Zadymka

Na niebie i na ziemi. Awarie.

A w perspektywie awarie.

Pogodynka

Szklanka mleka o biurowym poranku. Za oknem burza a na Północnym sztorm.

W perspektywie rekurencja w drzewkach danych a na deser roślinny logotyp.

Zmowa. Albo ściema.

Trochę oczy bolą już od kolejnych zapytań maglujących te same pola tych samych baz danych.

Pomimo tego (oraz tego, że już ciemno i znowu mokro) humor zamiast maleć, rośnie.

A! oraz pomimo tego, że w kablówce brak od wczoraj tv Polonia (natomiast turecka jakowaś aldżazira nadaje dalej 24h).

Skłonny jestem nawet stwierdzić, że dopisuje mi wyjątkowy humor. Wręcz szyderczy.

Całe te blogi to jedna wielka ściema.

Proszę mnie nie traktować dzisiaj poważnie.

Po prostu 050119

Przez krople deszczu przebija się blady błękit nieba nad ceglanymi szeregami brzydkiej o tej porze architektury Hamburga. Matka natura wraz z córką Pogodą nie mogą się zdecydować czy zaszczycić szarych śmiertelników łaską słonecznych promieni.

Całe szczęście, że przynajmniej jeden promyczek przez krótką chwilę wystarcza by ogrzać duszę. A drugi, ten w sercu wystarcza by ciepło to zaczęło się rozchodzić po ciele.

Zaczyna do mnie docierać sens istnienia tego roku.

nieczynne

SELECT Cards.CardNo, Cards.Order_ID, OrderedCards.FromNo, OrderedCards.ToNo, OrderedCards.ID FROM (Cards LEFT JOIN OrderedCards ON Cards.Order_ID = OrderedCards.ID) LEFT JOIN Products ON OrderedCards.ProductType_ID = Products.ID;

 

^^^ krew, pot i łzy

autostopem przez galaktykę

…dzisiaj drogie dzieci odrobina tzw. przekazu ukrytego:

…dotarłem wydawałoby się na kraniec galaktyki do zapomnianej przez bogów, ludzi i fundusze pomocowe, stacji badawczej; od lat krążyły o niej plotki i legendy;

…wszystkie okazały się być prawdą – w momencie gdy przekroczyłem próg owej placówki uderzyła mnie gwałtowna fala o specyficznej charakterystyce; tak, tak działać mogło tylko jedno na istoty humanoidalne: Martwica Mózgu…

 

(tutaj niestety przekaz się urywa a autor prewencyjnie udaje się w inny kraniec galaktyki w celu znalezienia nie mniej legendarnego antidotum zapobiegającego Martwicy Mózgu [i emotek])

ożeszTy2k5

nie za bardzo mam ochotę lecz widzę, że nie ucieknę przed jako takim uporządkowaniem życiorysu; no; przynajmniej przed samym sobą; zamierzenie i (co za brzydkie słowo) plan tegoroczny to jedno a porządek w bagażach które wlekę to drugie;

wszystko się dziwnie splata; za trzy tygodnie (z małym kawałkiem) upłynie rok jak mieszkam i pracuję w Hamburgu; splata, ponieważ gdyby nie bankructwo mojej firmy to nie znalazłbym się tutaj; gdybym tutaj nie przyjechał i nie zasiadł w samotności na całe godziny do Sieci, nie założyłbym bloga;

gdybym go nie założył nie poznałbym Młodej;

gdyby coś nie zaszło kiedyś to nie założyłbym firmy;

kurde, to wszystko ma sens…

 

może nawet za dużo jak na jeden odcinek gwałtownego ataku szczerości? (tu taki mały emotek)

jadę po bilet z Chochlikiem;

linia światła

zagapiam się w żaluzje porankiem; jak linia światła wpełza do pokoju;

dziwna galopada w kalejdoskopie myśli; oswoić to wszystko; oswoić pewne strachy;

chyba robi się poważnie;

nie mam siły na większe onlajny;

\___

pokręciło mi się w głowie albo lewą nogą wstałem;

lub też jedno i drugie;

może jakieś antidotum?

nie. tak musi być widocznie;

05

sylwester (c) by Browar

asp.eh.eh

nienawidzę się rypać kilka godzin z jakimś drobiazgiem a zwłaszcza cholera jasna z logowaniem;

niech te asp na wskutek jakiegoś zaklęcia magicznego ruszy;

ehh;

like a rolling stone with …

przeglądam virtual i nievirtual insanity i natrafiam na dużo postanowień;

przeglądam zgromadzone archiwa swoich spraw z ubiegłego roku;

nie zrobię podsumowania, to było like a rolling stone z dużym uśmiechem;

mam plan na ten rok;

taki wewnętrzny;

z jeszcze większym uśmiechem;

 

oldskul w uszach

trzy, „spokojne inaczej” dni, trochę napięte; może na początku z odrobiną stresu;

z więcej jednak niż z odrobiną szaleństwa i to nie tylko w szale imprezy przebierańców raczej bez ograniczeń (tu pozdrawiamy „pana z SS”)

suma niewypowiedzianych wrażeń domknęła się nawet pierwszą w karierze kłótnią; krótką na szczęście;

podobno najważniejsze rzeczy dzieją się mimowolnie; od niechcenia; jednak dzieją się z woli, z postanowienia;

impreza? tak, mocno; mało czasu na wszystko: na zwiedzanie, na luzik w outcaffe;

jak to było? mezzoforte, pogodzinach i outcaffe; czyli wszędzie; czyli nazwy stały się miejscami;

na pewno wiele jeszcze przed nami, do zrobienia, zrozumienia i poznania;

wiele też do wyśnienia;

a w uszach cały czas oldskul: ABC, The Look of Love

hmhm

hm; hm;

napiszę jeszcze coś o ostatnich dniach;

i o 2k4 też;

ale pomału;

2k5

Miasto w którym _jeszcze aktualnie przebywam przywitało mnie, po przyjeździe z tygodniowego urlopu w domu, stertami wymiękającego śniegu, ulewą i stosami śmieci posylwestrowych. Widoczna to oznaka, że w 2k5 _konieczny będzie powrót do portu macierzystego.

Nie, nie o śmieci na ulicy tutaj chodzi.

Mimo początkowych obaw i trudności, udało się. Nawet bardziej niż się udało. Polubiło się, zauroczyło i przypadło do gustu.

Spędziliśmy świetnego Sylwestra z Młodą w Szczecinie.

Początek. Szczęśliwy początek 2k5. Mimo pożegnania. Mimo rozłąki.

Coraz bliżej realnie zbliża się czas kiedy naprawdę będziemy razem.

 

 

(kurde,,, ale mi pompa wyszła a nie notka, hyh)

chwileczka jedna

fakt;

życie bez odrobiny szaleństwa byłoby wegetacją;

ale ja sobie jeszcze chwilkę poleniuszkuję;

onomatopeiczna laicyzacja

no pora się z tego głębokiego oflajnu wydobyć, ekhem; ja onomatopeicznie ponieważ jakoś tak duch ci wprawdzie ochotny ale ciało jakieś takie mdłe i podniszczone;

Święta? czy zauważam zmianę? raczej tak; udało się nam w trojkę spotkać już wieczorem pierwszego dnia Świąt co ktoś mógłby nazwać za przeproszeniem laicyzacją; no tak też można na to patrzeć;

w domu? kameralnie i ok, pewne elementy mojej sytuacji ogólnej okazują się być wsparciem kiedy trudniej;

zdecydowanie większe emocje budzi _nadchodzący weekend;

_zdecydowanie…

oflajn

nie no; aż tak nie było żebym miał cały weekend przeleżeć; nienienie;

niedzielną porą korzystając z pierwszego od bodajże dwóch miesięcy, słońca w weekend wybrałem się na mroźny spacer nad przystań Blankenese, gdzie zaczyna się ujście Łaby; [link]

piątek? bardziej niemiecka część naszych kolegów poradziła sobie z tradycyjnym 12h-party ze wspomaganiem, część internacjonalna (ta na wschód od Odry i dalej po Kaukaz) raczej bez; generalnie mogło być gorzej, znacznie gorzej niż było; China Lounge na Reeperbahnie, polecam; [link] [link]

to teraz czuję się usprawiedliwiony i przechodzę w dalszy oflajn;

…no może trochę krótszy;

ehha

oficjalka party zresztą firmowa na horyzoncie dzisiaj; od rana się to dobrze nie zapowiada;

spóźniam się ze wszystkim ostatnio a jutro będzie zapewne leżąca sobota;

edytorek blogowy bryka i płata figle; a pozytyw na dziś? blogola nadaje zza lamanszu;

y-y

zaletą pracy w cyrku wariatów jest brak nudy taśmowego pracownika; _tutaj, odkryłem dzisiaj, że mam dostępne już wszelkie możliwe odchyły umysłowe;

przeciągam się na fotelu i mrużę oczy przy właśnie wychodzącym słoneczku i rozleniwiam się nie tylko na blogu;

został niewiele ponad tydzień do urlopu;

nie ma mowy; y-y; wszystko pomału; nie można się tak w życiu męczyć;

niezabardzo

no nie jest to trzynastego w piątek ale tak niezabardzo się ten tydzień zaczął; chociaż i niedziela już porozumiewawczo mrugała okiem, że lepiej siedzieć na tyłku i na żadne klinowe nie wychodzić;

no a jeżeli coś jest troszeczkę niehalo lub może być w perspektywie, to co? no oczywiście tym bardziej muszę w to wdepnąć, bo jakby inaczej?

to jest chyba zasadniczo punkt numer jeden w ankiecie pt. „czego najbardziej w swoim charakterze schizofrenicznym nie lubię”;

i tu miejsce na głębokie westchnięcie; i przytulenie tych którzy czasami mają ciężko ze mną;

pejntytblek

już się biorę za zdjęcia z Poznania, już, już…

(w tle młoty pneumatyczne i Pogodno – Orkiestra…)

„wszyscy artyści to …”

„artyści zgotowali Kulczykowi owację na stojąco”…

„Jasiński i jego żona, Beata Rybotycka, znaleźli się wśród sygnatariuszy listu artystów broniącego dobrego imienia Jana Kulczyka. – Jan Kulczyk nie sponsorował żadnego naszego spektaklu, ale pomógł nam kilka lat temu w trudnym czasie transformacji. Zapłacił za nas zaległy czynsz – powiedział reżyser.”

 

no do kurwy nędzy, artyści w tym kraju też już lezą na psy?

totalnie

sorry; nie chce mi się; totalnie; idę zalegnąć, tv polonia i jakieś piwo po 35 centów w minimalu;

zdeprechowały mnie dzisiaj: bajzel w datenbankach i nerw, że Młoda bez wolnego na przyjazd będzie;

logout psiamać;

dejafter

bolą mnie uda i pieką oczy; to nie jest bynajmniej negatywne podsumowanie weekendu w Poznaniu;

jest jak najbardziej pozytywne; idę odespać;

roulyn

bardziej być zamotanym to już chyba nie można; zaczynam się dziwić, że jeszcze kierunki świata mi się nie mylą;

efekt to jest gwałtownego tempa odrabiania zaległości przed dedlajnami, kolejnymi; dobrze, że one, te dedlajny, w miarę elastyczne są; inaczej cienko to widzę;

luźny poniedziałek (zresztą o czym teraz mówić, jak po przeprowadzce mamy taaaakie biuro);

w perspektywie ośmiu godzin widać kolejne osiem w autobusie; kierunek Poznań, editorial party 2, party na wybojach dodajmy z lekkim przekąsem; nic to; roulyn onte hajuej;

coś się chciałem zapytać…

a, znacie może i/lub polecacie jakieś lokale w Poznaniu?

niepalisię

czasami tak mam, że kiedy następuję ten moment przed przebudzeniem się (ta krawędź) to mam problemy z określeniem orientacji gdzie ściana, gdzie okno, gdzie jestem; tak już mi się miesza po przemieszczaniu się z HH do Sz-na (a czasami i gdzie indziej);

to na zmianę przeszkadza i podoba się; w zależności od pory roku; od pogody; kiedym mniej powadzony ze światem to wszystko bardziej różowe i urok tego stylu życia jak blog widzę wtedy; kiedym bardziej – to obrażenie na cały świat, schowanie w kącie, ucieczka, kryjówkę znaleźć, kapcie włożyć, w domu swoim, zamku się zamknąć;

nie mam tak jednak permanentnie; mam rzadko tak; na szczęście; na szczęście mogę się przemieszczać, wmieszać się swoim drobnym poczynaniem w sprawy dziejące się wokół nas, te małe i te trochę większe;

czasami lubię nic nieporobić; czasem jak w ostatni uikent przetrzeźwieć po 6.00 rano i stwierdzić, że już tramwaje jeżdżą, że mój taksówkarz nocny kładzie się spać właśnie;

pobiegać dzień w dzień z aparatem lub nie wyjmować go przez dwa tygodnie;

przemieszczać się w płaszczyźnie, i przestrzeni, i percepcji;

cały czas; dlatego … niepalimisię;

„…jak trzcina myśląca na wietrze”?

 

rozgadałem się jak kołchoźnica na polu;

regał

Ładny świt dzisiaj okazał się być spełnioną obietnicą dobrego dnia.

Są kraje gdzie nawet ja mogę uchodzić za złotą rączkę. Po prostu maraton uśmiechu. Po raz kolejny zmieniamy biuro (podobno teraz już ostatecznie). Umiem poskładać regał.

Taki to mnie dopadł minimalizm twórczy. Może (autosarkazm mode on…) nawet jestem skłonny sprawdzić prognozę pogody na sobotę, żeby przespacerować się z aparatem (…off)?

Naprawdę mój rewelacyjny humor nie bierze się z tego, że pora już wsiąść w autobus i potoczyć się do Szczecina na weekend.

stajla

leciutko pomyka do you know where you’re coming from;

nadchodzi niesamowity miesiąc; kiedy ja będę miał czas posprzątać cokolwiek, gdziekolwiek?

dasz radę, to nie Zanzibar;

hm z zagramanicy się fajnie bloguje;

a i obiecuję, że trzaśniemy uczciwiutko Twoje emgieer (tak na stajla…)

hh7

da radę; dla jednych ‘tajemniczy ogród‘, dla mnie hh7 – eksperyment z saturacją w aparacie plus soft focus nik’a potem;

dns

wygląda na to, że nie będzie uploadu bo coś ulubiony serwis artystyczny ma problemy z dnsem;

szuflada

z szuflady wrocławskiej ostatnią razą: [tutaj mały edit – zdjąłem te zdjęcia z DA];

w końcu włączyli targetblank do linków tutaj;

super; wieczorem świeżynki z soboty;

ouikent

(coś tu popsuli znowu z edytorem, trzeci raz piszę)

Mało co łapsk w sobotę nie przymroziłem nie mówiąc o aparacie. Zapiaszczył się już w Dębkach – to teraz go przynajmniej przepłukałem. Sesja wyszła mocno zimowa. Koncert G. średnio dobrze (tyle, że lokal typu bistro udający „Live Music Club” to jakaś pomyłka). Towarzystwo pracownicze napalone balować na Reeperbahn – ja chyba po raz pierwszy od dawna jako pierwszy odłączony.

Niedziela (nie muszę chyba mówić) horyzontalnie.

focone

sprawdzam prognozy pogody (niezachęcające) na weekend; obiecuję sobie całodzienną sesję, hm, niezależnie chyba od pogody (co? ja nie dam rady złapać klimatu przy kiepskiej pogodzie? hihi)

a tak naprawdę nie wyciągnąłem aparatu od tygodnia; właściwie od dwóch tygodni;

biurowe

biurowe, Lukasowe: „ku***, ciężko się rysuje w excelu”

zielonykot

zapomniałem dodać, że w dźwiękach l.a. woman przegląda się zielonykot;

poranek

poprzez półsen rano obudził mnie delikatny dźwięk pracującego dysku twardego;

kiedy otworzyłem jedno oko, okazało się, że to młot pneumatyczny na ulicy;

treebleble

MSComctlLib.TreeCtrl.2 w msaccess i uadny ciągany interfejs do tego w charakterze pierwszego etapu terapii zajęciowej, blee;

popsuło?

Herbata wieczorem coraz bardziej cieszy mnie. Coraz bardziej cieszą mnie rzeczy najdrobniejsze.

Ja jednak chyba nie do końca umiem się połapać w całej sytuacji pracy i obecnego punktu życia.

Chyba nie do końca.

Albo już rzeczywiście mi się coś w głowie popsuło.

bigos

Tak naprawdę to nie wiem czy jestem w stanie postawić trzy krzyżyki. Ok. Próba. Dałem radę.

Co ja poradzę, że impreza się troszeczkę przedłużyła i jeszcze w dodatku wszędzie jak tylko się zabawa rozkręcała to _już zamykali?

Co ja bredzę.

Niech ktoś przytrzyma ten wariacki czas. Nigdzie mi się nie spieszy.

A jednak troszeczkę jakby te trzy tygodnie czasami odliczam.

Gdzie dają dobry bigos w Szczecinie?

luk.at.edit

…a jednak się skuszę upublicznić;

dziwny punkt czasu

Spokojne miękkie bity „Travelling Without Moving”. Zalegam w fotelu. Szczecin mnie kołysze.

Na editorialu wir drobny i jakby aktywniejsze zainteresowanie. Czym byłby świat bez oponentów – nawet tych kilku.

Nakreśliłem kilka zdań na papierze. Nie dojrzałem tylko chyba, żeby je opublikować.

Dziwny punkt czasu jednak każe mi się radować.

ogień

Obiecuję sobie zabrać się za portfolio w weekend. Adres jest. Nagłówek jest. Tylko ognia jakoś temu brakuje.

Szczęśliwość ostatnimi czasy rozkłada mnie troszkę na miękko. Może to tylko jednak nijakość tutaj? Poruszona lekko przez przyjemne spędzenie czasu z Młodą we Wrocławiu.

Kierunek Szczecin, Hormon. Zobaczymy jak się tępi nijakość (nie przepadam _zbytnio ale jednak coś mnie tam ciągnie). Jakgdybym dawno na żadnym party porządniejszym nie był…

Tylko dlaczego ten blogowy edytorek tak mi system zawiesza?

prognoza

Słońce wyszło nad sinym smogiem Hamburga. Fajnie. Tylko zanim ja mógłbym uciec z biura, zdąży się schować za horyzontem.

A w dodatku prognoza na weekend w Szczecinie nie wróży nic dobrego.

04

Wrocław.

Wczoraj dzisiaj prawie

Pomimo, że wczoraj się skończyło dzisiaj o 3.00 nad ranem to udało mi się dotrzeć do pracy punktualnie po raz pierwszy w tym tygodniu.

No dobra, spóźniłem się tylko 11 minut…

.

Na szybko. Bo na razie dzień szybki: wiktoria (nie mylić z Wiktorią).

okopany

Coraz kwaśniej tu od rana. Przyjdzie się rzeczywiście w świecie monitora zamknąć i optymalizować co się da nie zwracając przy tym uwagi na boki, na to co się wokół biurka biurowego tego dzieje. Miara moja taka jest dzisiaj, że niektórym, ba, nawet niektórym w stadzie tym bardziej, siła wyższa skąpi rozumu lub też nigdy nim rzeczonych nie obdarowała. Okopię się. Do zimy, do wiosny.

Podręczna kafejka (ta w przejściach Rynku) była niestety zamknięta. Pogoda lekko skiepszczona. Czasu niewiele (na taki krótki weekend się tak długo czeka). Nie szukaliśmy zatem specjalnie innej krynicy onlajnu. Trudno, tym razem bez relacji prawie na żywo. Byle do Poznania.

Jutro pokopiuję, może delikatnie coś poprawię, może jakaś wrzutka na digart (jakoś jałowo ostatni miesiąc te kadry czuję, heh, co ja mówię w ogóle nie czuję).

Przejdę się zaraz na spacer w kierunku miejsca pobytu długoterminowego. Dzisiaj to mnie miesza dziwna mieszanina smutku, radości, uczucia i zniechęcenia. Przejdę się. Przejdę to oddechnę.

ti.tajm na patefonie

Jakoś wyrywkowo. Na autostradę czabymi.

Jakiś zamot dzisiaj. Pewnie zrobimy heh jakiś onlajn z Wrocławia.

Chyba pośpię w autobusie.

Smolik na patefonie.

Papa.

Alesistmogliś…

Przebrali w futerko. Na szczęście nigdzie nie gonili przez cały dzień.

Mój kolega grafik czuje się zgwałcony.

Mi tam leży.

Tak w skrócie można podsumować dzisiejsze, półdniowe spotkanie na temat wszystkiego i niczego jeżeli chodzi o najnowszy projekt.

Chyba się żywię weekendem (pomijając, że się obijam).