień nad miastem, wyjątkowy jak każdy z miliona innych.

Homo fotoness

Jedną z niesamowicie wpływających na dobre samopoczucie rzeczy jest wydłużający się dzień. Przyjemnie jest powędrować do biura kiedy nie jest jeszcze ciemno oraz legnąć się w domu na oddech z kawą i papierosem kiedy nie ma jeszcze wieczornego zmroku.

Wnioskuję z tego, że człowiek jest istotą światłoczułą na podobieństwo materiałów fotograficznych (homo fotoness?), chyba raczej atawizm to nie jest – rozważać tego nie będę ponieważ moja wiedza z zakresu nauk przyrodniczych jest gorsza nawet od znajomości przedmiotów ścisłych. Czyli na szarym końcu jest.

Idę się naświetlić przed biuro i pochłonąć trochę substancji smolistych.
Hmm, a to już chyba jak u roślin – fotosynteza :)
Obiecuję, że nie będę sobie powtarzał ‘nie jestem rośliną, nie jestem rośliną’ – to po prostu kawa w biurze ma zaniżoną zawartość kofeiny.

Teatr Mały

Może artykuł i nienajświeższy ale za to termin się zbliża. Otwarcie nowej sceny w Szczecinie: Teatr Mały na Deptaku. Wróży to coraz lepiej i temu miejscu i miastu: może i nadejdzie czas kiedy w mieście będzie więcej teatrów niż hipermarketów.

Zaintrygowany możliwością, skonsultuję się z przyszłą małżonką :)

 

edit po dwóch „komentarzach”: to jest dobry pomysł na humor z rana: idiotyczne wpisy pod notką i dobra kawa :)

Scratch

Scratch jak w sformułowaniu ‘from a scratch‘. Ze sukcesem. Jak dzisiejszy wrapper asp do tzw, dynamicznego html’a. Do końca tygodnia osobny ‘from a scratch‘ z rekurencją w sql’owych zapytaniach. Czyli tradycyjnie drzewka danych.

Chyba trzeba dzisiaj iść wcześniej spać ;)

Bazgrolnik

Nie lubię nadmiaru wielokropków.
Nie cierpię fatalnej typografii.
Nienawidzę wojny płci –
– najczęściej uskutecznianej przez wykastrowanych samców i nieatrakcyjne samice.

Nie znoszę egzaltacji.
Nie rozumiem obłudy bocoludziepowiedzą.
Nie trawię błędów ortograficznych.
I dlaczego pół Usenet’u ma koty?

/taki mój bazgrolnik na dzisiaj/

Technologiae

Spędziłem kilka nocy (co widać po ostatnich notkach) nad dość rozległym projektem. Wprawiło mnie to w pewne nie do końca ujawnione przemyślenie.

Na przestrzeni kilku(nastu) ostatnich lat nastąpiła moim zdaniem drastyczna zmiana w podmiotowości programowania (tak to umownie nazwijmy). Czysty algorytm z pętlami i warunkami od punktu A do punktu B został zastąpiony przetwarzaniem rozproszonym. Zatem sposób myślenia o zagadnieniu czy też danym projekcie musiał się przesunąć ze ścisłego, analitycznego myślenia w kierunku lingwistyki. Ze względu na składnię czy też nieoznaczoną w stosunku do algorytmów, przestrzeń obiektów, zdarzeń, metod i właściwości, mam dzisiaj bardziej do czynienia z pisaniem wersów o charakterze białego wiersza niż z równymi akapitami literatury faktów.

Tutaj pojawiają się pytania na conajmniej kilka odcinków serialu o opisaniu świata dzisiejszego i zapewne przyszłego:
Na ile programiści dzisiaj stają się bardziej humanistami niż laborantami w białych fartuchach?
Na ile odwzorowania konstrukcji logicznych coraz bardziej będzie przypominać klasyczną retorykę, logikę czy inne kierunki humanistyczne?
Kiedy obowiązkowym i poważnie rozpatrywanym przedmiotem studiów programowania i projektowania będzie filozofia, socjologia i psychologia?
Jak bardzo specjaliści od reklamy wkroczą w sferę sztuczek psychologicznych w zakresie komunikacji wizualnej w oprogramowaniu (bo co do reklam oraz najpopularniejszych programów telewizyjnych to nie ma wątpliwości, że dawno wkroczyli)?
Co przyniesie spór pomiędzy zwolennikami open source czy Perl Artistic License a producentami i konsumentami ze świata tradycyjnych korporacji?

Sprawy technologii to jedna z najbardziej galopujących dziedzin. Dziedzin  naszego życia.
Ponieważ technologia coraz bardziej nas otacza i coraz bardziej nie możemy się bez niej obyć. Co przyniesie następny rok? Jaki będzie postęp technologiczny w następnym miesiącu? Jaka przyszłość czeka nas jutro?

A może przyszłość dzieje się już dzisiaj?

Koan?

Z każdym dniem uczę się coraz więcej.
Im więcej wiem tym więcej widzę, że jest przede mną.
Ewidentnie wykorzystuję czas do granic możliwości.
I budzi to we mnie wewnętrzną radość.

Plan

Wszystko idzie zgodnie z planem.
No może z drobnym poślizgiem.
Zmieniają się tylko godziny.
Autoironia mode on.

Fast

Szybki weekend z szybkim odpoczynkiem po szybkim tygodniu, heh.
Tydzień który się właśnie rozpoczyna będzie nie mniej szybki.
Dlaczego jeszcze właściwie nie śpię?

Się skracam

Dawno już blogsystem nie zeżarł żadnej notki. Widocznie już zgłodniał.
W sumie nie ma co się dziwić – minęło pierwsze dziesięć minut dnia trzynastego w piątek.
Zżera mnie ciekawość i skracam się zatem oraz steruję w stronę komory regeneracyjnej.

Wersja 2.0

Poprzez krople deszczu w wieczornej odwilży która naszła miasto wieczorem, staram się zrozumieć dokąd zmierzają pewne zachowania ludzkie. Z jednej strony w blogsystemie czytam, wydaje mi się, nieco ironiczny komentarz o niewygórowanych zarobkach, z drugiej strony, moje lekkie uniesienie brwi powoduje nieco egzaltowany wywód o: „w jaką pogoń za pieniądzem wdaje się społeczeństwo i jak to jest źle zaniedbywać wartości rodzinne oraz jak to polepszyć”.

Telewizor straszy mnie drugą (nomen omen) edycją makabreski w której różne uczestniczące panie za pomocą skalpela, prania mózgu i innych tym podobnych zabiegów (wliczając w to o zgrozo, ćwiczenia na siłowni z którymi to problem mają największy), stają się, że tak powiem, wersjami 2.0 po to żeby, cytuję „podnieść samoocenę” i to wszystko na czas, w przeciągu trzech miesięcy.

Wiem, że akceptacja siebie i najbliższego otoczenia (z czym osobiście jest mi bardzo dobrze) to wydarzeni mało medialne. Natomiast pewien postęp w kierunku tzw, udoskonaleń (aż ciśnie się na usta apgrejdów), który od jakiegoś czasu obserwuję, zaczyna mnie napawać sporym lękiem.

Może być tak, że popadam w pewien nazbyt optymistyczny samozachwyt co powoduje stagnację osobniczą – tak mógłby niejeden tzw. autorytet orzec.
Imaginuję sobie jednak, że dzieje się tak, ponieważ pojawiające się negatywne sygnały i sytuacje, równoważą się z moją stabilnością akceptacji i dlatego też nie odczuwam nagłej i silnej potrzeby wizyty u chirurga plastycznego lub trafienia szóstki w totka.

Na marginesie tylko jeszcze mnie zastanawia to: czy na dzisiejszej konferencji prasowej, nowa minister finansów była nie w humorze czy wręcz przeciwnie: wystąpiła w nieco polepszonej wersji.

No chyba, że zaczynam popadać w paranoję, staczam się do wersji sprzed 1.0 i kompletnie nie rozumiem wewnętrznej potrzeby apgrejdowania :)

Równoważniki

Wyczuwam spokój i siłę z każdym porankiem – a poranki ostatnio zaczynają być czasami słoneczne.
Dni stają się coraz dłuższe – kiedy wychodzę z pracy to jest jeszcze odrobinę jasno.
Wyczuwam siłę i spokój wraz z nocną ciszą – z radiowozami pomału patrolującymi główne ulice.
Chyba robi się coraz później – coraz więcej jest też mnie.

Spokój

Intensywny poniedziałek, chociaż z reguły wystrzegam się przemęczania w ten dzień jak tylko to jest możliwe.
Różne sprawy w kalejdoskopie biura które coraz bardziej odbieram z dystansem. Coraz bardziej – im bardziej stara się to wszystko przyspieszyć i wpłynąć tym bardziej jestem spokojny i uśmiechnięty.
Nie ostatni wieczór z przedłużonym dłubaniem w wymiarze dziwnych znaków (ale nie-biurowych).
Zdania piszę już nie takie płynne, już nie składają się tak łatwo.
Pora spać.
A za oknem pomykają autobusy nocne.

Satelita

Obserwuję satelitę który krąży wokół księżyca. Podpowiada mi, że pora iść spać.
Na liście „do zrobienia” jeszcze jeden element oraz zupełnie osobny projekt do zastartowania.
Trzeba zdeinstalować choinkę.
Przeglądam portfel na ten miesiąc.
Zaczynam coraz bardziej doceniać zalety nowej Sieci w naszym domu pośród nocnej ciszy (jeżeli nie wliczać policyjnych syren na ulicy od czasu do czasu i rozweselonych biesiadników przemierzających centrum).
Rozpoczyna się poniedziałek.
A na dworze -5 stopni.
Nowy tydzień.

Fjużyn

Siedzę na kanapie i wklepuję uparcie kolejne kilogramy linijek w asp a przede mną nie widać jakoś końca tych zadań pracowych na dzień dzisiejszy.

Inna sprawa, że natłok ten kompletnie mnie nie martwi ani nie psuje humoru.

Obok śpi zmęczony Promyczek który w weekendy musi odespać swoje mniej lub bardziej poranne wstawanie do pracy. Błękit nieba i słoneczna pogoda zachęca do wyrwania się na jakiś spacer fotograficzny, niestety dzisiaj jest to z wyżej wymienionych względów niemożliwe.

14:08 i żołądek trochę daje znaki, że pora najwyższa na trochę większe conieco a garnek kusi kapustom s párkami które może niedokładnie powstały na wzór tego przepisu (bo powstały na wskutek zaadaptowania parówek marki Frajda w zamrożonej, wigilijnej kapuście z grzybami od Teścia, za pomocą maggi oraz ziół wszelakich) ale też dobre są.

Tak mi się dzisiaj dobrze pisze te zaległe skrypty, że na razie nie ruszę do tego garnka, wena pryśnie i będzie zgrzytanie zębami. Ale tylko _na _razie się nie ruszę :)

A wieczorem Maleńczuk na deptaku w ramach Orkiestry. Taki nie do końca spoczynkowy dzień w stylu fjużyn :)

Wzmocnienie

Tak patrząc na naszą dwumetrową choinkę zastanowiłem się przez chwilę nad tzw. postanowieniami noworocznymi. I jakoś tak zapatrzony w światełka doszedłem do wniosku, że przyszły one do mnie same. Nie wiem czy to dobre słowo ale po prostu wyniknęły. Pomimo tych czy innych obaw czy drobnych lęków, przyszły i przyniosły wzmocnienie, którego już dawno, bardzo dawno, nie doświadczyłem.
Nie wiem czy to suma wrażeń lub przeżyć ostatnich lat, czy po prostu kwestia wieku ale mogę powiedzieć, że wszystko  w naturalny sposób zamyka się w spokoju, sile i równowadze, otwartej przestrzeni błękitnego nieba.

Delete

Obserwuję zachodzące zmiany w internecie od ładnych kilku lat lub więcej. I zawsze mnie jedna rzecz zdumiewa najbardziej: co kieruje takim osobnikiem dajmy na to mieszkającym na emigracji w Niemczech, załóżmy, że to jakieś 300-tysięczne miasto, możemy nawet założyć, że Karlsruhe…
Co kieruje takim osobnikiem, który o stałych porach ulubił sobie wypisywanie bzdurnych paszkwili w komentarzach?
Potrzeba odreagowania stresów dnia codziennego? Poczucie krzywdy i odosobnienia?
Napisz jak jest ciężko lub coś o sobie, napisz coś co się nie nadaje tylko i wyłącznie na śmietnik, coś czego nie będę musiał momentalnie kasować…