Archiwum październik, 2006

Woda jaka jest …

Obserwuję jak panowie chodzą pomiędzy piętrami. Puszczają wodę, skuwają to kawałeczek w jednym miejscu to odrobinę w drugim. Snują swoje przypuszczenia na temat domniemanych wędrówek wody pod kafelkami. W miarę łagodny sposób sugerują od czego należałoby zacząć demolkę żeby prawdę wydobyć na wierzch.

Wychodzi na to, że ilu fachowców tyle opinii a szczegółów można tylko dociec, drążąc pole eksploatacji dosłownie.

Najwyższa pora na większe przemyślenia natury egzystencjalno-metafizycznej.

Licha

Deprymujące nieco, przyznaję, są coraz to ciemniejsze poranki tygodnia roboczego. Po dzisiejszym wstawaniu mogę nawet stwierdzić, że zdecydowanie bardziej demotywująco to działa niż długie wieczory i wczesny zmierzch. Atawizm to jakiś czy inne licho?

Będac już przy lichach: dzięki takiej a nie innej kondycji instalacji pionu głównego i sąsiadce z dołu zaznajamiam się z pogotowiem spółdzielczym. Typowaliśmy werdykt odroczony jako, że wszystko wskazywało raczej na natręctwo starszej pani – jednakże upór rzeczonej okazuje się być nie do przejścia. Panowie specjaliści mają to obejrzeć dzisiaj, ehh…

Conieco

Nawiasem mówiąc to załapuję nawyki od żony o które nigdy bym się nie podejrzewał. Nigdy – znaczy oczywiście – do tej pory. Mija spokojnie północ i coraz natrętniej zaczynam marzyć o jakimś małym conieco :)

Po prostu żeby

Żeby tylko czasami było na wszystko trochę więcej czasu. To jest na pewno mój największy deficyt ostatnich dni. Co i zapewne po notkach tutaj widać.

Mlask

Przyznam, że trochę się zagrzebałem w dużym sklepie online. No może nie tyle dużym co mającym być elastycznym (dlaczego kojarzy mi się to ze ‘wszystko mającym’?). Zanurzyłem się w tych obiektach CGI i implementacji tegoż na ISAPI (czyż nie lepiej by brzmiało: ‘na plexa’, tudzież ‘plexi’?) która okazuje się niczego nie wymaga, zanurzyłem się na tyle, że zdaję się, że nie zauważam pewnych ciekawości dziejących się wokoło mnie.

Na digarcie mocna akcja pod nazwą lokalnej wystawy, trzymam kciuki, może coś ciekawego z tego wyjdzie. Jeżeli nie wyjdzie to i tak przyjemny jest fakt, że komuś coś się jeszcze chce o tej dekadenckiej porze roku (czy też tam wieku, whatever).

Telewizor niepubliczny lansuje postawy niezgodne z wytycznymi rządowymi, generalnie poważam to wielce, a zwracam uwagę na samą atrakcyjność rozmów z np. pierwszym policjantem nowych rzeczypospolitych przy którym cała późniejsza plejada blednie niczym ciuchy wyprane w środku chemicznym który nie jest reklamowany.

Zbliżają się wybory samorządowe i na rynkach inwestycyjnych niektórzy grzeją spektakularne finały a co niektóre elektoraty trzymają kciuki za efekt sprężyny, nawet bardzo. Ciekawa późna jesień tu i ówdzie się szykuje a i wiosna także.

Mlask. Tak nawiasem i na koniec; blogów czytam ostatnio mało ale swoją drogą zwyczaj umieszczania blogroll’a w innym blogu zwanym niejednokrotnie linkowiskiem (o, fuu) to zakrawa na jakieś zdziczenie obyczajów.

media&ctrl

Fotka z pewnej wieczornej sesji, niektórzy dopatrują się związków ze ‘Samotnością w Sieci’.

 

Papier jest cierpliwy

Po wczorajszych porządkach w papierzyskach, pomijając ilość rzeczywiście zbędnej makulatury niewiadomego pochodzenia, nie mogę wyjść z podziwu w jakim stopniu istnienie pojedyńczego osobnika, powoduje generowanie nie kończącej się lawiny dokumentów, popularnie zwanych kwitami.

Mając za główny cel: ład i porządek jaki powinien przyświecać zalegalizowanej komórce społecznej, wraziliśmy wszystko co nasze w jeden wielki segregator który stał się momentalnie dość pokaźnym tomiszczem.

Patrząc na te ilości papieru, zacząłem się poważnie zastanawiać jak regularnym śledzeniem przepisów w zakresie co, z jakiego gatunku i przez ile czasu należy przetrzymywać w domowym archiwum. Człowiek, jak wynika z krótkiego podsumowania musi mieć opieczętowany dowód na to, że się urodził, uregulował wpłaty, mieszka i na jakiej podstawie, zawarł związek małżeński, próbował się w życiu czegoś nauczyć, pracował w takich a nie innych miejscach i nawet przydatne jest posiadanie stwierdzenia, że czasami bywał chory a generalnie to jest zdrowy na ciele i umyśle.

Stany powyższe, niektóre permanentne, niektóre bardziej chwilowe, archiwizowane, mają to do siebie, że największym problemem przy okresowym segregowaniu okazuje się być gradacja czyli rozterka duchowa polegająca na tym którą koszulkę dać tak bardziej z przodu a którą spokojnie można zakopać na samym, szarym końcu.

Metr kwadratowy

Rzeczą która mnie ostatnio wprawia w największe zdumienie jest galopada cen nieruchomości które niemalże we wszystkich większych miastach zaczynają osiągać astronomiczne wysokości za metr kwadratowy powierzchni mieszkalnej. Trudno to odnosić w rządowym kontekście poprawy kondycji polskiej gospodarki jeżeli pod uwagę weźmie się fakt, że od startu naszego kraju w Unii Europejskiej, szacuje się, że napływ gotówki od rodaków pracujących poza naszymi granicami sięgnął około 10 miliardów euro. Jasne się w tym momencie staje, że apetyty idą w parze z popytem i z coraz większą dostępnością kredytów hipotecznych a podaż krajowa za tym nie nadąża.

Coraz bardziej zaciekawiony wzrok zaczynamy kierować na budownictwo międzywojenne tudzież na urokliwość adaptacji poddaszy :)

Treściwość

Pomijając niezbyt ciekawy spadek ciśnienia i mocne wejście właściwej jesieni to z dzisiejszych przypowieści o życiu płynie dla mnie jeden morał: człowiek który jest bardzo najedzony to jest zdecydowanie bardziej spokojny. Leniwy także – ale to już zupełnie inna historia. Widocznie jestem znacznie bardziej prosty niż by to z odbicia w lustrze wynikało.

Kilolinie

Wśród niektórych programistów jest taka moda, żeby mierzyć skalę przedwsięzięcia w ilości linii kodu źródłowego czy też raczej w kiloliniach (od tysięcy). Przez jakiś czas wydawało mi się to również ciekawą zabawką, zwłaszcza, że odpowiednie narzędzie błyskawicznie samo przegląda foldery projektu i zlicza puste linie, komentarze oraz mięsko. Jednakże wraz ze zbliżaniem się do granicy 10 kilolinii na projekt jakoś coraz mniej mnie to ekscytuje.

Pewnym radosnym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie w ulubionym edytorze widoku drzewka procedur działającego i dla ASP i dla Perl’a. Coś mi się wydaje, że zaoszczędzony w ten sposób czas przeznaczę na lenistwo w weekend, bo jakoś już tak jedną nogą w nim jestem :)

 

Wolne kolory

Słońce miękko maluje barwy wczesnej jesieni, nachodzi mnie ochota wyjść zza tych monitorów, złapać trochę kolorów i mgiełek porannych. Koniecznie.

Dziwię się, że o takiej porze roku tyle osób jakoś rozłazi się w szwach. Dziwne. Jesień, jakby to brzydko powiedzieć, semantycznie jest porą niby nieciekawą ale (subiektywnie) potrafi dostarczać siły i uroku. Dziwne to jest.

A kompletnie nawiasem: w telewizorze, w jakimś programie gadanym Masłowska objawiła się jako osoba nie potrafiąca sklecić w miarę składnego zdania; nie przekonuje mnie, że takie to prawo artystów, bujać w obłokach – bądź co bądź to literatura, podobno…

iksfajlsy

Wieczorem na plac podjeżdżają bezwykopowe remonty sieci (czy jakoś tak), Promyczek zauważa, że:

– popatrz, oni zawsze podjeżdżają w to samo miejsce;
– hmm…
– ja wiem, oni przyjeżdżają karmić białym serem tego potwora w kanałach!

…za duże stężenie iksfajlsów w otoczeniu napaduje moją żonę i ja też czuję, że mnie pomału bierze :)

p.s.: tak się przyglądam ukradkiem i oni pakują ten ser jakąś rurą do środka, znaczy temu potworu

Tak bardziej lokalnie

Poniedziałek przemyka w iście kalejdoskopowym tempie.

Odrobinę zza węgła obserwuję pierwsze poczynania lokalnych kandydatów na fotel prezydenta miasta Szczecina. Tutaj muszę przyznać, że o ile rejony polityki sejmowej i okolic dosyć mało mnie interesują (może prócz co ciekawszych kawałków ordynacji podatkowej) to w zakresie pojmowanym terminem samorząd, jestem zdecydowanie bliższy okresowym skokom ciśnienia.

Wygląda to dosyć nieciekawie i rozdrobniale zbytnio – jak dla mnie. Jest pan z tzw. lewicy, el commendante ubiegający się o reelekcję, pani bezpartyjna z blachą obecnie nam partii wiodącej oraz jedyny (jak dla mnie) sensowny kandydat, który jednak nawet na bilbordach nie wygląda charakterystycznie – czyli po prostu medialnie: słabo.

Najbardziej ciekaw jestem przy okazji całej tej imprezy, jaka będzie frekwencja wyborcza?

Przeluźnie

Kulam się z laptopem po wyrku rozkoszując się przeluźną niedzielą. Nie ma mowy żeby cokolwiek mnie zmusiło do pracy jakowejś dodatkowej bo po ostatnim tygodniu jedyne czego pragnę to właśnie tylko kulać się i nic więcej.

Zastanawiam się tylko czy Promyczek miałby szanse na pokojową nagrodę Nobla za koncepcję osobistych wunderbaumów przywieszanych w specyficznym miejscu w celu zminimalizowania nieakceptowalnych społecznie efektów trawienia.

Mogę tylko dodać, że mogę wybrać zapach: leśny albo morska bryza.

Naprawdę przeluźna niedziela, naprawdę…

Niekapek

Poranne mnie naszło zastanowienie, patrząc na zapełnienie się lodówki na wskutek wczorajszej tradycyjnej wycieczki hipermarketowej: nie będąc szczególnie od komercji uzależniony (bo mogę powiedzieć, że dłużej niż pół godziny bez bólu głowy wytrzymuję tylko w jednym jedynym sklepie), zawsze mnie cieszy po takiej rundce widok wypakowanych zapasów na najbliższy tydzień. Ogólnie i oględnie można powiedzieć, że powrót do domu i usypywanie stosu produktów jest pewnym sacrum w naszym domu.

Czy to jest pewien atawizm człowieka pierwotnego, dobre samopoczucie wynikające z faktu zapełnienia spiżarni?

Poszukując określeń na pewne stany, chciałbym napisać ‘ducha’, ukuliśmy z żoną wczoraj na poczekaniu krótką przyszłościową wizję radosnego tańca plemiennego razem z potomkiem wokół zapasów połączonego z euforyczną radością wynikającą np. z zakupu soku z zakrętką typu niekapek.

Tłumaczę sobie, że w prostocie i dobrym prymitywiźmie jest piękno oraz geniusz i wiem, że nakreślonymi poglądami wyrażam zdecydowanie niemodne w stosunku do aktualnych trendów, stanowisko.