editspot

Nawet nie aż tak bardzo ciężki ten poniedziałek po intensywnym weekendzie w Poznaniu. Po złapaniu oddechu i przerefleksyjnieniu kilku wrażeń i odczuć, stwierdzam, że spotkanie editorialowe zdecydowanie ciekawsze niż dwa lata temu w tym samym miejscu. Może to kwestia smutków naotenczas osobistych i liczenia łapczywego chwil które wtedy mogłem spędzić z Promyczkiem? A może kwestia po prostu luźności ogólnej, niedefiniowalnej?

Na pewno znacznie lepiej to wypadło z wykwalifikowanym, miejscowym przewodnikiem (duże dzięksy dla Blogoli), niż jakieś włóczęgi na nosa po podejrzanych miejscach. Jednakże – jedyne co w lokalnej galaktyce niezmienne to ponadczasowość i uniwersalizm humanistyczny baru Jędruś.

Pomimo drobnego pecha ze spontanicznym wyciąganiem przedmiotów z kieszeni wraz z gubieniem ich to muszę powiedzieć, że obraz sobotniego setu Stacja/Stare Kino/Czytelnia ulega w mojej głowie bardzo szybkiej idealizacji.

Swoją drogą z żoną mamy szczęście ostatnio do jakiś starych domostw gdzie niekoniecznie wszystko w aurze tchnie radosnym ładunkiem.

Dużo fajnej mżawki i świateł a Rynek jakby ładniejszy niż dwa lata temu.

Przypomina mi się jak nucąc pod nosem ‘na placu obok dwóch krzyży‘ dziwię się, że Musierowicz wcale nie jest tak rozpoznawalną postacią jakby się to mogło wydawać.

Całkiem spora doza luzu z ładunkiem dla baterii na najbliższy czas.

Przecież w końcu o to czasami chodzi, prawda?

Trackbacki/pingbacki

Komentarze

Skomentuj

Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.