150507
Dni takie długie i takie szybkie…
Świeża produkcja
Po części z kronikarskiego obowiązku :) po części z samozadowolenia; wypuszczam w eter świeżą produkcję: http://odszkodowania-szczecin.com
Okno w sypialni
Zaległe takie:
A lighthouse in the middle of Prussia
There’s a lighthouse in the middle of Prussia
A white house in a red square
I’m living in films for the sake of Russia
A Kino Runner for the DDR
And the fifty-two daughters of the revolution
Turn the gold to chrome
Gift … nothing to lose
Digart
Hell yeah ;) http://www.digart.pl/praca/7531903/index.html
Na po świętach
Pierwotnie miałem ochotę zaserwować tekst okolicznościowy dokładnie do strawienia pod świąteczną szyneczkę. Po dość pobieżnej lekturze opisów i komentarzy na temat perfromęsów takich jak „choinka ateistów” (z czego skorzystał m.in. pewien znany polityk) postanowiłem nie pchać się w środek komercyjnego wiru, do kolejki po łatkę cocacołaj, postanowiłem przeczekać.
Stoi i świeci, coś co mi kojarzy się chyba najbardziej z Yggdrasil. Zachodzę w głowę jak ktoś, ktokolwiek, wyemancypował nordycki, germański zwyczaj na prapolską, katolicką tradycję. Psikus historii?
„(…) and celebrate the solemnity with religious feasting, and no more offer beasts to the Devil, but kill cattle to the praise of God in their eating, and return thanks to the Giver of all things for their sustenance; to the end that, whilst some gratifications are outwardly permitted them, they may the more easily consent to the inward consolations of the grace of God.”
(Beda Czcigodny w Historia ecclesiastica gentis Anglorum)
Ludy północy, skąd niewątpliwie pochodzi i nieświęty Mikołaj (oraz Yuleman i Joulupukki) i drzewa iglaste, miały w zwyczaju wpajać swoim pociechom, że podczas gdy Odyn pędzi swym zaprzęgiem (renifery?) przez dwanaście złych dni, dobrze jest wystawić przed próg buty ze smakołykami dla strudzonych zwierząt pociągowych, Odyn odwdzięczy się podrzucając łakocie i prezenty. Tzw. amerykanie trochę pokręcili i przerobili buty na skarpety i ubrali nordyckie bóstwo pod kolor korporacji ale wikińska słabość do mocnych trunków nie dała się zatuszować i poczciwy dobroczyńca po dzień dzisiejszy występuje z rumieńcami raczej nie od mrozu (skoro ma meldunek w Laponi).
Ileś-tam-lat utrzymywałem się w przeświadczeniu, że posiadanie szynki na stole polskim we święto jest kultem lokalnym wyhodowanym na gruncie niedoborów i niedostatków peerelu (tak jak kult cytrusów i czekolady z orzechami i okienkiem foliowym). Trop mikołajowy, nordycki naprowadził mnie na dość ciekawą adnotację, że niewątpliwe starsze jest spożywanie (m.in.) szynki z dzika. Dzika sprowadzano w wigilię Jul po to by wyzionął ducha w imię i na cześć Freyra, boga urodzaju.
PRL wykształcił w tym kraju zwyczaj trzymania karpia w wannie, jako cennej zdobyczy. Okazuje się, że jest to jedyna ryba która jest w stanie znieść takie katusze i dotrwać do uboju w miarę ruchliwa – ryba idealna na bolączki epoki niedobórów i przez tę epokę niejako „wymyślona”.
Lubię czasami się zastanowić nad tym co właściwie świętuję (a czego nie) :)
HNY 2013
Kwas chlebowy
Kupuję kwas chlebowy w małym sklepie sieciowym w pobliżu domu, pani ekspedientka na widok zakupu czynionego któryś-tam-raz nie wytrzymuje:
– To się z czymś pije albo miesza?
Fit na mobajle
I na mobajle skórka też już fituje…
Proporcje
Nie wszystko po przeprowadzce bloga jest już perfekto ale i tak jest zdecydowanie lepiej niż zakładał to wariant pesymistyczny. Mariaż z najbardziej ludyczną platformą blogową jaką w życiu spotkałem, trwający osiem lat, to chyba jednak nieco za długo.
Ustawiłem rozmiar strony tak na pięćdziesiąt postów (żeby stare archiwa miesięczne mieściły się na jednej stronie) i wyszło na to, że na starcie, poprzez kilka skroli mam rozpiętość na pięć lat.
Zatrważające ale i potężne.
121005
Wypatruję apgrejdu „onetu” na WordPressa jak kania dżdżu…
5 to 1
http://bramaportowa.pl/2012/02/piec-jednego/
Do stromizny trzeba nawyknąć
///
– Nic dla Ciebie nie znaczę, traktujesz mnie jak zabawkę – powiedział różowy pluszowy smok
//
Próbowałem być zły, próbowałem być dobry.
Teraz jestem w równowadze.
Gabba gabba
W głośnikach Ramones & Lemmy Kilmister – R.A.M.O.N.E.S
– Jeeeeeeeee
Wykręcamy z kanapą, próbując się przedostać z jednego pokoju do drugiego poprzez korytarz. Ida kontroluje sytuację obserwując wszystko z głębi przedpokoju. Przeciskamy gabaryt na wdechu a z fotelika samochodowego rozlega się gromkie:
– Jeeeeeeeee…
Pasztet
– Myka, Myka, jak się mówi po śląsku na pasztet?
– Nie mam pojęcia, pewnie jakaś Hoperbryndza – cholera ich wie …
Sen
– Śni mi się, że przemawiam w amerykańskim senacie, budzę się nagle i kurde znowu jestem trzymiesięcznym niemowlęciem…
(pogląd Idy na relatywizm)
Pigułka szczęścia
Turysta spodziewa się po Szczecinie harmonijnej całości w starym stylu,odrobiny kwiatów, zieleni i tramwajowych dzwonków. Zupełnie bez żalu,nie spotyka ich. Widzi za to najdziwniejszą mieszaninę, budynków za starych i zbyt nowych, ludzi zbyt troskliwych i całkiem nierozmownych.Elementy nie mogą pasować. Z czasem zauważa się jednak porządek. Zaczyna się wtedy projekcja miasta.
(Katarzyna Bogusławska, http://www.turystyka.stetinum.pl/pl/wiadomosci/przewodnik_po_szczecinie_wiadomosci/Pionierzy_kinematografii)
Magia cyfr
Wczoraj mały człowiek postanowił kategorycznie i zdecydowanie, że przyłączy się do nas.
Lubimy się sobie przyglądać.
Możliwe jest także to, że tylko się tak nam wydaje.
Going to Uptown
Przy placu tym, nazywanym kiedyś Królewskim (Königsplatz) stał pomnik cesarza Wilhelma. Kiedy pamięć o władcy została ustawowo zakazana monument zniknął a kilkanaście metrów dalej postawiono obelisk ku czci przyjaźni z Sowietami. Również ta radość nie trwała wiecznie a detronizacja symbolu przebiegła z duchem czasu końca wieku i gwiazdę co wieńczyła kompozycję, utrącono nie zaprzątając sobie myśli tym jak symboliczny tworzy się wymiar placu.
To stąd pochodzą słynne zdjęcia z 1970 roku a ironia dziejów nakazała operatorom historii przemianować pobliskie Paradeplatz na Niepodległości. Nieopodal zaś jak stał bank Städtische Sparkasse tak stoi nadal i autor nawet jest tam zadłużony z tymże bank zmienił nazwę na bardziej polską a w międzyczasie zdążył być siedzibą Komitetu Wojewódzkiego tej partii której w końcu sztandar wyprowadzono.
Zamieszki ze wspomnianego 1970 roku upamiętniono w pobliżu innym pomnikiem; wolnościowym – tam gdzie kiedyś stały łódki jak przystało na port morski służące dzieciom do zabawy a manifestantom do wyważania drzwi do Komendy Wojewódzkiej MO gdzie w tzw. tamtych czasach majorem był mąż poprzedniej właścicielki mieszkania które aktualnie nabyliśmy.
Trochę żal opuszczać miejsce które jak się trochę zastanowić jest wcale niemałym Potsdamer Platz, z zakamarków przestrzeni wyłazi historia a Muzeum Narodowe nieco wstydliwie skrywa swoją prawdziwą nazwę Pałacu Sejmu Stanów Pomorskich.
Trochę żal a trochę zastanawia cała historia, spójna, logiczna i poukładana w jedną całość: tak jakby minęły czasy największej burzy i naporu?
I wtedy ten drobny smutek przeplata się z coraz większą radością.
Rzecz o enerdżajzerach od święta
Skoro Giovanni Botero, jezuita i tzw. wielka postać kontrreformacji twierdził, że czeski naród nie przestaje pić z powodu zaraźliwej herezji czyli husytyzmu, to co porusza Polaków w kierunku niekolorowej, wysokooktanowej, spożywanej „pod” jajeczko z majonezem?
Obojętnie czy to 11:45 po śniadaniu wielkanocnym, środek osiedla pod sklepem wielobranżowym (garniak szary całkiem jak na tłuka przystało, przyzwoity) czy to transseks godzinę później w autobusie pospiesznym komunikacji miejskiej (niestety naprzeciwko): wszyscy zgrzani czyściochą z wyraźnym odejściem siarkowodorowym.
Może to przez tę depresję, recesję; powód jak każdy inny – może przez to, że wezwanie do modlitwy pochodzi z hebrajskiego. Nie mam pojęcia.
Wiem natomiast, że jakkolwiek może to być kosztowne to chciałbym przekazać swojemu dziecku w przyszłości umiejętność wytwarzania komfortu mentalnej separacji na życzenie. Mam nadzieję, że tutaj, pomimo dość wyraźnych bodźców, z gatunku opisanych jak wyżej, będzie to w przyszłości łatwiejsze niż w kilku miejscach tzw. gdzie indziej.
Anapatefonie, separatystycznie: Don Thomas – Come On Train (Ian Parton Remix) na zmianę z Electric Rudeboyz – Znowu Lato.
090405
– Teraz widzisz jak to jest jak się ma partnera który nie umie robić dwóch rzeczy jednocześnie.
– … ale ja umiem, tylko po kolei …
New Wave of …
Myka o tradycyjnym brytyjskim metalu:
Kiedy jechałem na swoim diableee,
Bramy piekła rozstąpiły sięęę!!!
Miłego weekendu
Niedziela wieczór przy wyjściu z biura. Jeden webdeveloper do drugiego:
– Miłego weekendu…
Tak, liście
Percepcja przyszłej mamy potrafi być zadziwiająca:
– Pospałaś trochę Promyczku?
– Nie mogłam
– A co się stało?
– Te liście tak spadały…
– ???
– … i tak głośno stukały o parapet …
My name is seven
Pewne klasyczne powiedzonka są nadal aktualne.
Nabieram powietrza. Zapalam lont.
Ziemia obiecana
Współczesne wiatraki wyznaczają ową ziemię obiecaną, promise land który niektórzy zowią heimatem, w krajobrazie, mogło by się wydawać, że identycznym, niewiele różniącym się od ziem graniczących. Widać jednak tutaj i wiatr i energię jakąś niespożytą i to właśnie mnie niesamowicie napędza. Niezależnie od tego jakim językiem mówią miejscowi.
Mam wrażenie, że wyszedłem na zewnątrz.
Prawo karmy
Czasami nie potrafię się nadziwić jak bardzo niektórzy ludzie nie rozumieją prawa karmy. Przecież wszystko co zrobisz, wróci do Ciebie ze zdwojoną siłą…
Takie odsetki.
– i co dalej nie rozumiesz dlaczego ludzie jeszcze nie ewoluowali?
Puls Biznesu
czyli recepta na bessę;
Praga, 7.04.2008
Stałem w podcieniach kamienic na placu Małostrańskim i patrzyłem na pierwsze krople padającego deszczu. Mozaika chodnikowa ułożona we wzór, nie wiem czy niezmienny od stulecia wydawała się być niemym zaświadczeniem, że są jednak miejsca nawet we współczesnym świecie gdzie wszystko jest uporządkowane i myśl i spokój oraz samopoczucie nie są niepotrzebnie zakłócane.
A potem wyszło słońce i pozostałe dni po tym wyczerpującym wyjaśnieniu były już ciepłe.
Spadnie – nie spadnie
Złota myśl przyświecająca przez ostatnie dwa tygodnie:
„Jak w Stanach spadnie to w Warszawie też spadnie, jak nie spadnie to musi spaść bo jutro w Stanach spadnie, a jak jutro nie spadnie to pewnie pojutrze spadnie i też u nas spadnie, a jak pojutrze też nie to na pewno w Warszawie spadnie bo kiedyś w USA musi spaść”
Świat czasami jest bardzo czytelny
Przy piątku przy… herbatce
Claude Debussy: Muzyka to przerwy między dźwiękami
Mloda: Puść następną piosenkę
Slomo
Koniunktura na życie się zrobiła. W szybkiej przestrzeni miejskiej w kwadracie centrum brak jest długich podróży kolejką podmiejską, autobusem, tramwajem, które sprzyjałyby wygenerowaniu czasu pozornie niewypełnionego w którym można by zagapić się w okno i poddać tak zwanej refleksji.
W takim jednak secie wielomiesięcznym jak teraz, w końcu znajdzie się miejsce na kilka dni zatrzymania. I tym chyba w tym roku będą Święta. Przede wszystkim i po krótkim przemyśleniu: w końcu.
Wstawiacie choinki do donicy z ziemią czy macie stojaki? A może wolicie jednak hodować polipropylen do pierożków, aromatyczny skądinąd?
Zwolnić czasami trzeba, oj trzeba, myślę.
Hansestadt
Okazuje się, że pamięć jest w stanie przetrwać o wiele więcej niż pierwotnie mogłoby się nam wydawać. Okazuje się, że tak jak piszesz Promyczku, pomimo przeciwności losu, wrażenie ulotne tamtych czasów przetrwało i co najważniejsze coraz więcej ludzi chce o tym pamiętać i podnieść to do rangi wartości. To, że o tym piszesz mnie cieszy podwójnie (lub nawet więcejkroć) bo oznacza, że nie tylko jest, pozwolę sobie użyć sformułowania-wytrychu, oczywistym uniwersalizmem ale też jest ważne dla nas samych.
Kiedy czasami w społeczeństwie i otoczeniu więcej nienawiści i roszczeń. Kiedy jedyną słuszną interpretacją historii próbuje się wytłumaczyć w wielu miejscach krzywdzącą inność, wtedy przypominają mi się słowa pewnych wspomnień:
W pierwszych miesiącach po wojnie obok siebie zamieszkali zwycięzcy ipokonani, a jednocześnie ofiary i ich kaci: przyjeżdżające do stolicyZiem Odzyskanych liczne żydowskie rodziny i niemieccy mieszkańcymiasta, którzy powrócili do Szczecina po przymusowej ewakuacji. Zarównojedni, jak i drudzy osiadali w większości właśnie na Niebuszewie.
Róża Król nie przypomina sobie poważniejszych niemiecko-żydowskich czyżydowsko-polskich konfliktów. – Mieszkaliśmy w tych kamienicach razem:Niemcy, Żydzi i Polacy – opowiada. – Pamiętam, że Niemki przychodziłydo prac domowych, prania czy przypilnowania dzieci. Język żydowski,jidysz, jest zbliżony do niemieckiego, więc nie było trudności wdogadywaniu się.
Obie nacje starały się szybko zaaklimatyzować się w nowychwarunkach. Liczbę Niemców w tym czasie historycy szacują nakilkadziesiąt tysięcy. Przynależność państwowa Szczecina była wtedyjeszcze na tyle nieokreślona, że niemieccy mieszkańcy mogli miećnadzieję, że miasto pozostanie w granicach Niemiec. Utworzyli nawetwłasny zarząd miejski funkcjonujący jako instytucja pomocnicza przywładzach radzieckich. Także ludność żydowska, jak podkreślająhistorycy, była dobrze zorganizowana. Miała własne miejsca pracy,szkoły podstawowe, organizacje społeczno-kulturalne, nawet własnąprasę. I była liczna.
(http://niebuszewo.pl/index.php?link=_news_full&idi=25)
Cytat może przydługi ale chyba najlepiej podsumowuje nasze rozmowy o historii, tej jakże odmiennej. I chyba też jest najlepszą refleksją w przededniu gdy granice (przynajmniej w duże mierze) znikną. Oby jak najszybciej zniknęły też te niewidoczne.
Szikicziki
Szikicziki… trochę gradientów i typo na górę, precz z nieczytelnością
Ze trzy punkty lub coś w tym stylu
Można wyśmiewać u Włochów gadulstwo, wielkie okulary przeciwsłoneczne, brak punktualności itd. Ale nie sposób nie docenić u nich mocno rozwiniętego zmysłu smaku życia. Nawiasem mówiąc jak patrzę na niektóre osobniki na ulicy to zastanawiam się czy wielkie okulary i inne dziwactwa krzykliwej mody, rzeczywiście takie niefajne są i tzw. pogląd estetyczny mi się rewiduje.
Nie będę już wspominał pewnego wydarzenia z życia społecznego tej jesieni, żeby stwierdzić, że włoskie gadulstwo wcale nie jest aż takie denerwujące jak mi się na pierwszy rzut oka wydawało (chociaż zapewne tutaj to my są dwa bratanki a rekordowej ilości premierów i gabinetów od ostatniej wojny to chyba długo żaden kraj nie pobije).
I na deser zostawiłem sobie brak punktualności: która jaka jest – każdy widzi. Z tym, że jest to może mniej urokliwe bo pozbawione elementów odpoczynku i lenistwo. I tak temu towarzyszy przy każdej okazji wkurw polski i tak (żona, korki, rura, pogoda, cykliści i spiski).
Ale! nie to żebym od razu pokochał południowców, o bez przesady
Temperatury
Pierwszy dzień po powrocie z Włoch okazał się być dla nas niespodziewanie termicznie łaskawy. Ot, taki prezent po urlopie. Prawdziwy wstrząs nastąpił wczoraj – nigdy bym nie podejrzewał, że zatęsknię (no chociaż to może za dużo powiedziane) za dużymi dawkami naświetlania. Dla spokoju mogę się nawet godzić na 35 stopni w prawie jesiennym słońcu.
Całe szczęście, że te pierwsze dni umilać będą przywieziona tłusta gorgonzola i salami milanese.
Jak zwykle wszystko rozpoczynam od gastronomii, ciekawe…
Zaległe
Chwila wytchnienia w pracy:
Wszelkie podobieństwa niezamierzone.
Bilety
Tak biegamy i biegamy, praca, sprawy jakieś przewlekłe sądowe, praca, biegamy, biegamy i nagle wyniknęła paląca kwestia urlopu. Co z nim zrobić? Podświadomie odrzuciliśmy tradycyjne metody kręcenia globusem i kupiliśmy pierwsze w życiu bilety lotnicze. Do Mediolanu.
Teraz to już tylko pozostało zabukować ekonomiczny nocleg w górach na północy Włoch.
Tylko
Jest życie na tej planecie
Choć nie wiem jak bardzo bym udawał maksymalnie zapracowanego to nie sposób udawać, że zbliża się piąty miesiąca sierpnia co żywo dowodzi, że z szanowną małżonką przepędziliśmy okrągły rok w związku zalegalizowanym (nie będzie żadnego podsumowywania bo pocóż).
Przyjemnym na pewno aspektem potrzaskanej dokonaniami idiotów i tzw. większości statystycznej, rzeczywistości, jest fakt, że sympatyczni ludzie oddzwaniają wtedy gdy chce się zarezerwować stolik a niejako przy okazji są szefami/właścicielami rzeczonego lokalu.
I tak pokrzepiony dzisiaj, w spokoju się wylogowuję.
p.s. a zapomniałem dodać, jak już jestem przy sprawach związków, stolików i tym podobnych kwestii kluczowych, że z pewną dozą zazdrości muszę pochwalić i to mocno, żonine conchiglioni; teraz już naprawdę dobranoc;
W walce o dzień dodatkowy
Wspólnymi siłami z żoną doszliśmy do wniosku, że przy obecnym tempie pracy stanowczo postulujemy wydłużenie weekendu o dzień dodatkowy. Zmęczenie mentalne ostatnimi czasy daje się we znaki dosyć mocno i na pełną reanimację myśli podczas dwóch dni nie ma szans. Ale. Co się odwlecze to nie uciecze i po owocach ich poznacie. Czy jakoś tak.
Bez numeru seryjnego
Finanse poukładałem w programie do tego przeznaczonym o dość śmieszącej nazwie. Wypadałoby może i postrzępionego bloga poukładać.
Czasami wolę nie myśleć, że tak bliska jest granica dzieląca nas od przeistoczenia się w połączenie organizera i kalkulatora. Chociaż sama tego świadomość wydaje się być wystarczającym środkiem obronnym.
Trzy punkty być może znikąd
Po pierwsze: Minolta A2 zagościła w domu, po którą warto było jechać do Barlinka, niby tylko dwie godziny w jedną i dwie w drugą stronę. Do obłaskawienia i oswojenia z każdej strony. (Zupełnie na marginesie, miejscowy sklep sieci Netto mieści się w czymś co wydaje się być skrzyżowaniem pałacyku z małą manufakturą włókienniczą).
Po drugie: ząb, tak zwany mądrości, na razie, po walce o przyjście na świat, nie zamierza podzielić losu braciszka młodszego, zmarłego w tragicznych okolicznościach, można powiedzieć wyaborcjonowanego, kilka lat temu.
Po trzecie: czas znaczony regularną porą lunchtime’u. Nowe a jakby od zawsze powszednie, znajome i mało zadziwiające.
Chyba nie ma sensu, żebym szukał koncepcji na, przepraszam za brzydkie wyrażenie, wykazanie korelacji pomiędzy tymi punktami. Trend w dobrej ćwiartce skali co pozwala dość smacznie zamlaskać przed snem.
Czytam ostatnio gdzieniegdzie wtórne użycia słowotwórstw kiedyś już wymyślonych. Taka zabawa.

