Archiwum marzec, 2005

Szn, HH

Pośpiech zagryzam pasztecikiem (już dla samego pasztecika warto było rano wstać i przejechać te 400 km), barszcz popijam kawą. A wieczorem zmęczenie nasycę piwem z Bremen.

Off off

…w sumie to piękna pogoda jest prawdę mówiąc;

Kwiecień

Zanosi się na szybką rundę jutro: 6.00 biuro HH, 10.30 biuro Sz-n, 22.00 HH, chyba browarek jak dam radę i spać.

Muszę Muminkowi klucze zostawić.

Coraz weselszy kwiecień którego jeszcze nie ma.

Ofany

Raczej rzadko podniecam się mocno zakręconymi (nawet własnymi) sourskodami ale to coś z rana (to już jest 14.00?…) jest naprawdę przerażające (uwaga – tylko dla fanów gatunku): jak rozliczyć w sql’u całkiem spory bajzel: [klik]

Coś jakby bonus

…i wychodzi na to, że przez tydzień będę miał niespodziewanego współlokatora…

Cztery

Domowo (no prawie tylko domowo). Może nawet trochę świątecznie. Nie no, na pewno trochę świątecznie. Cztery dni całkiem momentami nawet leniwie płynące. Z daleka od urządzeń sieciowych typu komputer (no może nie licząc załączania patefonu oraz onlajnu dla Młodej). Rodzinnie a nawet prorodzinnie – było nie było _się obwąchiwali (i nawet sympatycznie obwąchali) potencjalni teściowie ze swoją potencjalną synową (co ja w ogóle wypisuję?!).

Tak… sami widzicie, że jak na moje warunki i wykręcone możliwości to wprost sielanka.

To teraz siedzę i klnę ten wtorek – pierwszy dzień roboczy tygodnia.

#

Potoczyć się po autostradzie żeby najbliższe cztery dni wypełnić treścią absolutnie nie związaną z jakimiś technologiami, duperelami, onlajnami itepe.

Słońce za oknem (właśnie! za oknem!) powoduje, że chyba osiągam szczyty w marudzeniu na ciężką dolę wyrobnika cyfrowego nawet jeżeli najwięcej kalorii spalam na narzekanie właśnie :)

Bazka (ciemnotka?)

To chyba pomału trzeba zacząć sterować w stronę komory regeneracyjnej.

Spakować się.

Jutro jeszcze tylko jedna mała, maluteńka bazka do zrobienia.

Najchętniej

Najchętniej zaległbym już pasywno-konsumencko (może jakieś tv świąteczne?). Naprawdę. Naprawdę potrzebuję dłuższego weekendu pasywności. No może jakiś mały spacerek. A w przerwie jakieś symboliczne piweńko w outcaffe.

Dzień marazmu pracowniczego dzisiaj i oby takim pozostał do jutra do godziny 17.30. Potem zaczynam weekend.

Zasłyszane w s-bahnie

„To czemu mi nic nie powiedziałaś? Kumpel właśnie dzisiaj na zakupy do Szczecina pojechał”.

Z pewną małą dozą złośliwej satysfakcji pomyślałem, że cała ta hamburska metropolia to jednak jakaś wioska jest.

____//

Starczy tych mientkich klimatów. Acepiorundece: If You Want Blood You’ve Got It.

Dokończyć porządki wiosenne/świąteczne (niepotrzebne skreślić).

Dopiąć sklep.

Dopiąć bazy.

Iść po piwo.

\____

Chmury zachodzą na zachodzące słońce. Pięknie.

Na patefonie Pink Freud feat. Peepol & Mika Urbaniak: Jazz Fajny Jest.

Dobrze jest.

ie//calc

Przed chwilą w celu napisania notki zamiast iexplore chciałem włączyć calc. Znak, że pora opuścić biurko biurowe i oddalić w kierunku komory regeneracyjnej. Papa.

„Create table”

Nieźle się całkiem ten poranek zaczął. Zacznę chyba pisać powieść sensacyjno-technologiczną na tzw. kanwach.

Czy ktoś wie czy może istnieje automatyczny bajer do generowania skryptów z dużą ilością CREATE TABLE z tabel accessowych?

Tak?

Tak trochę miałem tego (przekornie) nie pisać. A jednak…

Rok bloga. Chociaż ten rok bloga rozpoczął się wcześniej niż on sam. Rozpoczął się zmianami: bankructwem mojej firmy,dziwnym sylwestrem (którego prawie nie było), wyjazdem do Hamburga, założeniem tegoż właśnie blog-wersjatrzy.

Potem już sprawy potoczyły się jak kula śniegowa (z takimże też efektem).

Młoda. Dębki.

Rok w którym zacząłem robić zdjęcia.

W którym uwolniłem się od pewnych natręctw i lęków przeszłości.

Kilka weekendów zupełnie nieprzytomnych jak nigdy dotąd.

Rok autostrad. Dystans równy chyba równikowi.

Editorial.

Szczecin, Hamburg, Katowice, Wrocław, Poznań, Dębki, Nova Lesna i Poronin.

Jaki będzie ten?

Zmiany. Changes.

pozostaje ____namonologu;

City

Widok z okna – jeden z bardziej korporacyjnych w Szczecinie. Samo biuro i owszem, także. Reszta (jeżeli wiecie o co mi chodzi) już trochę mniej.

Logistyka on-the-fly króluje.

Dobra. Dosyć narzekania. Mam cztery dni przecież w Mieście.

Słoneczko :)

Surrea

Trochę rozleniwiony, trochę zaspany oraz trochę zestresowany i wyprowadzony z równowagi. Tak wszystkiego odrobinę zafundował mi dzień dzisiejszy. Może jestem trochę nierozgarniętym zwierzęciem a miłość do pracy nie jest moją największą wadą ale szczerze mówiąc to chętnie bym poszedł na jakiś urlop. I to dłuższy niż dwa tygodnie. Surrealizmy anty-projektowania i a-logistyki w tej firmie zaczyna zakrawać na obszary zbliżone do wartości godne odnotowania w tabelach rekordów.

Jednak. Jednak, jednak… ni mniej ni więcej jak pozostało osiemnaście dni do świąt czyli do (już już mocno) zatęsknionego przyjazdu Młodej do Szczecina.

A potem? Jeszcze jedno odliczanko. Do maja – jestem niemal pewny. A potem do czerwca.

Wspaniałe czasy, mimo poniedziałkowych trzasków.

Serio ale z emotkiem

Zderzenie warstwic pór roku. Taka wojna postu z karnawałem. Młynek w tej przestrzeni biurowo-życiowej. Taki właśnie jakiś dziwny okres.

Coraz częściej słońce się przebija. Coraz częściej łapię się na tym, że w onej przestrzeni stechnicyzowanej odwracam wzrok w stronę nieba, koloru, przyrody.

Piszesz Słonko, że tęsknota to najgorsza choroba świata – wkrótce po wiosennych burzach wszystko to minie, wszystko będzie nowe ale i inne.

Chyba właśnie oswoiłem większość (i mam tu na myśli raczej dziewięćdziesiąt niż siedemdziesiąt pięć procent) swoich i trochę nie-swoich obaw.

Do pełnego roku bloga brakuje dziesięciu dni. W kieszeni bilet HH-Szczecin. Jeszcze raz w obydwu kierunkach.

Ten rok dopiero się zaczyna wykluwać. Poznaję po smaku kawy.

Uwierzcie mi, serio ale z emotkiem.