Archiwum czerwiec, 2006

Kombajn

Nigdy nie miałem serca do Flash’a.

Dzisiaj szukając czegoś na CPANie natknąłem się na … SWF::Builder (nie jest to może pierwsza świeżość, ver 0.14 jesień 2005).

omg, próbuję sobie wyobrazić to w kombajnie on-line z Image::Magick i DBI::whatever :) o ile to działa w ogóle; chyba się skuszę w weekend popróbować :)

Obrączki

Obrączki leżą sobie w pudełeczku w szufladzie. Poprzymierzaliśmy. Faktycznie mi jakoś tak ciężko schodzi. Może tak u faceta powinno już być?

Ciekaw jestem (zapewne w ruch gugle jakieś pójdą) skąd ten symbol dwóch krążków pochodzi? Czy chodzi „tylko” o publiczny komunikat społeczny, że „zajęte”? Chyba nie – ale ciężko mi tak w ciemno obstawiać.

Chwilami się zastanawiam jakie nakłady operacyjne sił i środków trzeba ponieść kiedy ktoś ma (lub musi mieć) apetyt na wesele z setką pociotków i tym podobnymi klimatami w tzw. stylu polskim powszechnie obowiązującym.

Chyba nie wyobrażam sobie takiego scenariusza.

060829 ale bez papryczek

Z lekkim takim rozkojarzeniem stwierdzam, że mi się pory dnia przesuwają odrobinę. Po późnym obiedzie ścina mnie drzemka obowiązkowa. Wieczorem za to, około północy, wcale mnie jeszcze do komory regeneracyjnej nie ciągnie. Problemem za to okazuje się być pobudka. To, zawsze było problemem.

Dedlajny wyrobione i (odpukać) nad głową nie wiszą.

W notatniku już coraz więcej poodkreślane.

I

Czasami patrzę w notki sprzed jakiegoś czasu. Najchętniej sprzed roku, lub dwóch, tak żeby się zbytnio nie przemęczać zastanawianiem się nad tym co bym z szuflady chciał przeczytać.

Zmienia się czasami punkt widzenia, czasami jest to tzw. życie, szeroko pojęte. Za rok przeczytam o pierwszych sandałach kupionych z własnej woli (jak to kurde brzmi, heh) przeze mnie i przez żonę. O pierwszej skonsumowanej ze smakiem rybie. Chociaż podobno, jak mówi moja mama – filet to nie ryba :)

Na ślubie znajomego spotkałem osoby których bardzo dawno nie widziałem. Chwilowe ale nie było to przyjemne wrażenie. Pozostało mi chyba jeszcze trochę zamyślenie o sprawach tak dawnych, że zapomniałem, że kiedykolwiek istniały.

Północ pyknęła na zegarze a ja lubię poczytać o ostatnich dniach czerwca zeszłego roku.

Na dzisiejsze dobranoc jeszcze podzielę się banałem do poduszki: czasami jest lepiej, czasami jest gorzej ale zawsze kiedyś zdarzają się chwile żeby podjąć właściwy wybór.

Trzy akapity o meteo

Mam takie dziwne wrażenie, że jak jest tak ciepło to dźwięki silników (zwłaszcza chopperów) o tej porze są znacznie głośniejsze. Drugie odczucie, towarzyszące przez osiem godzin w pracy to wrażenie, że mój mózg za chwilę się zleje w jedną całość z nagrzanym powietrzem, które wypełnia wnętrza willi z początków zeszłego wieku. Trzydzieści stopni w cieniu na zewnątrz zdaje się być wtedy orzeźwieniem.

Kiedy dzisiaj wychodziłem na chwilę popołudniem późnym, lunął deszcz a wręcz ściana wody z północnym porywistym wiatrem. Na dziesięć minut autentycznie mnie zmroziło.

Czasami myślę, że o tej porze roku, pod tą szerokością geograficzną tylko w ten sposób równowaga jest się w stanie utrzymać.

Ryba

Nie wiem dlaczego obudziłem się o tak poronionej, jak na niedzielę, godzinie 6:00. Wczesny spacer po bułeczki (i mozarellę z pomidorami i śledzikiem). W powietrzu północny wiatr i nagła chęć, żeby pocisnąć nad morze. O tyle to akurat dziwne bo ja i morze to raczej dwie wykluczające się, przynajmniej do tej pory, sprawy.

Lubię jednak spontaniczne pomysły i razem z Promyczkiem, około południa, wspólnie zafascynowani klimatem, ochrzciliśmy Międzyzdroje dalekim przedmieściem Szczecina.

Koncentracja na metr kwadratowy gastronomii nadmorskiej wywarła na mnie takie wrażenie, że skusiłem się, po raz pierwszy w życiu, na tzw. obowiązkową rybkę w smażalni o wdzięcznej (i dźwięcznej) nazwie: Bar Koncertowa. Normalnie, w każdej innej sytuacji, szedłbym w zaparte – jednak tym razem muszę przyznać bez ogródek, jakkolwiek to może wydawać się infantylne, że danie takie jest po prostu pyszne.

Na marginesie, choć margines ten czasami szerszy, czasami węższy i bardzo piaszczysty, smażą się i przechadzają ciała. Żona jednak, mogę powiedzieć, kontenta jest, bowiem nie za bardzo było czym się, tak szczerzej, zafascynować (jeżeli czytają to jakieś feministki to czytaj: uślinić). Uderza, nawet w wieku powszechnie uważanym za atrakcyjny, jakaś globalna niezgrabność – a co do tego nawet to z Promyczkiem jesteśmy zgodni, że jest to jakieś dziwne.

Fascynujący jest dla mnie (i obcy) ten świat smażalni, salonów z automatami do gry z napierającym techno niemal na maxa, tłumów leżących plackiem na tym kawałku piasku w tajemniczym dla mnie celu, rodzin konsumujących rurki z kremem zagryzanych kiełbasą z rusztu (i dlaczego ktoś zastawia swój telefon na potrzeby znanej gry w trzy kubki???), niemieckich wycieczek i staruszków wymieniających doświadczenia na temat dyskopatii.

Czuję się jak zrelaksowany ufoludek po wizycie na innej planecie ;)

Zapach smażonej ryby, olejków do opalania i skwaru zapadł mi pozytywnie w pamięci.

iso-8859-5 i utf-8

Kodowania wschodnich sąsiadów to koszmar.

Na szybko (z wczoraj) przejście z ISO-8859-5 (czy coś podobnego) na UTF-8 w ASP na lekko (podawać schłodzone):

function ConvertCharset(txtISO)

aInput=”°±˛ł´µˇ¤¶·¸¦§ąş»Ą˝ľżŔÁÂĂ®ÄĹĆÇČÉĘËĚÍÎĎĐŃŇÓÔŐńô” _
& „Ö×Řö÷ŮÚŰÜÝŢßŕáâăţäĺćçčéęëěíîď”

aOutput=”АБВГДЕЁЄЖЗИІЇЙКЛМНОПРСТУЎФХЦЧШЩЪЫЬЭЮЯа” _
& „бвгдеёєжзиіїйклмнопрстуўфхцчшщъыьэюя”


for ii=1 to len(aInput)

    txtISO=replace(txtISO, mid(aInput,ii,1), mid(aOutput,ii,1))
next

ConvertCharset=txtISO

end function

Myk-myk

O tej porze to tylko mogę napisać, że duże kółko z nanizanymi kółeczkami różnych, ponumerowanych rozmiarów, powoduje u mnie stłumione konwulsje śmiechowe. Tak. Przymiarka obrączek odfajkowana a ekipa za ladą wyglądała na wyjątkowo zmierzłą.

Do tego ustaliliśmy menu obiadowe. Ale nie u jubilera. W knajpie która dobrze rokuje na atmosferę.

A papierki z portfela: myk-myk :)

Co się tu na tym blogu wypisuje, ja pierdykam :)

[060619]

Na szybko i w jednym przebiegu: mam tabelę z naklikanymi przez użytkowników akcjami typu A i typu B (różnie rozliczanymi) w różnym czasie.

Zadanie: migiem wyciągnąć zbiorczo niewypłacone sumy – przy czym jeden user może zajmować tylko jeden rekord…

SELECT id_uzytkownika, Last(data_klikniecia) AS data, Sum(naleznosc) AS naleznosci

FROM (

    SELECT id_uzytkownika, data_klikniecia,
    Count(data_klikniecia)*3 AS naleznosc

    FROM uzytkownicy INNER JOIN wyplaty
    ON uzytkownicy.id=wyplaty.id_uzytkownika
    WHERE typ=’akcja_typu_A’
    GROUP BY id_uzytkownika, data_klikniecia
    HAVING data_wyplaty IS Null

    UNION

    SELECT id_uzytkownika, data_klikniecia,
    Count(data_klikniecia)*0.5 AS naleznosc

    FROM uzytkownicy INNER JOIN payout
    ON uzytkownicy.id=wyplaty.id_uzytkownika
    WHERE typ=’akcja_typu_B’
    GROUP BY id_uzytkownika, data_klikniecia
    HAVING data_wyplaty IS Null

    )

GROUP BY id_uzytkownika


…chyba uchwyciłem fragment poniedziałkowej atmosfery ;)

Obcinka z weekendu

Tak jakby ktoś popatrzył z boku to czasu nam to zajmuje generalnie niewiele. Może dlatego, że wszystko mamy, jak się okazuje, w zasięgu rzutu beretem, ewentualnie mokrym beretem. Fotograf, jubiler, hotel, restauracja itp. Do tego jeszcze po drodze dajemy radę zająć stanowiska snajperskie na Zamku, żeby zrobić obcinkę jak wygląda wyjście ze statystycznego ślubu cywilnego. Zresztą… omg, wyglądało jak sen napranego wiejskiego specjalisty od usług video filmuję śluby retuszuję.

Na marginesie we Flerynce są świetne kapuśniaczki (ciasto francuskie na ciepło) i przysmaki bawarskie (toż samo na ciepło). Odpoczynek od kebabów i takich tam. Czasam mam wrażenie, że moje życie składa się li i jedynie z picia, jedzenia i wydawania pieniędzy.

Tak jak Promyczek rzecze: hotel opłacony, zaproszenia na 99% odfajkowane, przymiarki na palec obrączek za nami, mmmm, fotografowie jacyś – a i tak mam wrażenie spokoju oraz ładu całości.

Tak niewiele zatem – a tak dużo, po prostu.

Zaległe mniam

Po małym remanencie na blogu z żalem stwierdzam, że nie umieściłem do tej pory, naszego najlepszego jak dotąd, wspólnego z Młodą przepisu.

Nadrabiam – zatem: „Najszybszy schab na świecie z papryką i w chłodniku”:

Dwa pęczki rzodkiewek kroimy w miarę najdrobniej jak umiemy. Dwa dość duże ogórki szklarniowe kroimy w kostkę (po pokrojeniu osolić lekko i odstawić, tak by puściły wodę i nie rozwodniły nam maślanki). Po odlaniu wody z ogórków dodajemy rzodkiewkę, zalewamy wszystko maślanką i siekamy do tego szczypiorek. Sól, pieprz, bazylia z umiarem – musimy uzyskać smak ziołowy lecz „jasny”, orzeźwiający.

Dwa średniej grubości kotlety schabowe cienko rozbijamy. Paprykę czerwoną, sztuk jedna, kroimy w drobną kostkę. Topimy smalec na patelni tak by się mocno rozgrzał. Pokrojoną paprykę wrzucamy na duży ogień i podsmażamy chwilę, by puściła pierwsze soki. Teraz kładziemy kotlety, dodajemy przyprawę do potraw greckich, pieprz, zmieloną czerwoną paprykę, skrapiamy oczywiście tradycyjnie maggi. Smażymy nie dłużej niż pięć minut z obu stron, zdejmując czasami patelnię z ognia. Schab będzie idealnie soczysty.

Porcja dla dwóch osób. Podawać polane chłodnikiem, z białym pieczywem. Duże ilości napojów w zasięgu ręki mogą okazać się niezbędne.

Ufff

Ufff… i nie tylko od gorąca.

Dni Morza najlepsze chyba w całej swojej dotychczasowej karierze. Impreza w końcu rozłożona na tak duży obszar, że i skutecznie ruch tłumów był rozładowany i pozwiedzać można było niedostępne zazwyczaj tereny Łasztowni. Nie obyło się bez drobnych potknięć, takich jak bitwa morska w kompletnych ciemnościach, a i koncert finałowy, robiony „pod” TVP prezentował poziom, delikatnie mówiąc kiepski. Na szczęście scen było sześć, także było w czym wybierać.

Promyczek dodaje, że żałuje, że nie mamy kamerki, żeby co ciekawsze fragmenty atmosfery skręcić – naprawdę warto było.

Najfajniejsze w środowym meczu było to, że nie widziałem (lub nie pamiętam, hehe) tej bramki w którejś tam ostatniej minucie. To tak mogę uznać jakby jej nie było :) a wieczorek skądinąd sympatyczny.

28,8

Ta pokusa jest silniejsza ode mnie :)

28,8 na termometrze i nawet nie wiem czy w cieniu czy nie – a tu mi takie coś: sprawdzić abonament za dany miesiąc, czy wpłynął terminowo (czyli do końca miesiąca w którym był naliczony) i czy została wystawiona za to prowizja. W jednym przebiegu bo operacji multum a o wydajności tego serwera się nie dyskutuje.

Dwie tabele: należności i wypłaty, ponieważ ilość wypłat przypadających na wpłatę jest różna i zależna zupełnie od tzw. czynników zewnętrznych.

Poszedłem sprintem w JOINy i utknąłem, przyznam na długo. A sprawa finalnie ma się tak:

SELECT *
FROM naleznosci
WHERE
id_klienta=[klient]
AND paid=True
AND Month(data_rachunku)=Month(data_wplywu)
AND

id_klienta NOT IN
(SELECT id_klienta
FROM wyplaty
WHERE
id_handlowca=[komu]
AND id_klienta=[klient]
AND Month(data_wyplaty)=Month(data_rachunku)
AND Year(data_wyplaty)=Year(data_rachunku))

o! prostota i wdzięk! … i długi weekend :)

Niedziela

  
Widok z Łasztowni na epicentrum zamieszania, niedziela, 16:00.

Życie jest ciężkie

Normalnie jest tak, że od jakiegoś czasu ciśnienie w pracy. Nawet wszystko w miarę na czas wychodzi ale ciśnienie jest i jest zmęczenie. Tydzień za tygodniem pędzi szybko ale z drugiej strony ciężko się jakoś zawsze do piątku doczołgać. Ot, paradoks.

Z drugiej strony jest ten weekend i się odpoczywa, tak się odpoczywa, że zarywamy nosem w poduszkę, niekoniecznie na wskutek intensywnego joggingu po zdrowie. Ot i kolejny paradoks.

Na tę refleksję mnie naszło po symbolicznych pięciu piweczkach które wprowadziłem tradycyjnie w Outcaffe ze względu na słaby wygląd – jak to żona stwierdziła wczoraj.

Ze względu na filozoficzny nastrój, w domu musiałem poprawić symbolicznym, jeszcze jednym z lodóweczki.

A dzisiaj mecze jakieś, Wały, Dni Morza.

Że tak pozwolę sobie zacytować bez autoryzacji szwagierkę: życie jest ciężkie…

;)

Off

Jedyne co mi się w głowie telepie przez ten tydzień to jakieś kawałki SQL’a. Z naciskiem na recursive joiny. Mam wrażenie, że to ostatnio zdominowało moje wszystkie poczynania mentalne…

Będzie weekend. Będą Dni Morza :)

[060605]

Wczorajsze.

Najbardziej na świecie uwielbiam podmieniać z pozoru niewinnie wyglądające pole w tabeli trzymającej drzewo zależności (czyli potocznie: tabela trzymająca władzę). Za cholery od dłuższego czasu nie umiem wpaść na (zapewne prosty) pomysł jak we wszystkich skryptach, bibliotekach i innych cholerstwach, szybko wyedytować zależności.

Było, powiedzmy:

SELECT item
FROM items INNER JOIN tree
ON items.id=tree.item_id
WHERE tree.parent_id=parametr_id_z_items

ma być drzewko z powtórzeniami, czyli:


WHERE tree.parent_id=parametr_id_z_tree

I do tego oczywiście wszystkie formularze, edycja, dopisywanie…

Zacznę chyba wszystko a priori traktować jako z powtórzeniami.

Poranek o 18.00

Generalnie jestem mniej lotny dnia następnego w mowie oraz piśmie. W skrócie mogę powiedzieć tyle, że żona skuła mnie wczoraj niemiłosiernie :) po prostu.

Mniam na szybko

A teraz coś kompletnie z innej beczki czyli kiełbaski a’la gyros z warzywami:

Potrzebujemy:

– jeden długi kawałek kiełbaski, najlepsza będzie Podwawelska wieprzowa (lub coś podobnego co lubimy a jest dość tłuste i znakomicie nadaje się do intensywnego zesmażenia)
– dwie cebule
– mrożonka Hortex o nazwie Leczo
– przyprawa grecka (dobre mixy są autorstwa Appetity)
– pieprz czarny mielony, papryka oraz maggi

Kiełbas kroimy w krótkie, cienkie paseczki, jeżeli ktoś ma cierpliwość to nawet na osiem. Wrzucamy na rozgrzaną patelnię (dosyć dużo smalcu), ogień odkręcamy na 80% mocy. Do tego dwie cebule wkrajamy niechlujnie, przy czym należy pamiętać przy obieraniu, że odrzucamy całą pierwszą, teoretycznie jadalną łupinę. Dajemy paprykę ostrą mieloną wedle uznania oraz kropimy maggi tak żeby uzyskać piorunujący efekt zadymienia całej kuchni. Mieszamy całość cały czas drewnianą łopatką bo inaczej pożegnamy się z patelnią.

Kiedy kawałki kiełbasy zwiną się już w boleściach lekko przypieczone, wrzucamy zawartość mrożonki wprost z opakowania. Zaprawiamy po roztopieniu się przyprawą grecką oraz czarnym pieprzem i smażymy na ostrym ogniu do momentu aż co słabsze warzywa wymiękną do postaci papki a reszta pozostanie w miarę twarda (czasami trzeba zdjąć patelnię z ognia).

Cała operacja zajmuje około 30 minut. Konsumować z bułką oraz maślanką (przydaje się gdy nam ręka z ostrymi przyprawami drgnie). Ilość na dwie osoby na lekką kolację.

Aha, nie używamy soli.

Smacznego :)