Śnieg śliski jest
Poniedziałkowe wczesne popołudnie: kalkuluję trochę pośpiech tego tygodnia (a właściwie dni pięciu). W pewien, bliżej mi jeszcze nieznany sposób, realne wydaje się zdążyć ze wszystkim.
Bardziej ogólnie rzecz biorąc, ową tezę można rozwinąć lub storpedować (w zależności od preferencji) na gruncie teorii odwiecznej wojny płci lub innych nauk dowodzących istnienia czasoprzestrzeni zakupowo-świątecznej oraz zwyczajów osobniczych z wyraźnie rozdzieloną statystyką dotyczącą samic oraz samców.
Uda się.
W telewizorze moja zmierzła osobowość dostrzega większościowy udział motywu choinkowego oraz cudownych specyfików na objawy grypy – tutaj drobnym zaskoczeniem w towarzystwie jest mała ofensywa pasty do zębów… hm… idealnym produktem byłaby zatem: „Świąteczna Pasta do Zębów Zwalczająca Objawy Grypy”.
Czas Świąt jest trudny.
Aha.
Śnieg śliski jest.
A „sprostowanie” poniżej to efekt wczorajszego wieczornego zmierzłego humoru który napadł mię w trakcie lektury notki Promyczka z towarzyszącym, nie tylko tej czynności, katarem i kaszlem.
Sprostowanie
Możnaby w zasadzie tak: „Niniejszym chciałbym napisać sprostowanie do publikowanego artykułu.
Chciałbym sprostować, że nic mi nie wiadomo o żadnych planach sierpniowych ani tym bardziej o żadnych tajemniczych uśmiechach z nimi związanych.
Nieprawdą jest również, że średni czas kupienia u nas świątecznego prezentu wynosi dwa tygodnie. Chciałbym również sprostować fałszywą informację, że autobusy u nas jeżdżą pięćdziesiąt minut. Nie! Autobusy jeżdżą szybko i są punktualne oraz są czyste a śnieg u nas się nie ślizga a nawet wręcz przeciwnie.
Osobiście również uważam, że telewizyjne reklamy nadmiernie eksploatują motyw świąteczno-choinkowy i tą osobistą refleksją chciałbym zakończyć niniejsze sprostowanie.”
[…]
W powietrzu wisi fluid który zamieni wkrótce tytułowe trzykropki na treści właściwe.
[…]
Może dlatego, że gdy z porannych mgieł nad Odrą wyłaniają się portowe dźwigi to czasami nachodzi mnie refleksja o pewnych wydarzeniach sprzed 24 lat.
Może dlatego, że gdzieś tam w skrawkach pamięci mam jeszcze wspomnienie chrzęstu gąsienic na ówczesnej ulicy Rewolucji Październikowej, gaz łzawiący w Śródmieściu kiedy szliśmy do dziadków, czy też, dzisiaj już humorystyczny wręcz, brak Teleranka.
Dzisiaj kiedy telewizor miga kilkoma dziesiątkami programów, ulica zowie się już Niemierzyńska a w centrum miasta życie skupia się w „centrum handlowo-rozrywkowym”, tak łatwo jest zapomnieć o historii najnowszej w oparach coraz bardziej korporacyjnej „magii świąt”.
Tylko jakoś tak gdy dzisiaj wstałem wcześniej niż „do pracy” i przeszedłem się ulicami mojego miasta, to trudno mi jakoś było zaakceptować tę coraz większą zbiorową niepamięć.
[…]
Tak zalegle zanotuję, że nic tak nie poprawia humoru jak przyspieszony prezent gwiazdkowy: sąsiedzi będą musieli troszkę się nacieszyć naszymi nowymi głośnikami (duuże i basowe) w których najlepiej się grzeje jak do tej pory Mattafix – Big City Life.
(a mi w pracy ciągle gra w głowie: don’t let the system get you down)
[…]
Z telewizora atakuje magią świąt co druga korporacja. Spoglądam przez okno na mniej lub bardziej udane dekoracje świetlne i szukam potwierdzenia, że mój świat wychodzi z offline’u, tego przysłowiowego, głębokiego wpadnięcia w tryb pewnych wlekących się spraw.
Młoda lepi z masy solnej aniołki. Jeden taki zgrubnięty zadomowił się już na lodówce. Drugi, zbrokatowany, chudszy, pojedzie do moich rodziców. Aniołki są dobre i są Świętami. Nie są z Korporacji.
Rok pomału będzie dobiegał końca. Nie wiem jeszcze czy już się zastanawiać nad tym wszystkim co się działo przez te dwanaście miesięcy, czy później, czy nie zastanawiać się – tylko cieszyć tym co zrobiliśmy, uśmiechać się i wierzyć, że nasze życie będzie się stawać coraz lepsze.
Kiedy nerwowość przechodzi i wraca przytomność wtedy uzmysławiam sobie, jak nas mało dzieli od absolutnie błogiej spokojności: mniej niż kilka spraw z finansami i nic, nic poza tym.
I właśnie za to chciałbym podziękować.
[…]
Obracam w wyobraźni kamyk woli i przyzwyczajeń.
Obrócić go refleksem w stronę czarnego światła.
Wyzwolić energię przeciwieństw.
[…]
Kiedy wchodzę z zewnątrz do Ośrodka Badania Martwicy Mózgu to mam dziwne wrażenie inności.
Coraz więcej spraw staje się tutaj niejasnych.
A może to moje wyalienowane podejście do tego?
Wyjaśnię to.
A teraz jedziemy na Śląsk.
[…]
Po pierwsze, pogoda jest taka, że i tona kawy mi nie pomoże i będę Susłem (Susełem).
Po drugie, z kolegą Bieriozem opracowaliśmy naukową nazwę na nasze biuro, oraz tzw. stan permanentny jaki tu panuje: Ośrodek Badawczy Martwicy Mózgu.
Po trzecie, za tydzień jedziemy z Młodą na Śląsk. Wytęsknione, a dla mnie chyba pewnego rodzaju sprawdzian (tak pół żartem, pół serio) z pierwszych czterech miesięcy porwania Córki Teściom.
Po czwarte, lektura Perl Medic uświadomiła mi jak wiele jeszcze przede mną w tym obrębie i jak ważne czasami jest pisanie strict.
Po piąte, Promyczek uważa _również, że film „Pręgi” jest bez sensu.
Po szóste, AGD tudzież inne hausgerate uznało, że się ostatnio nudzimy i lodówka postanowiła znowu sobie trochę pociec.
Po siódme to ja chcę, żeby w Orange było tak jak w Plusie, że sobie biorę za 49 złotych GPRS bez limitu do telefonu a nie _muszę w promocji jakąś kartę laptopową za dwie paczki kupować. Ugh.
Po ósme, generalnie nie marudzę, tylko czasami…
Po ostatnie, to za dużo tego jest żeby zmieścić to w jednej wyliczance – jakbym nawet się bardzo mocno nie starał.
[…]
Pewien etap, czuję, zbliża się do końca. Pewien tor przeszkód ma się ku końcowi.
Nie potrafię tego dokładnie wyrazić ale wiem, że jest już tuż tuż. Spokój nad którym zacząłem pracować 22 miesiące temu.
[…]
Siedzę w odplombowanym biurze i ze stukotu bębniarzy przed wieżowcem staram się wysłyszeć jak dziwne a jak dobre rzeczy nadeszły.
I jakoś nie mogę.
Nieskładnie
Ciepła jesień, zimna jesień.
W górę trochę, odrobinę w dół.
Rzędy znaczków i cyferek.
Pralka, kaloryfer. Dom.
Małe stresy i duże szczęście.
Jesienna proza?
A’le
Tu miała być po-offowa notka, ale. Ale ale.
Off
Jakoś tak odrobinę offowo się zrobiło. Pomimo trudności (tak, tych samych co zawsze) to jest jakoś spokojnie. Może nawet odrobinę bardziej gniewnie niż zwykle, może po prostu z trochę większym dystansem do spraw zawodowych które do tej pory bardziej mnie zjadały niż teraz. Nie jest to olewactwo. Chyba któraś-tam część mnie wróciła po ostatniej niemalże dwuletniej nieobecności. Nieobecności spowodowanej wyjazdem i pobytem u naszych zachodnich sąsiadów.
Inna sprawa, że niektórych ludzi, którzy mienią się być poważnym managementem (kursywicznie-ironicznie celowo) nie sposób traktować nawet odrobinę serio – bo sami na to zapracowali.
Zbiorczo trochę
Spotkanie w Berlinie, pseudobiznesowe miało wymiar taki, że dopiero się to okaże w nadchodzącym czasie co z tego całego, zamierzonego przemeblowania wyniknie.
Zgnilizna zapanowała i to bynajmniej nie moralna ale meteorologiczna ze względu i na jesień i na położenie miasta na terenach bagiennych. Co taki ujemny ma skutek, że na Słoneczko działa dużym aua w stawie barkowym z promieniowaniem. Co z kolei na mnie działa zmartwieniem ciągłem bo jak Słonko aua to i ja w głowie też.
Weekend stał pod znakiem higieny psychicznej czyli bez wprowadzania się w stan uległości siłom grawitacji. I dobrze.
Okazuje się, że czasami pewne rozwiązania są tuż-tuż pod ręką (bo z reguły rozglądamy się daleko). Najlepszym sposobem na net domowy okazuje się być umowa z tzw. operatorem komórkowym na jakiś nielimitowany ilościowo gprs. Z jednej strony szkoda, że po oczekiwaniu na „rewelacyjną” firmę (która ma wyłączność w lokalach tejże spółdzielni na montaż) dwumiesięcznym, ten pomysł pojawił się był. Z drugiej nie jestem pewien (ale chyba prawie na pewno nie) promocje na nieograniczony gprs były czy też są od końca wakacji. Tylko, że trzeba modem zakupić i nie jest on po złotówkę (jak wszystko inne u operatorów – to taki autosarkazm).
W powyższym może i dużo jest kursywy ale też dlatego i że mnie już kur..sywa trochę trafia jeżeli chodzi o sprawy oligopolu operatorów tudzież rzetelności „rewelacyjnych” firm które w drodze dziwnego częstokroć przetargu, wchodzą w posiadanie wyłączności na matolenie potencjalnych klientów na usługi, odległymi terminami (ruchomymi).
Pokrótce tyle z kontekstu wyrwanych notatek o życiu i kochaniu na optymistyczny sposób (chcę to podkreślić bo widzę w moich akapitach trochę narzekań i marudzenia).
Parówki z serem na kolację zrobić?
;)
Kierunek Berlin
Tytuł?
Stanowczo czas zbyt szybko czasami biegnie – tak szybko a wydaje się właśnie, że tak właściwie.
Bo tak naprawdę to co _jest, wydaje się mi być jakby od zawsze – a kiedy pomyślę, że tak nie było, to zdaję sobie sprawę, że to mi daje siłę.
Co nie zmienia faktu, że to co _jest też mi daje siłę.
…i optymistyczny logout zamiast puenty
Poranek
Najbardziej lubię stać ze Słonkiem rano na przystanku.
Najbardziej lubię kiedy nic nie mąci moich myśli.
Najbardziej lubię kiedy w biurze jest pusto.
Najbardziej lubię czysty wschód słońca.
Najbardziej lubię uśmiech Promyczka.
Najbardziej lubię wyraziste dźwięki.
Najbardziej lubię proste rzeczy.
Poniedziałek
Myślę, że jednym z najgorszych odczuć w moim życiu jest lęk o bliżej nieznane.
To mnie paraliżuje niesłychanie.
Na razie nie mogę napisać nic więcej.
Oznaka
Wbrew onlajnowym oznakom – czy też raczej wbrew brakom oznak takowych – żyjesię.
Wyszczególnię niebawem
rsom
Coś mnie podsumowywująco pozytywnie na revisited state of mind wzięło, http://www.digart.pl/details.php?id=211784 .
Susełem
Czy ja jestem susłem (susełem)?
Śpię ostatnio 10h na dobę i się nie wysypiam i zasypiam.
Co jest psiakość?
…
Tak tylko chciałem napisać, że moje skromne urodziny nie zmiotły mnie z powierzchni ziemi. Problemów moich ani nie ubyło ani nie przybyło w jakiś sposób znaczący.
Domujemy szczęśliwie coraz to czasami familijniej a czasami mniej odrobinę – a ja się czasami zastanawiam jak to będzie za rok przy okrągłej cyferce.
No ale podobno po cóż zastanawiać się na zapas…
29
fak, kończę dzisiaj 29 lat…
(…)
Stąd
Może by tak dzisiaj gdzieś z aparatem na spacer się przejść.
Jakoś trzaskają te dni ostatnio jaksbata.
Wylogowujem się stąd.
(frilans)
Po prawie dwóch latach obcowania z tzw. „niemieckim smakiem”, trochę opornie idzie wysmażenie off-frilanserowego trendy dizajnu.
Tak mnie jakoś w rozbawiony sposób na kursywę od rana wzięło.
Kolory
Jeszcze trochę czasu niewiele a z naszego pseudobalkonu będziemy mieć widok na kolory jesieni.
Pięknie wyglądają te place z góry.
Szkoda tylko, że po złocistych barwach przyjdzie pora szara.
Bo śniegu to tradycyjnie w tym mieście zapewne nie będzie.
Tak mnie jakoś pogodowo naszło…
blogies.technolodżies
Stwierdzam z niezmiernym zadowoleniem, że edytorek blogowy zaczął działać pod Firefoxem.
Albo ja mam jakiś spóźniony refleks…
Bilans
Całkiem udany koncert (jak dla malkontenta) Bajmu na sobotnich rocznicowych obchodach solidarnościowych, wraz z udanymi całkiem całkiem fajerwerkami. Udane spotkanie wieczorne w piątek. Udany dłuuugi spacer (zakwasy chyba jednak się objawiły nieco) ze Słonkiem poprzez dzielnice w których jeszcze nie _byliśmy. Udanie spędzone kilka godzin w kuchni w niedzielę. I tegoż samego dnia wścieklica na obydwa systemy domowej maszyny komputerowej.
Tak jakby nieco chciał się dzisiaj wicherek w pracy podnieść (z moim przełożonym obcojęzycznym, którego inicjały tradycyjnie przez wzgląd na litościwość przemilczę). Trochę a jakby nie.
Młoda jest pierwszy dzień w nowej pracy.
Bilans biorytmu (po)weekendowego zdecydowanie, jak widać, na duży plus.
Bo czasami sobie trzeba pewne rzeczy wypisać (np. na blogu) żeby w pełni posiąść ogląd całości.
…
W tym miejscu miała powstać notka będąca podsumowaniem dzisiejszego (i nie tylko) dnia. Autor jednak bardziej bliski jest oddaniu się otępieńczej wegetacji niż czymkolwiek innemu… (czy ja w ogóle to po polsku napisałem?)
Wyspy
Fanom Morrowind’a szczerze polecam (już sam początek jest bardziej miodny niż Tribunal i Bloodmoon razem wzięte).
7:57
Sierpień kończy się, a z nim, myślę, że znikną pewne troski portfelowe. Bo czas już najwyższy.
Tylko
Właściwie to chyba tylko napiszę, że mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie jaśniejszy i przyniesie te spóźnione rozwiązanie prozaicznych zmartwień.
Totutotam
Zbieranie wszystkiego pomalutku w większą całość. Różne sprawy i sprawki w różnych miejscach i o różnym charakterze. Totutotam.
Staram się pamiętać bez notesu. Staram się wszystko w miarę równomiernie. Staram się… zobaczymy pod koniec miesiąca na ile się starałem.
Właściwie znacznie bardziej powinienem się denerwować a jakoś taki jestem spokojny. Może to dlatego, że jest mi dobrze, nawet bardzo. Licząc latami, to może jest tak po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.
Spl
Zasmakowałem ostatnio w prostych (no prawie) logotypach na okładkę bloga
Psiajucha
I dlaczego do cholery Radio ABC zakończyło nadawanie?
F5
Szef ochrony na parterze wieżowca odblokowuje windę.
User logged in…
Czasami przychodzą mi na myśl słowa Hari Seldon’a (intelektualnego guru cyklu „Fundacja” autorstwa Asimova): „Czeka was szereg kryzysów z których każdy następny wydawać się będzie niemożliwy do pokonania…„.
Tak mi się rysuje właśnie perspektywa ostatnich dwóch naszych miesięcy: jako szereg progów-sytuacji do pokonania, zmierzenia, nazwania… i nieważne czy chodzi tu o współczynnik czas/koszt utrzymania czy o sprawy metafizyczne – jest tak samo: chęć (wola, imperatyw) działania bądź kwestii wyboru w szeregu takich sytuacji oznacza tylko jedno: łagodne szczęście naszego istnienia.
Prekognicja spiera się z utopijną psychohistorią Asimova. Może nawet się uzupełnia: bo czy nie jest tak, że to co przewidujemy powinno się zbiegać z tym co czynimy? Czyż nie prościej jest założyć tego typu determinizm aby poczuć te zbieżności, zamiast pytać: dlaczego drogi są rozstajne?
Tak jak pisze Młoda: _żyjesię i nazywa wszystko to co nas otacza.
Page is turned…
Pora zmienić splesza.
Trend w górę
Pewin punkt zwrotny biorytmu życia ujemnego (trochę) został minięty.
Trend w górę a wszystko ma sens.
Szczegóły wkrótce.
Logout
Dzień upłynął pod znakiem indeksów (kluczy) unikatowych.
To chyba tyle co mi zostało w głowie od rana.
Logout.
Post
Duży oflajn z Gośćmi poprzez weekend.
Koncepty trzeba pozbierać.
Trzy dni oflajnu
Wedle wszelkich znaków (nie wiem czy na niebie i na ziemi) to powinienem od jakiejś godziny celebrować długi weekend. Mam jednak przeczucie, że nadciągające atrakcje i tak nie uciekną – więc dochodzę do wniosku, że wcale się nie należy do nich spieszyć, przyjdą same.
Pogoda już zupełnie na serio nie może się zdecydować. Trzymam kciuki za to przejaśnienie które właśnie obserwuję za oknem biura i trzymam kciuki za to żeby ten przemyski 0.48 w Katowicach nie był zatłoczony.
Tak zupełnie przy okazji, to „Sin City” to jakaś straszna chała? Czy rozrywkowo da się obejrzeć?
;)
Prognoza pogody dla weekendowych gości w Szczecinie: cholera wie jak będzie.
Niezmiennie odtańczamy zaklinanie promieni słońca.
Niektóre rzeczy są const.
Tak mi się trochę żartobliwie skojarzyło i wygrzebałem małą retrospekcję.
Siedem dni ma tydzień…
Trochę już wykańczające zimno od jakiegoś czasu, odtańczę może jakiś taniec zaklinacza pogody w tzw. intencji? Reason: mamy gości (Pati & Grzegorz) w najbliższy weekend, się pewnie będzie działo. (Czemu dopiero środa jest?)
Sezonowość widzę jakąś ostatnio przewijającą się we wszelakich aspektach. Nie?
A konteksty to ja mam chyba dzisiaj jakieś przetasowane…
Progress bar
Progress bar na zdalnym desktopie wskazuje na to, że jeszcze pozostało mu trochę do zrobienia. Nie będę tego jednak tak jak zawsze pilnował dzisiaj. Zostawię, niech sam wykona to co ma wykonać – ja natomiast wyjdę stąd. Wyjdę ze stanu permanentnej obawy o cokolwiek drobnego – bo to jest chyba moja największa kula u nogi (wszelkiego działania).
Trochę
Trochę wymięty browarkami weekend.
Trochę jakieś przeziębienie (chyba nic więcej), trochę zmęczenie.
Trochę spięty tydzień.
Trochę zespół napięcia przedwypłatowego.
Heh
Jakiś czas temu przeczytałem wyniki pewnych dyskusyjnych zapewne badań, że częste sprawdzanie poczty elektronicznej negatywnie wpływa na inteligencję. Czyli, że co? Jak kilkadziesiąt razy dziennie naciskam ‘odśwież’ w autluku to znaczy, że głupieje? (i tu następuje konstatacja notki sprzed chwili)
A tak na marginesie nic tak mnie nie wyprowadza z równowagi, powodując stres tym samym, jak ustawienie programu pocztowego na automatyczne odbieranie wiadomości co jakiś tam czas.
Wniosek (po tym jak księgowa dzisiaj obwieściła kto ile ma niewykorzystanego urlopu) nasuwa mi się sam: Powinienem od dnia dzisiejszego od firmy otrzymywać grube za szkodliwość.
Pomimo tego, że w notesie jeszcze zalega trochę do zrobienia a czas się kurczy coraz bardziej i nowe rzeczy gonią – to jakoś coraz bardziej ogarnia mnie spokój i pogoda ducha. Kiedy pomyślę kogoczego może to być zasługa to jakoś tak sam do siebie uśmiecham się lekko.
Niemniej jednak odrobina więcej koncentracji by mi się przydała. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać znacznie bardziej regularne tempo pracy.
Gdy tak patrzę wstecz poprzez bloga, to widzę, że sporo miejsca poświęcałem sprawom projektów. Teraz jednak jak nigdy dotąd bardziej pełno we mnie jest domu niż czegokolwiek innego.
Hm. No to wybazgroliłem, widzę w powyższych akapitach, jak na moją lakoniczność, niezły kawałek autoobserwacyjnego wywodu.
Tu miejsce na takie małe netowe „heh”.
_hm
Chyba ostatnio zakrawamy z Młodą na filmomaniaków i nie wiem czy tego przyczyną jest brak telewizora, czy też nie.
Hm.
Chyba siadanie do pisania czegokolwiek _momentalnie po oderwaniu się od naciskania ‘odśwież’ mi generalnie nie służy.
ps do dzisiaj,
Takim małym postscriptumem dzisiaj zakańczam – minął właśnie okrągły miesiąc jak mieszkamy razem