Kolory wizji …
Siedząc w „Po Godzinach” – widok na deptak zasłaniały szczyty rozłożystych parasoli części letniej – miałem do wyboru widok na niebo, niebieskie w Szczecinie na wyjazd w niedzielę jak na zawołanie, odbicie wewnątrz lokalu lub odbicie tego co ujrzałem przez dobre półtorej godziny w tej witrynie, tym razem od środka.
Niektórzy powiadają, że nie oglądają lub starają się nie oglądać na cień minionych brzmień.
Nie wierzę w to.
Zawsze jest tak, że jesteśmy sumą minionych, niewypowiedzianych wrażeń i chwil.
Nie ważne jak bardzo nas łudzi głos wewnętrzny, nakazujący pomyśleć, że oto biała kartka, punkt od którego nic nie ma tylko nasze nowe istnienie.
Im więcej kadrów tego filmu przeleciało w tej witrynie tym bardziej byłem pewien, że spojrzenie, owa obłudna czystość jest tylko i wyłącznie wypadkową, coraz bardziej wybalansowaną, niż oczyszczeniem, niż blaknącymi kartkami.
Proces myślowy czy raczej transcendencji, spłatał mi o tyle figla, że zablokował na jakiś czas przeświadczenie-wniosek, sumę tego filmu w witrynie, że moja pamięć odzyskuje kolory.
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
prosta-nauka.blog.onet.pl wpadnij
Zatem w hipnozie przewodnikiem pan w meloniku, ruchoma tylko prawa noga, „brudy” na taśmie i zachwiana transmisja danych. Fotoplastikon dopada niespodziewanie, prawda? Czasem mam wrażenie, że jestem Marcelem. Papa ma swoją kremówkę, on magdalenkę, ja … o prozo, zapach placków ziemniaczanych z cukrem. Budka nad morzem w epoce złotych gierkowskich wczasów. Albo szum wody z ogrodowego węża. Nigdy nie wiem gdzie zajarzy się portal.Pozdrawiam
fotoplastikon a raczej kalejdoskop;portal? tak, jak najbardziej;tylko Marcela nie kojarze – a może to Proust?
Proust. Fotoplastikon, bo dla mnie wspomnienia jak ze starego kina – jak zakurzone pocztówki przesuwane chwiejnie. portal w przeszłość – ostatnio rozjarzył sie na dźwięk trzaskających drzwi. Odgłos taki sam jak wtedy, tam – itd. itd.
muszę to jeszcze raz zrozumieć