Panie kochany co oni robią z tymi ludźmi
Wczoraj spotkałem się z mistrzostwem świata w niefrasobliwości. Minął nam świeżo stary rok więc mogę śmiało powiedzieć, że tytuł za 2006 przyznaję bez dłuższego zastanowienia.
Rzecz się tyczy pewnej dokumentacji z zakresu służby zdrowia, gdzie najbardziej istotnym elementem tejże było dostarczenie oprócz tony papieru, odpowiedniej wersji na czymś co potocznie nazywamy nośnikiem danych. Jak łatwo można się domyślić, pewne grupy zawodowe zdają się nie dostrzegać faktu, że czy tego chcemy czy też nie, żyjemy w epoce informacji zdigitalizowanej. Przyzwyczajenie to jest tak bardzo mocno zakorzenione w świadomości zbiorowej, że niejako samo z siebie jest idealnym usprawiedliwieniem w momencie kiedy rzeczony element dokumentacji zostaje zapomniany. Słowo to chyba najlepiej obrazuje, jeżeli tak to mogę wyrazić, stan tego niepozornego przedmiotu ze zdecydowanie bardziej niż pozornymi, informacjami: zapomniany i zagubiony.
Nie mam ochoty na barwny opis pobocznych wątków fabuły, ponieważ sytuacja sama w sobie powoduje takie zdziwienie, że mówiąc kolokwialnie, wszystkiego się odechciewa.
W świetle powyższego, muszę jednoznacznie stwierdzić, że nie ulituję się przez czas dłuższy nad niedolą pielęgniarską, lekarską oraz pokrewnie uciśnionymi, ponieważ ingnorancja jest dla mnie jednym z podstawowych grzechów głównych.
Zastanawiam się tylko czy w przypadku pewnych grup społecznych, skupionych wokół pewnych, nazwijmy to umownie mentalności, to jest jakaś klątwa z gatunku mistycznych czy raczej determinizm dziejowy?
Ironicznie na koniec mogę tylko dodać, że inicjały bohaterów które w tekście nie występują, zostały zmienione ze względu na utrzymujący się stan kryzysu i publikacja ich nie poprawiłaby i tak trudnej sytuacji. Mądrość ludyczna i tak wie swoje i stwierdza: paczpan, panie kochany, co oni robią z tymi ludźmi…
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.