Kartka z pinezką

Generalnie rzecz biorąc, koniec listopada każdego roku jest przyczajony. Przyczajony – to chyba najlepsze określenie jakie przychodzi mi w tym momencie do głowy. W mgiełce miejskiego pejzażu czasami nie da rady odróżnić podobieństw od różnic.

Wraz z upływem czasu zmieniają się oczekiwania. Wzmaga się potrzeba komfortu. Zmniejsza się tolerancja na sytuacje kryzysowe. To powoduje jednak, że pojawia się coś na kształt zaplecza siły. Może to doświadczenie a może ludyczniej traktując, tylko zahartowanie.

To pewnie dlatego tramwaje o tej porze jeżdżą odrobinę głośniej niż rok temu.

Za miesiąc z chęcią przeczytam tę kartkę z bloga :)

Trackbacki/pingbacki

Komentarze

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.