Balans

Niedziela spędzona jak przystało na prawdziwą rodzinę w tzw. centrum handlowo-rozrywkowym, czyli lunch plus zakupy plus rundka kontrolna. Na deser kawa i ciacho z rodzicami/teściami i mam pełen obraz tego jak mężczyzna może się zmienić, tak pod trzydziestkę.

Co najlepsze w tym wszystkim, jakoś chyba nie tracę balansu pomiędzy odstawieniem tańca szamańskiego na życzenie przyszłej małżonki przy Black Dog Zeppelinów a’la rock’n’rollowy frontman na sporej dawce środków uznawanych za nielegalne a relacjonowaniem rodzicom wizyt i kawek na Śląsku i próbami sporów kompetencyjnych, sygnalizowanych przez mamę (co facet powinien mieć pod szyją na swoim ślubie?).

Nudzę może znowu ale jakoś tak jest okay.

Trackbacki/pingbacki

Komentarze

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.