Archiwum lipiec, 2007

Jest życie na tej planecie

Choć nie wiem jak bardzo bym udawał maksymalnie zapracowanego to nie sposób udawać, że zbliża się piąty miesiąca sierpnia co żywo dowodzi, że z szanowną małżonką przepędziliśmy okrągły rok w związku zalegalizowanym (nie będzie żadnego podsumowywania bo pocóż).

Przyjemnym na pewno aspektem potrzaskanej dokonaniami idiotów i tzw. większości statystycznej, rzeczywistości, jest fakt, że sympatyczni ludzie oddzwaniają wtedy gdy chce się zarezerwować stolik a niejako przy okazji są szefami/właścicielami rzeczonego lokalu.

I tak pokrzepiony dzisiaj, w spokoju się wylogowuję.

p.s. a zapomniałem dodać, jak już jestem przy sprawach związków, stolików i tym podobnych kwestii kluczowych, że z pewną dozą zazdrości muszę pochwalić i to mocno, żonine conchiglioni; teraz już naprawdę dobranoc;

W walce o dzień dodatkowy

Wspólnymi siłami z żoną doszliśmy do wniosku, że przy obecnym tempie pracy stanowczo postulujemy wydłużenie weekendu o dzień dodatkowy. Zmęczenie mentalne ostatnimi czasy daje się we znaki dosyć mocno i na pełną reanimację myśli podczas dwóch dni nie ma szans. Ale. Co się odwlecze to nie uciecze i po owocach ich poznacie. Czy jakoś tak.

Bez numeru seryjnego

Finanse poukładałem w programie do tego przeznaczonym o dość śmieszącej nazwie. Wypadałoby może i postrzępionego bloga poukładać.

Czasami wolę nie myśleć, że tak bliska jest granica dzieląca nas od przeistoczenia się w połączenie organizera i kalkulatora. Chociaż sama tego świadomość wydaje się być wystarczającym środkiem obronnym.