Kolory wizji …

Siedząc w „Po Godzinach” – widok na deptak zasłaniały szczyty rozłożystych parasoli części letniej – miałem do wyboru widok na niebo, niebieskie w Szczecinie na wyjazd w niedzielę jak na zawołanie, odbicie wewnątrz lokalu lub odbicie tego co ujrzałem przez dobre półtorej godziny w tej witrynie, tym razem od środka.

Niektórzy powiadają, że nie oglądają lub starają się nie oglądać na cień minionych brzmień.

Nie wierzę w to.

Zawsze jest tak, że jesteśmy sumą minionych, niewypowiedzianych wrażeń i chwil.

Nie ważne jak bardzo nas łudzi głos wewnętrzny, nakazujący pomyśleć, że oto biała kartka, punkt od którego nic nie ma tylko nasze nowe istnienie.

Im więcej kadrów tego filmu przeleciało w tej witrynie tym bardziej byłem pewien, że spojrzenie, owa obłudna czystość jest tylko i wyłącznie wypadkową, coraz bardziej wybalansowaną, niż oczyszczeniem, niż blaknącymi kartkami.

Proces myślowy czy raczej transcendencji, spłatał mi o tyle figla, że zablokował na jakiś czas przeświadczenie-wniosek, sumę tego filmu w witrynie, że moja pamięć odzyskuje kolory.

Trackbacki/pingbacki

Komentarze

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.