Któraśtamnasta godzina pracy …
Któraśtamnasta godzina pracy a wrażenie jakby dalej w połowie. Słowa już się same sklejają. Próbuję uwierzyć, że jestem w stanie jutro wcześniej wstać. Pocieszenie, że jutro szybciej będę w Szczecinie niż zazwyczaj (o te kilka godzin, wieczorem, nie w nocy). Po głowie plątają mi się same horrory heksadecymalne.
Była gdzieś tu koło mnie mała przypowieść Zen albo raczej pomysł na nią ale gdzieś ją chyba datenverbindungi pożarły i nie oddały. Trudno. Może zwrócą.
Trackbacki/pingbacki
Komentarze
Skomentuj
Musisz być zalogowany żeby móc skomentować ten wpis.
Kilka głębokich oddechów, wspomniany fetysz…a nocne „dzisiaj” ukoi…
zielonykot zamilkł, zmęczony pewnie którąśtamnastą godziną wczorajszej pracy …… ech … czasem mam wrażenie, że to nie nasz pracoholizm, tylko ich wyzysk …
heh,,, próbuję dokończyć pracę na ile się da przed wyjazdem; hmm,,, osobiście nie mogę się skarżyć na wyzysk … jak jest u Ciebie?
ostatnio zaczyna mi się wydawać, że to wyzysk (pracoholizm napewno nie, więc jakoś trzeba nazwać te 278 godzin przepracowanych w marcu) … żeby jeszcze podwyżkę jakąś dali, o którą walczę od prawie roku (ech…)