Notatki na okładce
Kiedy wyrzucam nadmiar słów ze swojego słownika to mam wrażenie, że zdania stają się dłuższe. Czasami, obojętnie czy to sprawy zawodowe, czy też obserwacja relacji między ludźmi, zastanawiam się jak bardzo musi być opakowany przekaz, żeby nosił znamiona powszechnie akceptowalnego.
Kiedy słyszę na ulicy dialog pomiędzy ojcem i synem którego transkrypcja na potrzeby telewizji publicznej przypomina nadawanie alfabetem Morse’a, zastanawiam się jaka przepaść dzieli język współczesnej reklamy korporacyjnej i coś co przypomina mittelklasse penner slang.
Coraz większy kontrast – wniosek mało rewelacyjny. Popijam sok pomarańczowy i myślę jak się zmieścić pomiędzy nadmiarem nic nie wnoszących słów, ciszą i treścią życia, nachalną komunikacją wizualną a słowem które samo się ciśnie na usta kiedy człowiek uderzy się w palec.
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
„Jak bardzo musi być opakowany przekaz, żeby nosił znamiona powszechnie akceptowalnego.” Jak, pytasz? Niczym poprzedni „komek” – napweno nieprawdaż. Jednakowoż całusiolków nie przekazuję <;
No patrz! Usunąłeś? A takim ładnym przykładem komentarz tamten był.
wokoło pod dostatkiem przykładów :) akurat w kontekście okazał się być nie do zaakceptowania :)
No tak, ładne określenie na żonę – kontekst… Mój kontekst… ;)))
przyznam, że dosyć odległe skojarzenie :p