Perpetuum?
Dosyć naturalnym trafem składa się tak, że dogrzebujemy się do weekendu by odpocząć – a ma to miejsce poprzez tydzień roboczy, w piątek nachodzi nas ochota na tzw. odstresowanie (czyli nocne pozwiedzanie lokali) co przynosi skutek po postacią sobotniego renesansu zdrowego stylu życia (no może nie do końca bo śpimy do południa): dłuższy spacer który okazuje się być wyczerpujący – odpoczywamy i w niedzielę wyruszamy na jeszcze dłuższy.
Poniedziałek. Skołowany wrażeniami weekendu staram się dogrzebać do końca tygodnia żeby w końcu odpocząć
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
a mi własnie w tygodniu zawsze wpadają jakieś malutkie spotkanka, które potem wcale malutkimi się nie okazują. Całe szczęscie, ze mam ten komfort, iż zwsze mogę przesunąc odrobinę godzinę pt 'czas, start, praca’ ;)
o, a przesuwanie 'czas-start’ to też jest temat-rzeka ;)