Archiwum lipiec, 2006
[4]
Mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że już od bardzo długiego czasu nie przepracowałem tak uczciwie i w takim tempie żadnego poniedziałku. Mój sprytny plan żeby wyrobić cztery dni do przodu przed urlopem (no powiedzmy, ze trzy, tak realnie zakładając) zaczyna mieć szanse powodzenia.
Dziwnie mi odrobinkę jak tak się głębiej zastanowię nad upływającymi godzinami wielkiego odliczania. Czas zaprawdę subiektywny jest
Na środę zapowiadany jest zjazd szefostwa. Podkręcenie tempa tego tygodnia ze wszech miar i na wszystkich frontach zaczyna być interesujące.
[6]
Po obejrzeniu ’8 Mili’ z niejakim Eminemem w roli głównej stwierdzam stanowczo, że kulturowo muzyka czarnych lemingów (tak mnie naszło: się bujają wszyscy w jednym monotonnym rytmie jak lemingi) nie przemawia do mnie.
Tym bardziej się dziwię polskiemu naśladownictwu w klimatach okołoblokowych.
Pada, to marudzę, nie?
Na patefonie (jak nie ma żony w domu): Motörhead – 1916, (cała płyta). Na Ace of Spades chyba już jestem za stary
[7]
Piątek zapowiadał się ogólnie leniwie, luzacko i bardzo przedweekendowo. Stan ten w biurze trwał do około godziny 10.00. Nagły telefon szefostwa w sprawie przygotowania (a raczej wykonania od zera) przesyłki ‘na wczoraj’ i wyekspediowania jej jeszcze dzisiaj, podkręcił tempo czasu dosyć mocno.
Kilka różnych spraw komunikacyjno-logistycznych spowodowało, że godziny bryknęły w zawrotnym tempie. Patrząc na odliczanie ślubne w tytułach notatek, śmiem nawet twierdzić, że to nie godziny a dni przyspieszyły znienacka i z partyzanta.
Tak więc ten odcinek sponsoruje cyferka siedem jak ‘szczęśliwa liczba’ a raczej jak ‘tydzień’ oraz jak ‘koniec tygodnia’.
Na koniec pytanie, pozornie kompletnie od czapy, która z sieci handlowych (hipermarketów etc.) ma swojej ofercie najtańszą, znośnie-smacznie pijalną wódkę?
[9]
Sesja z CSSem z gatunku mocniejszych. Generalnie nie przepadam za sprawami stricte rachunkowymi – a już na pewno nie za konstruowaniem wydruku takiego jak faktura ze strony www.
Nie jestem zbytnio sprawny jeżeli chodzi o tematy związane zwłaszcza z uszczelkami ale to co – a raczej jak – panowie tu kiedyś pod zlewem kuchennym pomontowali. Dziwne, że aż tyle czasu to się tak trzymało jak się trzymało.
A webcam wycelowany w Štrbské Pleso o 19:00 wykazywał 17 stopni
ps.: zbieżność symboliki liczby dziewięć oraz godziny publikacji tej notki jest absolutnie niezamierzona i można nawet przypuszczać, że przypadkowa;
[10]
Niepokojąco normalnie zaczynam wyrabiać normę w pracy o dobre pół dnia do przodu. Chwilami nawet nachodzi mnie szaleńcza myśl, żeby wyrobić tak o tydzień do przodu a potem wyluzować; to chyba jednak od warunków meteo takie szaleńcze koncepcje mi się po mózgownicy plączą. (Niewątpliwie. Zalałem dzisiaj kawę maślanką).
Omijam szerokim łukiem napięcia.
Może uda się całkowicie wyminąć stres.
[11]
Mój wzrok prześlizguje się po plakatach, tytułach artykułów, nagłówkach notatek blogowych.
Od sporów politycznych poprzez pokoleniowe, do wojny płci.
Subiektywnie konstatuję, że tak mało ludzi żyje w harmonii.
I wtedy zbieram kawałki wyciszenia.
p.s. nie, nie odbiło mi
bo tylko na pustym niebie jasny jest lot sokoła
[12a]
Nie zawsze kurs wędruje w górę. Nie zawsze jest hossa. Taki lekki oklep dostałem przez ten weekend. Bo czasami drobiazgi z otaczającej rzeczywistości kopią.
Przez ten upał ludzie chyba trochę już świrują. A może nie tylko przez to.
Rzecz tylko w tym, żeby mieć dobre, trwałe papiery długoterminowe nie tylko na czas bessy. Zwyżka, mniejsza lub większa, przyjdzie po pewnym czasie sama.
[12]
Pomału zaczynam coraz częściej myśleć o urlopie i wypoczynku w górach. Ciekaw jestem proporcji: ile z tego przeznaczymy na klasyczne leżenie bykiem a ile czasu spędzimy na męczeniu się z mniejszymi lub większymi wierchami. Młoda napomyka coś o całkiem dużych a ja coraz częściej zastanawiam się jak wprowadzić przyszłą żonę w świat stromizny.
Wniosek: hanejmun (strasznie mnie to słowo bawi ostatnimi czasy) zapowiada się bardzo interesująco
[15]
Podwórko bloku z epoki radosnej, jedynie słusznej, twórczości architektonicznej. Przestrzeń klaustrofobicznie pomniejszona o postmodernistyczne wypełnienie tkanki miejskiej i rekonstrukcje dawnej zabudowy.
Beton, parking, biura, dużo mieszkań.
Dwie przecznice dalej, a ściślej mówiąc ‘jedne światła i jedne pasy’, znajduje się sympatyczny park z placem zabaw.
Niezależnie od wieku oraz ilości spożywanego alkoholu, jeden z betonowych podestów wiecznie jest okupowany przez mamy z dziećmi. Odświętnie, nawet przez ojców z symbolicznym piwkiem. Dzieci natomiast rozkładają na betonie kocyk i idylla rodzinna trwa.
Gdybym powiedział, że nie rozumiem kompletnie tych ludzi to byłoby to najbardziej delikatne określenie na jakie mnie stać. Kiedy tak patrzę na to codziennie to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pewien gatunek ludzki należałoby leczyć metodami wstrząsowymi.
Zaczynam obserwować u siebie przejawy instynktu ojcowskiego
[16]
Rozmyślam nad jakimś systemem snu popołudniowo-wieczornego na kształt spóźnionej siesty ponieważ jakiekolwiek próby rozrywki intelektualnej bądź nie w naszym nagrzanym grajdołku ograniczają się do przemierzania w stylu oczadziałej muchy szlaków w trójkącie kuchnia-łazienka-łóżko. Jedynie pora pozmroczna pozwala na jakąś spontaniczną aktywność umysłową (koncepty w pracy wykluczam bo to nawykowe).
Banalnie może – a może ignorancko to zabrzmi: czy my mamy na planecie jakieś poważne problemy z klimatyzacją? Wiem, że ekolodzy już dawno temu ostrzegali ale problem z nimi polegał zawsze na tym, że krzyczą na zapas a po pewnym czasie (prawie) nikt nie zwraca na to uwagi.
Nie to żebym wierzył w przebiegunowanie w 2012 roku ale tak statystykę średnich temperatur zima/lato za ostatnie tysiąclecie to bym chętnie przewertował.
Gorąco pozdrawiam, naprawdę gorąco
[17]
Strona, ta najczęściej używana w kajeciku, w większości poodkreślana.
Najważniejsze ślubne sprawy wyglądają na załatwione. Pora chyba – jak przystało na blogową parę z onlajnu – zrobić sobie ślubną okładeczkę na bloga
Chyba mam ciśnienie, tak zwane przedokolicznościowe.
A ono dziwnie koegzystuje ze spokojem.
A zgapię sobie od żony odliczanie
[060718]
Oprócz tego, że rzeczy najprostsze są najbardziej genialne to dowodzę dzisiaj, że zacietrzewienie w pracy nie przynosi nic dobrego. Klnę pod nosem usiłując wyciągnąć dwa ostatnie elementy (MSSQL) i kombinuję począwszy od:
SELECT Last(coś) FROM tablica
czasami lepiej jest jednak podłubać w nosie i pogapić się w sufit:
SELECT TOP 2 coś FROM tablica ORDER BY coś DESC
na termometrze 28.1 and raising i to raczej pora na fajkę jest :]
ps.:
SELECT coś FROM (SELECT TOP 2 coś FROM uzytkownicy ORDER BY coś DESC) ORDER BY coś – ale to już dla purystów
Stella Polaris
Nie jest łatwo zrobić spektakl uliczny. Nie udało to się w sobotę ulubieńcom szczecińskiej publiczności: Stella Polaris w „Ramayanie” w formie wędrownego widowiska. Nie wiem co w tym jest, a raczej czego nie ma. Ubiegłoroczny „Fool’s Ship” Norwegów na zamkowym dziedzińcu porwał publiczność i pozostawił wrażenie przeżycia czegoś niesamowitego.
Norweska trupa na pewno jest zjawiskiem niebywałym, są bardziej czcicielami, wyznawcami teatru niż grupą aktorską. To na pewno bije od nich na każdym kroku a widowisko balansuje na granicy religijnego uniesienia: grają (chociaż to niedobre słowo) dosłownie do upadłego.
Może tegoroczny Festiwal Artystów Ulicy paradoksalnie zbytnio postawił na widowiska wędrowne, może za mało było (jednak) w tym skupienia i koncentracji. Może ekipy takie właśnie jak Stella Polaris wyrosły już z ulicznego kuglarstwa i ich żywiołem jest po prostu plenerowy teatr totalny?
Albo to słabszy rok Festiwalu.
38 / 41
Dyżurna szklaneczka na barze od dyżurnych rzeczy zapełnia się paragonami i kwitkami transakcji dokonywanych za pomocą karty płatniczej.
Jest coraz spokojniej.
Nie chodzą mi ostatnio po głowie żadne metafory – jednakże stwierdzenie takie jak „zrzucam skórę” możnaby nadinterpretować; alternatywne wobec tego: „sypię się” – także.
Przewijamy z żoną piętnaście lat z historii radiowej Trójki: bo to już chyba czas, żeby się zastanowić nad kilkoma konkretniejszymi secikami na weselne instead-party.
– I napisz koniecznie, że bardzo kochasz żonę, bo czytelnicy już zaczynają się niepokoić
Bardzo kocham żonę
Auć
W życiu się chyba tak nie zjarałem na plaży. Dziwnów, przyjemna atmosfera, fajny piasek i rezultaty takie, że jak siedzę teraz to się pocę. Głowa mi leci sama w dół do snu. A muszę wytrwać do tej 16.00 a potem czym prędzej w domu przyjmę pozycję horyzontalną.
Tak to się kończy jak się nonstop zakochiwuje
zwlaszcza w miejscach bardzo nasłonecznionych.
Konfekcyjnie
Zdecydowanie ktoś za bardzo podkręcił temperaturę w naszej strefie klimatycznej. Oczyma wyobraźni widzę jak w sierpniu, w podobnych warunkach klimatycznych, po prostu spływam potokiem pod pancerzem garnituru, kamizelki i wrażenia chwili.
Nie no, dobra, wiem, wiem. Wszystko będzie git: słoneczko, idealne 22 stopnie i tak dalej. Tak tylko chciałem powiedzieć, że chyba pora już odcinać centymetr po kawałku
bo zostało 28 dni.
Idę coś przymierzyć. I niestety nie będą to liście palmy a’la szorty znakomicie pasujące do sandałów.
digart
Trochę już czasu minęło od kiedy pierwszy raz wrzuciłem coś na digart.pl – a mierząc czasem Sieci to nawet trochę więcej niż trochę.
Dlatego wczorajszy nius stamtąd – a dokładniej mówiąc relacja filmowa z gali na którym gwoździem programu była prezentacja wersji piątej tego serwisu – wprawił mnie w rzadki ostatnimi czasy, stan melancholijnego zamyślenia.
Współpraca z onet.pl – gruba sprawa, można rzec pokrótce. Strona która przeszła ewolucję od szybko skleconej galerii na potrzeby komjunity do potężnego serwisu gdzie w ciągu doby przewija się 2500 użytkowników i staje się niejako częścią onet’u: zapewne pojawią się głosy, że komercja, że sprzedane ideały itp. Jednakże przy takim ruchu jaki obecnie tam panuje, jestem pewny, że _bliska kooperacja, na lepszych lub gorszych zasadach z kimś z potentatów polskiej Sieci była tylko kwestią czasu.
Kwestia rozwoju: serwis który od 2002 roku jest jedną z największych polskich społeczności sieciowych (a już na pewno, jeżeli takiego słowa można użyc, najbardziej skonsolidowaną) potrzebował zawsze jak powietrza rozwoju technologii. Dzisiaj, kiedy czytam na różnych blogach eksperckich (lub zwanych eksperckimi), o szansach i możliwościach Web 2.0 to wzbudza to u mnie jedynie kwaśny uśmiech. Dlaczego? Zjawiskiem społecznym w Sieci dla mnie było pojawienie się blog.pl czy też właśnie rozwój digartu a nie mieszanką technologii z którą nie wiadomo co do końca zrobić, podlaną trendowym marketingiem, vide: swoi, osobie, o kondycji wykopu nie wspominając.
Dlatego też, choć ogólnie nie przepadam za zjawiskami webdwazerowym, głównie „dzięki” takim konceptom jak przed chwilą opisywane, myślę, że Digart w nowym sosie Web 2.0 ma szansę stać się prawdziwym myspace nowego internetu.
Ciekawe czasy nastały, mili Państwo.
Elf
Nie pamiętam dokładnie jak dawno to było. Może ze dwanaście lat temu?
Płyta z kilkoma naprawdę hitowymi numerami. Po uważnym wielokrotnym przesłuchaniu wydała mi się być odrobinę przeprodukowana. Pomimo tego niektóre utwory zapadły mi mocno w pamięć.
Kilka lat później, na sporadycznych odsłuchach – bo w końcu przecie to niemęska muza, parę tekstów trąciło mi zbytnio naiwną infantylnością.
Dzisiaj przestrzeń wypełniają te dźwięki i nabierają trochę innego wymiaru niż do tej pory.
W głośnikach Elf a ja mam dziwne wrażenie, że po coś tego kiedyś słuchałem.
p.s.
Eee, to chyba tylko chwilowa słabość, power chórków w singlach z poprzedniej płyty, to jest to
Okrągły rok
Poniedziałkowa wydajność mierzona w sprawach które spadają z terminarza po prostu mnie zadziwia. Normalnie jakieś +10 do sprawności zawodowej. Wygląda na to, że chyba za dużo warzyw albo jakichś innych witamin konsumuję, bo już dawno tak nie miałem, żeby pędzić w poniedziałki na oślep pomiędzy linijkami kodu w takim tempie.
Zupełnie odruchowo kieruję wzrok na kalendarz i archiwum notatek sprzed roku. Dzisiaj mija właśnie okrągły rok jak zamieszkaliśmy razem. Tak się gapię i momentami trudno w to uwierzyć, że tak szybko ten czas przeleciał. Subiektywnie zapewne dzieje się tak, ponieważ prawie rok poprzedni odmierzany krótkimi spotkaniami i tęsknotą, ciągnął się niemożliwie długo.
Teraz to mnie trochę melancholijny uśmiech naszedł.
W krótkich i prostych słowach?
Fajne to wszystko, odrobinę zadziwiające i wielce radosne.
Radosne radością spokojną.
Rytuały zakupowe
Ufff… najtrudniejsze chyba już za mną, teraz to już z górki. Jako rzecze i Młoda, suknia ślubna została nabyta po odbyciu obowiązkowej rundy po miejscach większych i mniejszych, po przepisowych rytuałach oględzinowo-zakupowych i całej tej, rzecz oczywista, kobiecej kobieterii.
Moi mili Panowie, nie jest to wbrew pozorom, rzecz taka prosta jakby się z pozoru zdawało: przejść się z przyszłą małżonką w celu dokonania zakupu ostatecznego, życiowego i nieodwracalnego.
Odrobinę poważniej rzecz traktując, to nie było źle. Były obowiązkowe elementy, że tak jeszcze raz je nazwę, rytualne – lecz bez tego zapewne nie poczułby wagi tych zakupów. Mogło być naprawdę gorzej, gorzej.
Teraz to mi tylko potrzeba dużej ilości spokoju i piwa
Saturday morning
Jakby nie spojrzeć to szykuje się pracowita sobota.
Wczoraj niejakim rozpędem poczułem, że mógłbym tydzień roboczy pociągnąć jeszcze przez dwa dni. I proszę. Nie minęło pół godziny jak zadzwonił telefon w trybie pilne. Mam nadzieję wyrobić się we dwie godziny bo muszę się jeszcze psychicznie nastawić na dłuższy set sklepowy. Tak, dzisiaj ma nastąpić ostateczne rozwiązanie kwestii sukienki ślubnej.
Nawet nie patrząc za okno, ciekawy dzień się zapowiada.