Lajt
Tak bardziej lajt…
Wczorajszy spacer w poszukiwaniu efektownych deszczowych kadrów dzisiaj odbija mi się na plecach w okolicach lędźwiowych kręgosłupa.
Przy czym zgodnie z prawami drobnych złośliwości wszechświata tak się złożyło, że kiedy już wyczerpany pilnie potrzebowałem posilić się jakimś dynerkebabem to jak na złość przez dwa kilometry nie mogłem uświadczyć ni grama tureckiego (nawet zalatującego) przybytku: tu muszę zaznaczyć, że „kiedy ich nie potrzeba” to co pięć minut dosłownie można się natknąć na nienalżejsze zapachy dochodzące z nienajczystszych imbissów.
Przewietrzony dosłownie i w przenośni wczorajszem ufniej patrzę w najbliższe dni. Deszczowe Schanze gdzie wczoraj dotarłem w poszukiwaniu pożywienia (…jak to brzmi) zamieszało mi nieco w głowie ale i chyba w znaczny sposób pomogło.
To dzisiaj w ramach terapii zajęciowej wyszoruję kuchnię.
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
…a na Brackiej pada deszcz… :) a niedaleko knajpa na knajpie z kebabami… potop turecki ogarnia południowe okolice. oni są wszędzie! niestety… :/ pozrdawiam po turecku :)
szukales materialu na zdjecie i jestes chory? oj cholera, skad ja to znam? :D
i po to za Sobieskiego cała ta zadyma była, żeby oni nas teraz …… ;)
co prawda, morza Ci u nas nie ma, ale kebabów dostatek :P Sobieski? jak Ci poszedł pod Wiedeń to może i pod Kraków zawita… w kolejnym wcieleniu :)
szorujesz kuchnie w ramach terapii? to może moją też? potraktuj to jako wyjazd do sanatorium, czy ja wiem….? ;)