Pomiędzy ciszą a krawędzią

W nosie pełno a w głowie pusto. Niestety.
Pomału zakańczam ten dzień rozważaniami na temat nagłości pewnych rozwiązań, na które czasami nie da rady wpaść ileś tam dni z rzędu a kiedy już przychodzą to okazują się być proste do zrealizowania.
No dobra, teraz będzie bez matolenia.

Wdech.
Nie przepadam za wzniosłymi frazesami – których i tak pełno wokoło (zastanawiam się czy nie dodać ‘ostatnimi czasy‘) – muszę jednak poniższe zapisać pełnym zdaniem:
Spotkam się dzisiaj wieczorem, po raz pierwszy od ładnych kilku lat, z człowiekiem, który uratował mi życie w pewnej dawnej górskiej sytuacji.

Mógłbym napisać, że dziwnie to wszystko przeplata się po latach ale to byłaby już pompa i zadęcie. Wierzę, że rzeczy i sprawy w życiu albo dzieją się po_prostu albo my je stwarzamy.
Czasami jest nawet tak, że się to łączy.

Siądziemy zapewne przy kuflu piwa bosmańskiego przy barze w lokalu na który wszyscy potocznie mówią Ajrisz – chociaż podobno nie tak się nazywa i nie stosuję tu też żadnej muzycznej metafory. Może pomarudzimy trochę jak dwa takie matuzalemy zmierzłe na dzisiejsze, panietentego. czasy a może po prostu podzielimy się ze sobą radością i szczęściem.

A będzie jeszcze lepiej, jeżeli nie przekroczę granicy symbolicznych kilku piw i po powrocie z knajpy moja przyszła małżonka orzeknie, że byłem grzeczny.

I w ten sposób się toczy ten świat – dziwak.

To taka moja spokojna radość na dzisiaj.

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.