Balans
Niedziela spędzona jak przystało na prawdziwą rodzinę w tzw. centrum handlowo-rozrywkowym, czyli lunch plus zakupy plus rundka kontrolna. Na deser kawa i ciacho z rodzicami/teściami i mam pełen obraz tego jak mężczyzna może się zmienić, tak pod trzydziestkę.
Co najlepsze w tym wszystkim, jakoś chyba nie tracę balansu pomiędzy odstawieniem tańca szamańskiego na życzenie przyszłej małżonki przy Black Dog Zeppelinów a’la rock’n’rollowy frontman na sporej dawce środków uznawanych za nielegalne a relacjonowaniem rodzicom wizyt i kawek na Śląsku i próbami sporów kompetencyjnych, sygnalizowanych przez mamę (co facet powinien mieć pod szyją na swoim ślubie?).
Nudzę może znowu ale jakoś tak jest okay.
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
Ech…aż miło Was poczytać.A pod szyją podobno powinna być mucha. Mój Mąż tak miał…ale to w kościele. Na cywilnym krawat….to było ponad 10 lat temu – teraz to nie wiem jaki jest TRYND;)
no właśnie mucha mnie jakoś nie przekonuje, fular czy coś takiego i tu się małe starcia z rodzicielką pojawiają :)