Archiwum luty, 2007
Otagowany czyli berek
Jak to można nazwać? Zablogtagowany? Pomysł na zabawę przedni a i w powietrzu czuć wiosnę
reguły są proste: klepnięty przez poprzednika opowiadam o pięciu mało znanych sprawkach osobistych i podaję dalej pięciu osobom.
Zablogtagowany przez CoSTę zeznaję:
- W okresie nastoletnim byłem pióraczem. W swoim mniemaniu byłem podobny do James’a Hetfield’a (Metallica). Żona patrząc na zdjęcia twierdzi, że raczej do Dieter’a Bohlen’a z najbardziej topowego okresu w twórczości Modern Talking.
- Nie mogę oglądać horrorów. Nawet takich tandetnych. Boję się i muszę się schować pod kołdrę a w Diablo muszę grać z wyłączonym dźwiękiem.
- Kiedy doprawiam coś maggi to muszę przedtem za każdym razem odrobinę jej łyknąć – inaczej zawsze przesadzę.
- Będąc sześciolatkiem zacząłem rysować plany miast. Nie wiem dlaczego. Potem zacząłem kolekcjonować mapy i tak mi zostało do dzisiaj.
- Przed wyjściem z domu jeżeli muszę o czymś pamiętać to w ściśle określonej kolejności, np. komórka, klucze, pieniądze. Inna metoda sortowania powoduje drażniące uczucie chaosu. Podobno nie jestem pedantem.
To tyle
– a zaklepanie dalej otrzymują:
Widok z Rödingsmarkt
Okazuję się teraz, po tzw. czasie, że odkrywam sporą przyjemność w spojrzeniu z Rödingsmarkt na widok z pierwszej graficzki którą podarowałem żonie. Niezwykle harmonijne uczucie.
A z boku St Michel.
Wyładniało to miasto albo mi się tylko tak tego lutego wydaje
Jednostki miary?
Dziwna prawidłowość w takich skupiskach biur w centrach miast: im większa zbiorowość firm zorganizowana na dużej powierzchni tym pojedyńcza jednostka egzystencji mniejsza.
Inna sprawa, że gdy tak teraz się rozglądam po ograniczonej panoramie Hamburga za oknem to widzę, że ze wszystkiego da się zrobić biuro lub np. dobudować dwa pięterka.
Na wnioski dzisiaj to ja jednak za mało spałem w podróży tradycyjnym środkiem lokomocji w relacji Szczecin-Hamburg.
Kotek Bełkotek wskoczył
Pani z dedlajnem na karku:
– To ja za chwilę oddzwonię jak tylko dowiem się w tamtej firmie numer majlu…
A tak po 14-stym lutym
Na odcinku dom-praca zawsze mijam miejsce bardzo charakterystyczne czyli mały targ kwiaciarek z placu Sprzymierzonych. Wczoraj przemierzając miasto w poszukiwaniu zgrabnej i odpowiedniej maskoty, siłą rzeczy musiałem się przepchać przez tłumek panów o preferencjach goździkowych. O ile rano w moim zaspanym odrobinę umyśle, widok ceny 8 złoty sztuka-róża u delikwenta przy bramie który zapewne florystą nie był, wzbudził jedynie drobny odruch moralnego sprzeciwu, to okolicznościowa promocja w godzinach popołudniowych u kwiaciarek, w granicach 250% cen powszednich, trochę więcej niż zastanowiła.
Otóż Panowie: zdecydowanie bardziej opłaca się kochać kobiety swego życia na codzień niż od święta.
Ja to potrzebuję
Właśnie dochodzę do wniosku, że najbardziej wkurzającym komunikatem telefonicznym jaki może obwieścić osoba na niwie zawodowej jest: ja to potrzebuję na dzisiaj (jutro). Chciałoby się w takich momentach odpowiedzieć: a co mnie to obchodzi? Chciałoby się ale nie mogłoby się (ale do czasu).
Brak daty
Nie pamiętam dokładnie daty, przyjmuję, że to było około lub jakoś-tak. Trzy lata temu wyjechałem do Hamburga odpracowywać swoje błędy oraz również długi.
Nie oceniam czy to względnie długo czy nie. Na pewno wiele rzeczy nauczył mnie ten czas i nie był on stracony. Tak naprawdę to żaden okres w moim życiu nie był do skreślenia bo ze wszystkiego można wyciągnąć wnioski, jeśli tylko się tego chce.
O wiele bardziej
Dobrze się składa, że ten miesiąc jest tak drastycznie krótki bo jakoś zdaje się on być ni w pic ni w oko. Zima tradycyjnie zaskoczyła drogowców oraz ogrzewanie w biurze też nie-za-bardzo.
Lista sprawunków krótkoterminowych odkreślona. Lubię to uczucie kiedy wyrobiony jestem na krótkim dystansie. Pora zacząć tak kontrolować sytuację żeby zawsze odrobinę być do przodu.
A na pewno będzie to łatwiejsze od przyszłego miesiąca. O wiele bardziej.
Coś a’la ważne pytanie w sosie cudzym
Wyparowało ze mnie ciśnienie związane ze sprawami rodzinnymi. Uczucie ulgi to może jest zbyt wiele powiedziane ale na pewno nie targa to mną tak jak na początku. Czasami mamy problem kiedy przed nami pojawia się kwestia wyboru drogi. Tutaj rzecz się dokonała sama i nie zamierzam wnikać w jej przyczyny i skutki. Zabezpieczyć na tyle na ile mogę ewentualną przyszłość – to mogę zrobić, nic więcej, bo to nie ma sensu.
Historie zaniedbań mają zawsze to do siebie, że w pewnym momencie trzeba sobie z pewnych rzeczy zdać sprawę i cytując jedną z najlepszych współczesnych nam komedii polskich: odpowiedzieć na zajebiście ważne pytanie (…) i zacząć to robić. Kiedy nie ma cienia takiej woli to dalsze dyskusje na temat nie mają sensu. Kompletnie.
Paradoksalnie, całe to zamieszanie uświadomiło mi jak wolnym jestem człowiekiem i jak wiele mogę zrobić: tkwienie w ciasnym horyzoncie myśli i poglądów okazuje się być zbrodnią. Wyrządzaną przede wszystkim samemu sobie.
Na marginesie wyszło na jaw, że zaściankowość nie jest wcale takim przeterminowanym pojęciem jakby liberalnie mogło się wydawać.
Ziarnka kawy
W związku z nadciągającą wiosną i ogólnym ociepleniem oraz pozytywnymi wibracjami (do dopracowania jeszcze) wersja kawowa, enjoy