[…]
Z telewizora atakuje magią świąt co druga korporacja. Spoglądam przez okno na mniej lub bardziej udane dekoracje świetlne i szukam potwierdzenia, że mój świat wychodzi z offline’u, tego przysłowiowego, głębokiego wpadnięcia w tryb pewnych wlekących się spraw.
Młoda lepi z masy solnej aniołki. Jeden taki zgrubnięty zadomowił się już na lodówce. Drugi, zbrokatowany, chudszy, pojedzie do moich rodziców. Aniołki są dobre i są Świętami. Nie są z Korporacji.
Rok pomału będzie dobiegał końca. Nie wiem jeszcze czy już się zastanawiać nad tym wszystkim co się działo przez te dwanaście miesięcy, czy później, czy nie zastanawiać się – tylko cieszyć tym co zrobiliśmy, uśmiechać się i wierzyć, że nasze życie będzie się stawać coraz lepsze.
Kiedy nerwowość przechodzi i wraca przytomność wtedy uzmysławiam sobie, jak nas mało dzieli od absolutnie błogiej spokojności: mniej niż kilka spraw z finansami i nic, nic poza tym.
I właśnie za to chciałbym podziękować.
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
stalowa choinka zgasiła ostatnie iskierki nadziei na dobry gust. wzięłam tydzień wolnego. chodzę po trzeszczącym śniegu… jestem u siebie. i nadal jestem sobą. przetrwałam. to chyba największy powód żeby dziękować. a tak w ogóle to czemu ja gadam o sobie…? pozdrawiam :-)
Bardzo lubię cię podczytywac sobie.
a my nie mamy śniegu ale też przetrwaliśmy :)
omecham :) i pytam ponownie o spotkanie :)