Californication
Californication wydziera mi się w komórce i przypomina, że jednak dzisiaj ostatni dzień tygodnia i trzeba opuścić przyjemne (barrrdzo) miejsce.
Wypluskuję się i nadstawiam ucha w stronę kuchni gdzie Promyczek robi pierwsze przedpracowe śniadanie. Pierwsze ale tak jakby od zawsze. „Zupełnie normalnie zamieniamy parę zaspanych zdań przy kuchennym stole…”
Autobus B do pracy jakby niepospieszny dzisiaj. W powietrzu czuć dzień konia. Slalom między gazeciarzami – wszystko jakoś dziwnie układa się w spójna całość.
Po prostu _żyć i kolory jakby wyraźniejsze.
Tylko dlaczego do cholery nie pomyślałem wcześniej o tych biletach do Czarnego Kota Rudego?
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
No właśnie Kochanie, dlaczego? :D_Żyć :*
bo jestem starym sklerotykiem? :D :*