Archiwum maj, 2004

D’bry …

Dzień dobry. Mam katar oraz luki w pamięci.

Shuffle on …

Aha, no i nie uważam żeby (tu słowo na ka), Blue Cafe było większą tandetą od takiego Jedenosiemcośtam.

Noniezabardzo …

Zachciało mi się nowych towarzystw psiakostka. Minął mnie Tom Clark w Mezzoforte. Właśnie mi to tato uświadomił… A tak właściwie to dlaczego tak szybko robi się jasno, co?

Taka cisza jest …

Taka cisza jest. Godzinę przed.

Przeczuwam burzę, pozytywną burzę w powietrzu. Nie tylko tę która leniwie rozpocznie się za godzinę. Zgodnie z prawami nauk bliżej niesprecyzowanych, to co się ostatnio ujemnie odciskało, musi kiedyś oddać in plus.

Szmer klawiatury. Inne podwórka, inne ulice, inni ludzie.

Najwyższa chyba pora wymienić te klaustrofobiczne odbicie St. Michel na coś bardziej energetyzującego.

Czy jestem młody? To jest tak, że czasami każdy dzień jest piekłem a czasami każdy tym najlepszym z reszty życia twojego. Wiek? Zawsze jest najlepszy.

Autostradą do piekła, schodami do nieba.

Stąpam. Tak to jest najwłaściwsze określenie.

Taka cisza prawie. Powietrze lekko zmącone cichymi dźwiękami Travelling Without Moving (Jamiroquai).

Chaotycznie …

Właściwie wypadałoby wspomnieć o czymkolwiek poza pracą. Nieszczęśliwie się jednak tak składa, że poza sprawami zawodowymi to … (tu takie miejsce na małe niedomówienie).

Zapowiada się natomiast całkiem atrakcyjny weekend absolutnie bez cienia rozwiązywania problemów nowych technologii. Szczeciński weekend.

Napiszę, napiszę …

Tygiel …

Wymieszane wszystko w jednym tyglu z którego prawie się już przelewa. Świat wokół mnie lekko chyba zwariował a ja próbuję utrzymać go w ryzach. Z naciskiem na próbuję.

Chyba nie umiem oderwać się od pracy. Pewne sprawy prześladują mnie cały czas. Zbytnie zaangażowanie, czy inaczej się to w nowomowie określa?

Pozbierać to wszystko i uporządkowąć, koniecznie pozbierać…

versus …

(…)

Zaległ horyzont …

Powieki już jakieś lekko ciężkie się zrobiły. Ciemność zaległa nad horyzont. Jakoś tak się niechce. Maleńczuk mruczy, że piwa łyk dogodzi mi. Jest leniwie. Obojętnie i przyjemnie. Mimo, że lekki nerw. Ale dobrze płynie.

Milion nowych dni …

Pracowitość w dziwny sposób łączy się dzisiaj z leniwością. Perspektywa, chociaż żmudna, nie wiem dlaczego, napawa niczym nie uzasadnionym optymizmem. W głowie wizja miliona nowych dni.

Codziennie gramy dla najlepszej publiczności na świecie – jak powiedział kiedyś Eddie Van Halen (chociaż to może był Lee Roth).

Żaluzje …

Żaluzje wprowadziły się do naszego pokoju w biurze (ciężko to tak do końca pokojem nazwać, bardziej pasowałaby nazwa hall).

W tak zwane życie zawodowe również wprowadziło się parę żaluzji. Wraz z porą roku i narastającym nasłonecznieniem bardziej świeci po oczach – porównanie może niezbyt lotne ale i owe nieprzedmioty także zmieniły widoki: lepiej widać.

Z drugiej strony tychże żaluzji – zielono mi – jednak ony zielony, zdecydowanie ma inną barwę.

Kolejka górska …

Kolejka górska w wesołym miasteczku jakgdyby. Nie wiem pogoda taka czy jakieś przesilenie to jest ale tak mam ostatnio. Śpię regularnie, odpoczywam, jem witaminy i nawet ciemne pieczywo a czuję się momentami jak na jeździe Miauczyńskiego ze dniaświra.

Serio nie eteria …

Na przemian deszcz i słońce. Sobota dniem spraw codziennych. Gdzie znaleźć w miarę tani sklep tekstylny. Może by mebel nabyć oraz czym róźni się makromarkt od mediamarkt. Czy potrzebna jest mi kuchenka mikrofalowa? Którędy jedzie nocny 603?

Serio, serio, nie eteria.

Na patefonie Sumo Lounge.

Dzień pełen zaskoczeń, …

Dzień pełen zaskoczeń, koncepcji i przemyśleń. Niestety wszystko związane z technologią. Czy kiedyś będę się w stanie od tego uwolnić?

Na razie uwalniam się na dzisiaj od internetu. Heh.

Ot, tak, beztrosko…

Egzaltacja czy satori?

Przedmioty na pustym prawie stole leżą tworząc kompozycję. Linie ścian w logicznym porządku zbiegają się w narożnikach pokoju. Jasna zieleń liści harmonijnie odcina się na błękicie nieba.

Światło przechodzi w cień który zmienia kształty. Każda chwila wraz ze zmianą wszystkiego co nas otacza przechodzi jak refleks lampy w następny moment istnienia. Każda deformacja jest świadectwem działania i przyczyną swojej egzystencji.

Przestrzeń wypełniona kształtami brzmi swoim istnieniem, będąc lub nie, w ruchu, oznaczając przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wszystko ma swoje miejsce i łączy się w sensowny sposób, układa w jedną całość, jednocześnie wynika i znaczy samo w sobie.

Chwila, spojrzenie, moment, wdech, rytm, harmonia, wydech, mój ulubiony skos, ujęcie rzeczywistości, koncentracja i następna sekunda.

Mieliście kiedyś dziwne wrażenie, że to wszystko ma sens?

Piętnaście centymetrów bliżej konsumpcji …

Zawziąłem się nieco i usiadłem ze stertą ulotek i innej darmochy zapychającej mi skrzynkę. Wszystko mianowicie w celu rozpracowania logistycznego otoczenia. Heh. W końcu mam stać się prawdziwym mieszkańcem tego miasta.

Analiza porównawcza dowiodła niezbicie, że dwa sklepy typu market do których ewidentnie mam najbliżej należą do bezkonkurencyjnie najtańszych. Świetnie. Czyli nie zawsze rzeczywistość płata figle. Swoją drogą asortyment jest zjadliwy – martwią mnie te ceny troszeczkę, czy to jest, przepraszam za słownictwo, nieustająca promocja?

Święto niemalże w środku tygodnia to świetna rzecz. Tyle tylko, że trudno jest mi się teraz otrząsnąć z tego obrzydliwego konsumpcjonizmu (a pfe) i wznieść choćby na piętnastocentymetrową wyżynę jakiegokolwiek pseudoliterackiego pomysłu.

Maniakalność sytuacji jakoś …

Maniakalność sytuacji jakoś siłowo wyklucza wyodrębnienie pewnej części ego które by nie uczestniczyło w kreacji zawodowej: zatem i ta osobista wygląda jakwidać. Pewnym planem na dzisiaj jest znieczulenie więzi umysłu w tak zwany sposób namieście. Heh.

Atmosfera …

Gdyby przekładać relacje i sytuacje na metereologię to w powietrzu czuć pomruk tornada. Niestety. Zobaczymy. Krótkolinijkowo do odwołania.

Czy czas a nie kierunek?

Taki czas lub takie zamierzenia. Rozmach ale i brak zaplecza. Nie mogę (nigdy nie umiałem) się odnaleźć w takiej sytuacji. Skomplikowane to. Mam nadzieję, że to tylko taki czas a nie kierunek.

Jak na razie uczestniczę w tym szaleństwie remontu firmowej części virtual insanity.

Hm …

Chyba zamieszkam w biurze.

Pusto się jakoś tu zrobiło.

Hm.

Od ostatniej do tej …

Praca i imprezy od ostatniej notki do tej. Nie powiem – wbiło mnie trochę we podłoże. Dzisiaj wyjdzie na jaw czy trudy pracy grupowej okażą się być celowe.

Taki mały komunikat …

Taki mały komunikat. Postępująca globalizacja spraw szczęśliwie sprawiła, że będę dwa dni dłużej w Szczecinie. Czyli od czwartku. Dziękuję za uwagę.

Tyle …

Słowa. Imiona rzeczy. Właściwe. Prawdziwe. Nieodwracalne. Właściwa równowaga nadana szali tego co niedopowiedziane i tego co dosłowne. Wyciągnięcie ręki, gest, znaczenie i dotknięcie nieznanego.

Nie ma większej siły niż nazwa właściwa dana sprawom i rzeczom – bez znaczenia czy dotyczy to owego świata czy jak bardziej popularne teorie głoszą, światów. Spojrzenie, myśl, abstrakcje na które nie ma jeszcze definicji w poznanej nauce.

Miłość, zdrada, kłamstwo, dotyk śmierci, bankructwo, pasja, namiętność i wola tworzenia. Życie otwarte lub jeżeli ktoś wybiera drogę zrozumienia, zamknięte w staccato wydarzeń opisanych, każde jedno, jednym słowem. Paradoks ekspresji pomiędzy tym co nie pozostawia miejsca na cień wątpliwości a tym co pozostawia nieograniczoną przestrzeń wyobraźni.

Mlaśnięcie jęzorem.

Światem trzeba poruszyć i potrząsnąć, nawet jeżeli niektórym to się nie podoba” – Eric Jordan.

Po dosyć trudnym poniedziałku.

Tyle.

Zamierza właśnie być nowy …

Zamierza właśnie być nowy tydzień, niedziela się kończy. Tak się dziwnie składa, że im dłużej jestem tutaj tym bardziej tęsknie za każdym wyjazdem do Szczecina.

Nic to.

Najważniejsze, że nie znikniesz.

Cichosza …

Technologia zawodną jest z jednej strony (właśnie pożarła notkę) a z drugiej strony jeżeli sprawę potraktować mistycznie, omenowo to chyba rzeczywiście nie należy o _tym pisać. Wygląda na to, że magia miasta setki wież dociera wszędzie. Cichosza zatem.

Nadmiar …

Po takim pracowitym tygodniu taki nadmiar wolnego czasu może człowieka przyprawić o rozpacz. Pewnym takim małym światełkiem w tunelu jest dzisiejszy hafen geburstag (po szczecińsku: dnimorza). Zobaczymy…

Wszystko online …

Prezenter programu informacyjnego starał się wydobyć z człowieka będącego jeszcze w szoku tak zwane szczegóły tegoż czego ów szok dotyczył. Czyżby śmierć przestała być prywatną sprawą każdego z nas? Wszystko zamierza być już online (?).

Na razie jest optymistycznie …

Poranny rytuał biurowy i sterta niedokończonych spraw przywiodły na myśl najbardziej intensywne projekty świętej pamięci własnej firmy pod szyldem webhosting. Zobaczymy jak się potoczy ostatni dzień tego pracowitego tygodnia. Na razie jest optymistycznie.

Bezdech …

Ten dzień lepiej się zapowiadał niż był. Wieczór, puste biuro, kawa i pejntszop. Kończymy.

Oddech …

Za oknem rzęsisty deszcz. Atmosfera jakby zelżała. Może to dobrze wróży dzisiejszemu dniu. Zobaczymy. Przydałoby się złapać oddech. Zająć się nowym mieszkaniem. Przydało. Kawa i pejntszop. Zaczynamy.

Może przełożymy to na …

Może przełożymy to na jutro?

Ten tydzień pomału mnie dobija.

Zielonokocią …

Może to efekt zapadającej szarości: spojrzenie w swoją przeszłość, przeczytałem zdania napisane, wydawałoby się, dawno temu. Upływ czasu uświadomił mi, że tak naprawdę niczego nie żałuję. Bolało, rzeczywiście. Czasami nawet często. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewien specyficznie pozytywny sposób tworzy to osobowość. Taką zielonokocią jakgdyby.

Karczma w znanej wsi po słowackiej stronie Tatr. Śnieg w butach kiedy drepcesz do Chaty Terryho. Północ na pewnym moście w Pradze o którym powiadają, że przynosi pecha wybrańcom losu. Mgła okrywająca bukowe lasy u podnóży Gór Olbrzymich. Spojrzenie które oddaje prawdę, iż to oczy są zwierciadłem duszy. Największe z niemożliwych zapomnienia i spełnienia. Blady świt nad miastem kiedy słyszysz nadal muzykę mimo, że ulica jest pusta. Odczucia i złudzenia, losy spraw, sprawy ludzi i urzędów…

Wszystko to zamknięte w przestrzeni moich szeroko rozpostartych ramion.

Pięciolinia …

To były długie dwa dni. W głowie jeszcze pełno analizy tych dziwnych znaków które kiedyś nazwano stąpaniem pijanego kota po klawiaturze. Po takim długim dystansie, wymierzonym liczbą wyprodukowanych linii kodu przyszłych innowacji, wersy mowy ludzkiej zamkną się tymczasowo w pięciu.

Patrzę przez okno na …

Patrzę przez okno na przyjemną zieloność drzew i zastanawiam się ile rzeczy w harmonijny sposób się zbiega: moje pierwsze samodzielne mieszkanie tutaj z rozszerzoną Europą, dwa blogi w setce obok siebie …

Czas Równowagi?

Wysiadając z autobusu powiedz ‘dzień dobry’ …

Good morning Hamburg – a właściwie: witaj Europo.

Na stole leżą dwie karty …

Na stole leżą dwie karty z talii Tarota: Błazen i Diabeł. O pewnych sprawach nie sposób mówić z sensem.

Patrzyłem wielkimi oczami ze zdziwieniem w ciemne niebo końca nocy, zapowiedzi poranka. Kiedy tak stałem zdumiony to w dziwny sposób uświadomiłem sobie jak nagle wymieszał się smutek z radością.

To będzie wyjątkowo gorący maj, czuję to w powietrzu, czuję to w wodzie

Moloko odkleja membramy w głośnikach: the Time is Now

Tuż za zjazdem z autostrady …

Tuż za zjazdem z autostrady autobus wjeżdża na niewielkie, łagodne wzniesienie. Nocą widać horyzont świateł miasta o pokomplikowanej przeszłości. I w tym widoku jest nadzieja.

Tutaj słońce inaczej pada na stare kamienice.

Szczecin. Jestem.