Podświadomość (nie) jest werbalna
Wątpię żeby podświadomość była werbalna: (albo) ja jestem wyjałowiony po siedzeniu 12 godzin w biurze. No nie, dwanaście to przesadziłem: pojechałem na dworzec nabyć bilet – więc miałem godzinną przerwę w postaci moknięcia na rowerze w drodze do i z powrotem. Nawiasem mówiąc Pani W Kasie mnie rozbroiła conieco: mówię, że mam trzy wykorzystane bilety, czy to jest zniżka? „Oczywiście 15%, nie ma problemu”. No to ja, że fajnie, itede. Demon marketingu po wydrukowaniu i skasowaniu należności: „ale bardziej opłaca się zbierać do pięciu bo wtedy jest 50%”. Się lekko nawet uchachałem… właśnie apropos polepszenia nastroju, otrzymałem dwustuprocentową wypłatę. Co prawda, następna z końcem (jaki my mamy miesiąc?) kwietnia lecz coż carpe diem. Zresztą znając życie, kac sumienie zadręczone przy najbliższym łapaniu owej chwili będzie i tak mnie męczyć. Taka widocznie już moja schizofrenia.
Notabene polepszania i ww skeczu, dzisiaj dobre rozdanie: payment i discount – z czego dla typa zdobywcy chyba bardziej atrakcyjną marchewką jest one (od onego) dwanaście eurów. Cóż, żem żebrak lubo wspinacz (turystyczny lecz zawsze).
Tak patrzę na powyższy potoksłów i zastanawiam się czy akapity te jednak nie są argumentem na rzecz tego, że podświadomość _jest werbalna. Hę? Pomyślcie a ja idę na piwo.
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.