Lajt

Tak bardziej lajt

Wczorajszy spacer w poszukiwaniu efektownych deszczowych kadrów dzisiaj odbija mi się na plecach w okolicach lędźwiowych kręgosłupa.

Przy czym zgodnie z prawami drobnych złośliwości wszechświata tak się złożyło, że kiedy już wyczerpany pilnie potrzebowałem posilić się jakimś dynerkebabem to jak na złość przez dwa kilometry nie mogłem uświadczyć ni grama tureckiego (nawet zalatującego) przybytku: tu muszę zaznaczyć, że „kiedy ich nie potrzeba” to co pięć minut dosłownie można się natknąć na nienalżejsze zapachy dochodzące z nienajczystszych imbissów.

Przewietrzony dosłownie i w przenośni wczorajszem ufniej patrzę w najbliższe dni. Deszczowe Schanze gdzie wczoraj dotarłem w poszukiwaniu pożywienia (…jak to brzmi) zamieszało mi nieco w głowie ale i chyba w znaczny sposób pomogło.

To dzisiaj w ramach terapii zajęciowej wyszoruję kuchnię.

Trackbacki/pingbacki

Komentarze

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.