Trzy punkty być może znikąd

Po pierwsze: Minolta A2 zagościła w domu, po którą warto było jechać do Barlinka, niby tylko dwie godziny w jedną i dwie w drugą stronę. Do obłaskawienia i oswojenia z każdej strony. (Zupełnie na marginesie, miejscowy sklep sieci Netto mieści się w czymś co wydaje się być skrzyżowaniem pałacyku z małą manufakturą włókienniczą).

Po drugie: ząb, tak zwany mądrości, na razie, po walce o przyjście na świat, nie zamierza podzielić losu braciszka młodszego, zmarłego w tragicznych okolicznościach, można powiedzieć wyaborcjonowanego, kilka lat temu.

Po trzecie: czas znaczony regularną porą lunchtime’u. Nowe a jakby od zawsze powszednie, znajome i mało zadziwiające.

Chyba nie ma sensu, żebym szukał koncepcji na, przepraszam za brzydkie wyrażenie, wykazanie korelacji pomiędzy tymi punktami. Trend w dobrej ćwiartce skali co pozwala dość smacznie zamlaskać przed snem.

Czytam ostatnio gdzieniegdzie wtórne użycia słowotwórstw kiedyś już wymyślonych. Taka zabawa.

Trackbacki/pingbacki

Komentarze

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.