Archiwum listopad, 2004

regał

Ładny świt dzisiaj okazał się być spełnioną obietnicą dobrego dnia.

Są kraje gdzie nawet ja mogę uchodzić za złotą rączkę. Po prostu maraton uśmiechu. Po raz kolejny zmieniamy biuro (podobno teraz już ostatecznie). Umiem poskładać regał.

Taki to mnie dopadł minimalizm twórczy. Może (autosarkazm mode on…) nawet jestem skłonny sprawdzić prognozę pogody na sobotę, żeby przespacerować się z aparatem (…off)?

Naprawdę mój rewelacyjny humor nie bierze się z tego, że pora już wsiąść w autobus i potoczyć się do Szczecina na weekend.

stajla

leciutko pomyka do you know where you’re coming from;

nadchodzi niesamowity miesiąc; kiedy ja będę miał czas posprzątać cokolwiek, gdziekolwiek?

dasz radę, to nie Zanzibar;

hm z zagramanicy się fajnie bloguje;

a i obiecuję, że trzaśniemy uczciwiutko Twoje emgieer (tak na stajla…)

hh7

da radę; dla jednych ‘tajemniczy ogród‘, dla mnie hh7 – eksperyment z saturacją w aparacie plus soft focus nik’a potem;

dns

wygląda na to, że nie będzie uploadu bo coś ulubiony serwis artystyczny ma problemy z dnsem;

szuflada

z szuflady wrocławskiej ostatnią razą: [tutaj mały edit – zdjąłem te zdjęcia z DA];

w końcu włączyli targetblank do linków tutaj;

super; wieczorem świeżynki z soboty;

ouikent

(coś tu popsuli znowu z edytorem, trzeci raz piszę)

Mało co łapsk w sobotę nie przymroziłem nie mówiąc o aparacie. Zapiaszczył się już w Dębkach – to teraz go przynajmniej przepłukałem. Sesja wyszła mocno zimowa. Koncert G. średnio dobrze (tyle, że lokal typu bistro udający „Live Music Club” to jakaś pomyłka). Towarzystwo pracownicze napalone balować na Reeperbahn – ja chyba po raz pierwszy od dawna jako pierwszy odłączony.

Niedziela (nie muszę chyba mówić) horyzontalnie.

focone

sprawdzam prognozy pogody (niezachęcające) na weekend; obiecuję sobie całodzienną sesję, hm, niezależnie chyba od pogody (co? ja nie dam rady złapać klimatu przy kiepskiej pogodzie? hihi)

a tak naprawdę nie wyciągnąłem aparatu od tygodnia; właściwie od dwóch tygodni;

biurowe

biurowe, Lukasowe: „ku***, ciężko się rysuje w excelu”

zielonykot

zapomniałem dodać, że w dźwiękach l.a. woman przegląda się zielonykot;

poranek

poprzez półsen rano obudził mnie delikatny dźwięk pracującego dysku twardego;

kiedy otworzyłem jedno oko, okazało się, że to młot pneumatyczny na ulicy;

treebleble

MSComctlLib.TreeCtrl.2 w msaccess i uadny ciągany interfejs do tego w charakterze pierwszego etapu terapii zajęciowej, blee;

popsuło?

Herbata wieczorem coraz bardziej cieszy mnie. Coraz bardziej cieszą mnie rzeczy najdrobniejsze.

Ja jednak chyba nie do końca umiem się połapać w całej sytuacji pracy i obecnego punktu życia.

Chyba nie do końca.

Albo już rzeczywiście mi się coś w głowie popsuło.

bigos

Tak naprawdę to nie wiem czy jestem w stanie postawić trzy krzyżyki. Ok. Próba. Dałem radę.

Co ja poradzę, że impreza się troszeczkę przedłużyła i jeszcze w dodatku wszędzie jak tylko się zabawa rozkręcała to _już zamykali?

Co ja bredzę.

Niech ktoś przytrzyma ten wariacki czas. Nigdzie mi się nie spieszy.

A jednak troszeczkę jakby te trzy tygodnie czasami odliczam.

Gdzie dają dobry bigos w Szczecinie?

luk.at.edit

…a jednak się skuszę upublicznić;

dziwny punkt czasu

Spokojne miękkie bity „Travelling Without Moving”. Zalegam w fotelu. Szczecin mnie kołysze.

Na editorialu wir drobny i jakby aktywniejsze zainteresowanie. Czym byłby świat bez oponentów – nawet tych kilku.

Nakreśliłem kilka zdań na papierze. Nie dojrzałem tylko chyba, żeby je opublikować.

Dziwny punkt czasu jednak każe mi się radować.

ogień

Obiecuję sobie zabrać się za portfolio w weekend. Adres jest. Nagłówek jest. Tylko ognia jakoś temu brakuje.

Szczęśliwość ostatnimi czasy rozkłada mnie troszkę na miękko. Może to tylko jednak nijakość tutaj? Poruszona lekko przez przyjemne spędzenie czasu z Młodą we Wrocławiu.

Kierunek Szczecin, Hormon. Zobaczymy jak się tępi nijakość (nie przepadam _zbytnio ale jednak coś mnie tam ciągnie). Jakgdybym dawno na żadnym party porządniejszym nie był…

Tylko dlaczego ten blogowy edytorek tak mi system zawiesza?

prognoza

Słońce wyszło nad sinym smogiem Hamburga. Fajnie. Tylko zanim ja mógłbym uciec z biura, zdąży się schować za horyzontem.

A w dodatku prognoza na weekend w Szczecinie nie wróży nic dobrego.

04

Wrocław.

Wczoraj dzisiaj prawie

Pomimo, że wczoraj się skończyło dzisiaj o 3.00 nad ranem to udało mi się dotrzeć do pracy punktualnie po raz pierwszy w tym tygodniu.

No dobra, spóźniłem się tylko 11 minut…

.

Na szybko. Bo na razie dzień szybki: wiktoria (nie mylić z Wiktorią).

okopany

Coraz kwaśniej tu od rana. Przyjdzie się rzeczywiście w świecie monitora zamknąć i optymalizować co się da nie zwracając przy tym uwagi na boki, na to co się wokół biurka biurowego tego dzieje. Miara moja taka jest dzisiaj, że niektórym, ba, nawet niektórym w stadzie tym bardziej, siła wyższa skąpi rozumu lub też nigdy nim rzeczonych nie obdarowała. Okopię się. Do zimy, do wiosny.

Podręczna kafejka (ta w przejściach Rynku) była niestety zamknięta. Pogoda lekko skiepszczona. Czasu niewiele (na taki krótki weekend się tak długo czeka). Nie szukaliśmy zatem specjalnie innej krynicy onlajnu. Trudno, tym razem bez relacji prawie na żywo. Byle do Poznania.

Jutro pokopiuję, może delikatnie coś poprawię, może jakaś wrzutka na digart (jakoś jałowo ostatni miesiąc te kadry czuję, heh, co ja mówię w ogóle nie czuję).

Przejdę się zaraz na spacer w kierunku miejsca pobytu długoterminowego. Dzisiaj to mnie miesza dziwna mieszanina smutku, radości, uczucia i zniechęcenia. Przejdę się. Przejdę to oddechnę.

ti.tajm na patefonie

Jakoś wyrywkowo. Na autostradę czabymi.

Jakiś zamot dzisiaj. Pewnie zrobimy heh jakiś onlajn z Wrocławia.

Chyba pośpię w autobusie.

Smolik na patefonie.

Papa.

Alesistmogliś…

Przebrali w futerko. Na szczęście nigdzie nie gonili przez cały dzień.

Mój kolega grafik czuje się zgwałcony.

Mi tam leży.

Tak w skrócie można podsumować dzisiejsze, półdniowe spotkanie na temat wszystkiego i niczego jeżeli chodzi o najnowszy projekt.

Chyba się żywię weekendem (pomijając, że się obijam).

Kasa biletowa

Czyżby blogi (onetowe) obumierały na jesień?

Marzę o jednym, no powiedzmy dwóch, odrobinę schłodzonych piwkach i o zalegnięciu w pozycji horyzontalnej. Nie, nie zmęczył mnie dzień dzisiejszy ani podróż (powiem nawet, że przebiegła najłagodniej od dłuższego czasu). Po prostu nic mi się nie chce. Jestem zadowolony z siebie i nic mi się nie chce.

Muszę pojechać po bilet. Kierunek Wrocław.

.

Ostatnimi czasy czas zdecydowanie zbyt szybko pędzi jak dla mnie. Trzeci dzień jestem w Szczecinie i jakoś taka niemoc odpoczynkowa (oprócz wczorajszego kaca) mnie dopadła, że nawet nie wyciągnąłem aparatu.

Przejdę się świątecznie przespacerować to może rozrusza mi to mózg i palce.

(w Amsterdamie zgubiliśmy się oczywiście już na dzieńdobry)

Hm, Guns n’Roses – November Rain