Neckermann
Czasami się to nazywa ‘komputer się pomylił‘, ‘błąd systemu‘, itp., co wzbudza zawsze u mnie bardzo ironiczny uśmieszek (nie jestem ciekaw sytuacji kiedy jakiś mechanizm mojego autorstwa odchylałby się o parę stówek na plus lub minus). Jeżeli system w dodatku myli się na 500 złoty a sytuacja zaczyna zakrawać na typowo korporacyjną zagrywkę to skłaniam się ku temu by zacząć wykorzystywać potencjał sieci socjalnej.
Zatem: jak to sobie lubi Neckermann zagrać z klientami opisuje Paweł Tkaczyk na swoim blogu.
Skrypty zachowań
Szukam jakiejś ciekawej koncepcji na nowe tytuły do linków po prawej. Taka terapia a raczej próba prostego ćwiczenia mentalnego dla zabicia przyzwyczajeń w środku tygodnia. Chociaż może wtorek dzisiejszy nie obfitował w hardcorowe kawałki kodu ale pewien efekt zwieszki pozostał.
Krótki wdech na retrospekcję dzisiejszego dnia i chwila olśnienia: to ta samobójcza pobudka dzisiaj przed godziną 6.00, to ona wszystkiemu winna! Tak to jest jak się z zapałem od rana próbuje zabrać za stos pracy.
Czasami chciałbym w te schematy wierzyć. A czasami po prostu nachodzi mnie ochota poeksperymentować z takimi skryptami zachowań.
-2 do biorytmu ale chwilowo
Zdecydowanie nie jest to najbardziej kreatywny poniedziałek tego miesiąca. Idę w zakład ze samym sobą o parę ładnych puszeczek duńskiego, taniego piwa z Netto, że jest to poniedziałek produkcyjnie najgorszy. Na dwóch pulpitach nie mogę się za pomocą alt-tab przebić do pożądanego okna, nie mówiąc o przymulającym lekko bólu głowy – i to nie tylko na widok ruskich znaczków.
Zapełniam terminarz na ten tydzień i jakoś tak mi to poprawia humor – przyjmuję to za dobrą monetę, że niby tak wszystko mam pod kontrolą.
Ewidentnie przez ten, jak to określił pan synoptyk dyżurny, norweski front niżowy, poniedziałek niniejszy nadaje się tylko i wyłącznie do przesiedzenia na ulubionym zydlu w kuchni i co najwyżej konsumpcji zupy legendarnej marki Vifon. Nie wspominając o obchodzeniu z daleka wszelkich monitorów i innych matryc świecących, bo to chyba rozumie się samo przez się.
Tak patrzę na koniec tego miesiąca i z całą stanowczością stwierdzam, że z ochotą w czerwcu poprzyglądam się na Zamku, paradującym tam garniturom ślubnym. Zasadniczo, klasycznie, jakoś to widzę – jednak wolałbym paru modeli, szczęśliwych lub mniej, zobaczyć po prostu na żywca. Generalnie i tak facet jest w takiej sytuacji w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ gdy rzeczonemu z grubsza wisi to co ma na sobie to i tak nie ma ciśnienia na zakupy dwa miesiące wcześniej, włoży to co mu przyszła żona wespół z ekipą matek / teściowych / pociotek na kark wciśnie. Jak to wygląda w większości przypadków? Pominę taktownym milczeniem…
Oczywiste jest, że wyglądu a’la skatowany wieszak, chciałbym uniknąć – z drugiej strony, jak patrzę na dzisiejszą rozpiętość i możliwości dizajnu ślubnego, to trochę dostaję zeza rozbieżnego i drżączki. Może jakoś przeczekam do końca lipca i fartownie nabędę komplecik w przeciągu pół godziny?
Pewnie wyjdę na dużego chłopca ale w całej tej imprezie najlepsza jest podróż po. Dwa tygodnie w górach. Słowackich. Mniam. Tatrach.
Miałem jeszcze o czymś przyfilozofować na zakończenie ale powyższy akapit jest na tyle w charakterze, optymistycznym akcentem, że pozwolę sobie nie napinać się nad wyraz.
Kreślę trzy akapity na koniec weekendu
Taka niedziela, że to ja absolutnie kiedyś nie pomyślałbym, że dzień cały można tak przewałkować. No ale widać można z pozytywnym skutkiem dla samopoczucia. Mogę tak stwierdzić, pomimo tego co się dzieje z ciśnieniem atmosferycznym i na co utyskuje koleżanka-przyszła-małżonka.
Mundurowy w telewizorze oznajmia, że pojazd sprawcy został ujawniony. Sytuacje codzienne, widać, stwarzają najlepsze kwestie do dowcipów.
Tak się przyglądam komentarzom, o ile większość z nich komentarzami można nazwać, do wpisu o moim samopoczuciu w wieku pod trzydziestkę – i tak się zastanawiam, co sobie myślą te osoby, które nie zostawiają śladu. Może w większości przypadków potwierdza się stara prawda, że milczenie jest złotem…
8h razy dwa
Drugi dzień z rzędu rzeźbienia po 8h w cyrylicy. Ocząplasu dostaję już i nerwowo się drapię jak mam przerobić kolejką linijkę z nawigacją po serwisie.
W niedzielę RMF FM odgrzewa Alphaville’a na Wałach w ramach majówki – ale za to za friko. Dzisiaj mam nadzieję, że będziemy mieć jeszcze siłę o 21.00 na ten event.
Uciekać. Uciekać stąd do domu.
(ooo, w FireFox’ie działa poprawnie edycja linków, brawo Dziale Techniczny)
(edit: ale nie otwiera w nowym oknie pomimo usilnego zaznaczania tejże opcji)
Jak się ma facet pod trzydziestkę
Jak się ma facet pod trzydziestkę, taki jak ja?
Chce kupić mieszkanie z przyszłą małżonką i o ból głowy przyprawiają go reklamy kredytów hipotecznych w telewizji.
Potrzebuje cotygodniowej, weekendowej porcji browaru żeby nie zwariować po pięciu dniach roboczych i usiąść sobie w spokoju, niekoniecznie, podkreślam, niekoniecznie przed telewizorem z meczem.
Nie za bardzo mu się chce tak jak mu się chciało dziesięć lat temu. Tak. Wzrasta popyt na spanie i święty spokój.
Niekoniecznie reaguje entuzjastycznie na wszelkie sugestie co do pomnożenia rodziny. Spłacił stare długi, odpoczywa i cieszy się tym, że odpoczywa. Nie oznacza to też, że odkłada to na bliżej nieokreślony termin. Po prostu dzisiaj odpoczywa.
Na szczęście nie musi nic udowadniać lub musi coś udowodnić w momencie kiedy czuje, że musi. Taka męska logika.
Nie lubi egzaltacji i pantoflarzy ale za to lubi lekki lans i odrobinę statsiarstwa.
Wzmacniacz od sprzętu grającego musi mieć jeszcze w zapasie 2/3 mocy.
Ma swój lokal ale nie przesiaduje tam codziennie tak jak kiedyś. Wystarczy co weekend.
Ze zdziwieniem stwierdza, że kibicuje finałowi „Paszportu do Świata Mody”.
Tak coś mnie naszło w pracy… Prawie trzydziestka, piękny wiek, mówię Wam.
FreeMind
Trochę się do tego czaiłem, przyznaję, ale powiem szczerze, że FreeMind znakomicie ułatwia pracę w projektach, gdzie z konieczności panuje chaos spowodowany radosną spontanicznością managementu i wizji klienta. Mam chyba lekką zajawkę na poorganizowanie kilku spraw w ładne mindmapy. Spraw zawodowych, bo chyba nie jestem aż tak bardzo odjechany, żeby planować w tym logistykę ślubną tak jak jeden z szefów projektu Christian Foltin. Chyba …
Meteo
Niebo jakieś płonące na zachodzie. Meteo ponoć mówi, że mają przyjść huragany znad Wielkopolski – no ale to ze wschodu. Czyli jakby nie patrzeć to się nie zgadza.
Wpis poprzedni to próba zanotowania niektórych skrawków dnia na bieżąco. Chaotycznie to wygląda jak na to teraz, chwilę odleżane, patrzę. Widocznie tak to już jest. Wygląda też na narzekanie trochę – ale to akurat tylko przelotne wrażenie.
Chciałem się wysilić wieczorem na tematy około web 2.0. Jednak po standardowym poniedziałku dochodzę do wniosku, że napinanie się to ostatnia rzecz na jaką mam teraz ochotę.
Od jutra tydzień leci już z górki
060522
Poniedziałek nawet niestraszny, tempo pracy z małym wyprzedzeniem, za to radyjo katuje niemiłosiernie Perfect jakimiś dołami z początku lat osiemdziesiątych, właśnie przygrzało Autobiografią – a to pieśnidło sprawia zawsze, że mam ochotę zacząć bić łbem o klawiaturę lub o blat biurka. Opcja druga występuje kiedy mam laptop przed sobą bo wtedy trochę szkoda.
Za oknem ostra faza pogodowa powoduje, że mam ochotę na trzecią konkretną kawę a w tle komunikator mruga zajawką która mnie wbija jeszcze bardziej w strefę niżu:
[ktoś] uwazam ze ten browser dla (…) jest zajebisty
[ktoś] i wedlug mnie nie trzeba tam nic wiecej zmieniac
[ja] no to ok
[ktoś] ale rozumiem ze to tylko czesc tego wszystkiego
…czyli mając już betę odfajkowaną i zaakceptowaną jako final, dochodzi mi zrobienie startup’u. Zapewne dzisiaj. Zatem kawa i szybciutko ctrl-c ctrl-v:
use Tk;my $mw=MainWindow->new;
$mw->wm(‘geometry’,’800×500+100+100′);
$mw->resizable(0,0);$mw->idletasks;
#
# od zawsze sobie obiecuję, że znajdę czas i napisze prosty moduł,
# żeby definiować sobie okno z menu, toolbarem
# i opcjami różnymi po prostu z pliku konfiguracyjnego
# a’la template, ale wychodzi na to, że sprawa ma się równie
# beznadziejnie co moje portfolio…
PaintShop. Z projektu graficznego płytki CD wycinam na szybko kształt i pakuję jako tło do startup’u. Tempo, tempo… Pomiędzy notatnikiem a programem graficznym dzwoni facet z agencji nieruchomości i męczy o podanie dokładnie czego my właściwie szukamy – my właściwie nie szukamy na teraz ale jest tak namolnie słodki, że mam mu ochotę dołożyć roboty.
Pomiędzy gradientami do buttonów a system(‘whatever.msi’) marudzę mu, że w Śródmieściu, że tyle-a-tyle metrów, takie-a-takie, a on stęka, że ciężko, że w ogóle. Pisz pan na mejla – nie wytrzymuję i odruchowo naciskam f5 i widzę listę bugów z innego projektu a komunikator napiera tzw. roszadą priorytetów.
Gdzieś tak pomiędzy akapitami miałem nawiązać do tego Perfectu ale w międzyczasie chyba stracił na aktualności. Parę koncepcji w biurze, zresztą też.
Na pewno jest jeden wielki plus takiego młynka: godzina 16:20 robi się w okamgnieniu i się tym jakoś uspokajam (bo pracy przy taśmie sobie nie wyobrażam).
Tak na marginesie: z zajęć ekstremalnych spodobał mi się ostatnio bileter w dyspozytorni komunikacji miejskiej na końcowym pospiesznego – pochłonięty całkowicie rysowaniem logo klubu piłkarskiego w notesie, nie zwracał najmniejszej uwagi na swój telewizor, nie mówiąc o chętnym na bilet. Postałem chwilę, podziwiając, po czym ośmieliłem się zapukać. Naprawdę wielki szacun bez ironii. Umiejętność dobrej adaptacji w miejscu pracy przy jak najmniejszym nakładzie sił i środków, zawsze budziła we mnie spory podziw.
Tak. Byle nie u współpracowników.
O słuchaniu The Bates
Chochlik plącze się bez sensu po barze i próbuje mi zajrzeć do kubka z kawą. Widać, że jest niespokojny.
– Te zapuść Billie Jean, The Bates’ów.
– Sam se zapuść – odpowiadam bo nie chce mi się ruszać ze stołka.
Chochlik natęża się, robiąc zeza skrzyżowanego z wytrzeszczem i przełącza na odległość playlistę z losowym odtwarzaniem któryś raz z rzędu na swój ulubiony energetyczny cover.
– Musisz majstrować znowu przy rzeczywistości? – nie jestem w stanie dzisiejszego poranka tego przemilczeć.
– Teee… – wytrzeszcz towarzyszy bardziej lewemu ślepiu – ja nic nie robię.
– Taaa… – patrzę na niego ironicznie ale chce mi się z nim spierać – chodź idziemy na zakupy, trzeba coś na obiad zrobić i zdążyć zanim przyjdzie Weronika.
– Kupimy browara? – szkaradztwo wyraźnie się ożywia.
– Obiecaliśmy wczoraj, że nie pijemy w sobotę, bo inaczej byśmy nie wypili tych dwóch ostatnich.
Chochlik próbuje zaoponować ale widząc moje zdecydowanie, zdaje się, że daję za wygraną, co już powinno to wzbudzić moje podejrzenia.
Trochę mnie też dziwi, że pomaga mi potem przy gotowaniu – dopiero Słonko przy obiedzie naświetla mi intencje potwora: przesoliła cholera jedna kiełbaski i to bez użycia soli.
Siedzi pod łóżkiem od obiadu, łypie oczyskami tylko i boi się wyjść paskuda do teraz. I dobrze.
060518
Jakby nie patrzeć to Słonko wyczerpuje tematy. Żartuję. Pierwsze mieszkanie odwiedzone. Pierwsze wrażenia z panem pośrednikiem fejs-tu-fejs i z mieszkaniem. Rezultat taki, że coraz bardziej realny staje się plan B, co tu dużo kryć, znacznie bardziej uzasadnialny ekonomicznie niż nasze obecne poczynania. Tak czy tak, wszystkie opcje napawają mnie optymizmem. Może nawet takim nieco na wyrost.
Jutro kończę trzydniową szybką rzeźbę na kanwach Perl/Tk. Dobrze, że to piątek będzie. Dobrze.
Fajek z wieczora
Zakładki z ofertami biur pośrednictwa nieruchomości dorobiły się osobnego folderu. Te nowe zakładki. Bo stare się przewijają z góry na dół. Tak jak te oferty które również się przewijają. Ile może być mieszkań 47 metrów kwadratowych na ulicy Jagiełły? Możliwości uwspólniania ofert przez firmy obrotu nieruchomościami oraz radosna, wręcz spontaniczna twórczość co poniektórych maklerów wprawia mnie w coraz większe zdumienie: – a ta oferta to powiem szczerze nie wiem, może ona jest droższa albo wstrzymana albo jest stara to się umówmy, że do pana oddzwonię… Jeden z takich delikwentów to już od trzech dni tak kontroluje sytuację, że jest na etapie dodzwaniania się do właścicielki mieszkania która z kolei nie może się skontaktować z zamieszkującymi mieszkanie studentami…
Aby dopełnić dzisiejszą dawkę zmierzłości zadaję sobie pytanie: dlaczego ja pozwalam przyszłej żonie palić w łóżku?
Na ostro
Nigdy do tej pory nie było na ostro na blogu – zatem pora na pierwszy raz. Rzecz się toczy w ASP:
Mam taki recordset rsZamowienia:
„SELECT od, do, nazwisko FROM zamowienia WHERE szef LIKE ” & Session(„uzytkownik”) & ” ORDER BY nazwisko”
wyrzuca mi to wszystkie zakresy zamówień do powiedzmy: txtKto intOd i intDo w pętli wypisuję:
Do While Not rsZamowienia.EOF
Response.Write txtKto & intOd & intDo
rsZamowienia.MoveNext
Loop
Po tym wracam i sprawdzam wszystkie zakresy:
rsZamowienia.MoveFirst
Do While … w skrócie:
„SELECT dane FROM uzytkownicy WHERE uzytkownik BETWEEN ” & intOd & ” AND ” & intDo ” AND uzytkownik NOT IN (SELECT kto FROM szefowie) ORDER BY nazwisko”
Response.Write nazwisko
rsZamowienia.MoveNext
Loop
pomijając już kwestię wydajności (na razie nie jest źle) chciałbym scalić elegancko bez pętli obydwa SELECTy ze wspólnym ORDER BY nazwisko.
albo to se ne da, albo ja nie mam na to pomysłu
Wiosenny remanent
Wychodzi na to, że nawet już godziny umieszczania wpisów na blogu mam stałe. Nie to, żebym stetryczał czy narzekał, bo wbrew pozorom wyregulowany tryb życia nawet dla takiej osoby jak ja ma często dużo zalet, np. człowiek się mniej gubi. Fakt ten jednak przykuwa moją uwagę coraz bardziej i nie pomagają temu dźwięki wieśniackiego dicho ze samochodów podjeżdżających na czerwone światło przy Placu.
W głowie mam spotkanie w banku na środę, na środę też jedno spotkanie nie w banku ale też o kasie, na jutro może obejrzymy pierwsze mieszkanie, przerobić, jak się da, pewną pętlę na piramidalne zapytanie, zatroszczyć się o kasę przed sierpniem. Wszystko to i nie tylko, niekoniecznie w tej kolejności, niekoniecznie w tej ważności, wszystko to i jeszcze trochę.
Nie wiem czy tego jest dużo czy też nie. Nie skarżę się bo wierzę w to co robię – nawet, pozwolę sobię na małą autoironię, nawet kiedy pewnie czuję się zmęczony a oczy nie mogą już patrzeć na te świecące litery, wtedy po prostu zamykam je i myślę o górach w sierpniu.
Dlatego może nie potrafię zrozumieć zjawisk takich jak zniechęcenie, konsumpcjonizm który prowadzi do przesadnego konformizmu czy lansowanie ego na siłę. Czytam o pokoleniu 850 zł. I opadają mi ręce.
Co rok, na wiosnę, przeglądam swoje notatki z bloga z poprzednich lat, swoje spojrzenie – i coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że to akurat się nie zmieniło.
Tyle
Sobotnia rundka sklepowa poszła nadzwyczaj szybko i pomyślnie. Prawdę mówiąc, byłem przygotowany na dłuższe perygrynacje. Podobno nawet może przejść opcja ze ściętymi czubami u bucików. Ta kobiecość
Ratuję właśnie Promyczka przed wizjami poniedziałkowego podawania kiełbasy na pikniku przedszkolnym. Nie znam się na tym ale brzmi to dosyć odpychająco.
Wygląda na to, że czeka mnie rzeźba w PHP i OS Commerce. I to nie jedna. Muszę poszukać lekkostrawnej lektury co do PHP, trochę w dzisiejszych czasach wstyd przyznać ale jestem dinozaurem z czasów świeżości Perl’a w wersji piątej. No może ostatnimi czasy łyknąłem dużą porcję ASP. Gładko się mi w tym pisze. Może nawet za gładko.
Coś się już plączę. Tyle.
Cztery niedźwiadki i poranek
Nic tak dobrze nie robi na regenerację jak cztery sztuki Bear Beer, jeżeli ktoś ma w swoim zasięgu operacyjnym sieć Netto to polecam, poniewiera całkiem sympatycznie za jedyne 1,99 za sztukę.
To była taka reklama na wstęp w celu samouspokojenia, żona bowiem już się szykuje do rozpoznania atakiem wybranych butików w celu ewentualnych przymiarek sukni. Tak, _tej sukni. Chociaż opowiada, że za bardzo jej się to nie uśmiecha to już słyszę czytelny komunikat: – muszę wziąść skarpeciory jakby mi do głowy przyszło buty przymierzać. Cóż mi pozostaje, wydębię wieczorem kilka piw po zasłużonym dniu…
Generalnie to w pozytywny nastrój wprowadził mnie fakt, że po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zmieściłem się z czymś większym (SLOC Metrics podaje, że to prawie 6000 linii pure code) przed dedlajnem. Może konstrukcje z tego tygodnia błyskotliwością nie grzeszą ale jakoś to się kręci bez szczególnego grzania serwera.
Nie mogę coś wyguglać fajnego techbloga, którego głównym motywem byłby SQL. Wszystko otagowane w ten sposób kręci się wokół PHP, dystrybucji, paczek dla Debiana i tym podobnych rzeczy których miejsce pochodzenia to jak mniemam, ciemna strona księżyca.
Coś mnie korci w wieczornym sprawozdaniu podpiąć trasę dzisiejszej wyprawy ale szanowny dział techniczny Onetu mógłby się postarać i sprawić by edycja linków w tekście poprawnie działała pod Firefox’a. Czasami nachodzi człowieka ochota na kilka odsyłaczy a do IE sięgać to już się baaaardzo nie chce…
060511
Biuro na wysokich obrotach w przedpremierowym szołtajm plus do tego efekty specjalne na deser.
Piszę parę szybkich konstrukcji logicznych w stylu SELECT cośtam FROM cośtam WHERE cośtam z BETWEEN AND NOT IN (SELECT cośtam z innego serwera WHERE wykluczające cośtam BETWEEN) wsadzonych w nie do końca optymalne pętle (może zamiast zapętlać się to UNION jakiś? i jeszcze JOIN?). Dzień z jakimiś improwizacjami. Efektywny ale i chaotyczny.
Nic dziwnego, że niechcący zasypiam o godzinie 18.00 w sekund trzy na godziny dwie.
Jeszcze trochę pytań wysłanych do agencji nieruchomości. Chyba zaczyna nam się coraz bardziej podobać opcja na duże poddasze, byle nie z oknami połaciowymi (czy jak to się tam mówi).
TV4 szczuje jakimś popapraństwem produkcji francuskiej, horror, nie-horror kostiumowy, historyczny z czasów sprzed Republiki ale za to z elementami kung-fu. Przesadzili w dodatku z saturacją barw. Drzewianne jak mawiała moja babcia.
Jutro ostatni dzień tego tygodnia. Biorytm już jakiś taki nie za bardzo w formie. Dobrze, że w Netto pojawiły się z powrotem tanie duńskie puszkowe gatunki.
Ciekawa sprawa: ostatnio po placu i okolicy, tak około godziny 23:00 kręci się szambowóz. To tu podjedzie, podpompuje, to tam…
Serial
Jak nie ma dobrej oferty to jest drobny problem. Jak się trafia dobra oferta cenowa i powierzchniowa to dopiero w człowieku rodzą się podejrzenia, szukanie dziury w całym, pułapek, ukrytych kosztów oraz grzybów naściennych. Jednym słowem dojrzeliśmy do obejrzenia pierwszego mieszkania do kupna. Cóż. Podobno najgorszy jest ten pierwszy raz. Potem to już podobno jest z górki.
Serial pt. „Para kupuje mieszkanie” wkracza w decydującą fazę.
A po dzisiejszym dniu padam na pyska.
Fanty z zoo
Nasz stosunek do węży kieszeniowych już trafnie streściła Weronika. Mogę tylko dodać, że coraz bardziej znamienną cechą naszych czasów jest dysonans pomiędzy reklamą a efektem końcowym. I nieważne czy chodzi tu o kredyt z tabelki czy wieszak z bluzeczkami _od 20 złotych – tu możnaby zorganizować konkurs mniej więcej taki: na którym znajdziesz więcej niż jedną w onej cenie to jest twoja za friko.
W ten sposób przeszliśmy płynnie od państwa Gucwińskich do loterii fantowej. Hm. W TV4 przed chwilą zatopili Das Boota w doku. Pora iść spać, żeby jutro znów od rana powalczyć o nowy system cen.
DBD a raty kredytu
Nagłe przejście od świata microsoftowego do niuansów Perl’a spowodowało u mnie poranny efekt ściany. W innej sytuacji zapewne ruszenie z kopyta z DBD::CSV nie stanowiłoby problemu ale tak to … (tak przy okazji: co jest bardziej efektywnego niż w/w, żeby dało się wyprodukować perlowe exe z bazą danych wprost z płyty cd bez instalacji?).
Spontaniczna wizyta w banku który zmienił kolory na szyldzie a wewnątrz natomiast nie, również spowodowała efekt ściany: ze zdolnością kredytową i owszem, bez problemów – natomiast oprocentowanie które panu kierownikowi wyskoczyło z komputera, wywołało ponownie: …
Długi dzień, długi tydzień. Długi miesiąc?
Balans
Niedziela spędzona jak przystało na prawdziwą rodzinę w tzw. centrum handlowo-rozrywkowym, czyli lunch plus zakupy plus rundka kontrolna. Na deser kawa i ciacho z rodzicami/teściami i mam pełen obraz tego jak mężczyzna może się zmienić, tak pod trzydziestkę.
Co najlepsze w tym wszystkim, jakoś chyba nie tracę balansu pomiędzy odstawieniem tańca szamańskiego na życzenie przyszłej małżonki przy Black Dog Zeppelinów a’la rock’n’rollowy frontman na sporej dawce środków uznawanych za nielegalne a relacjonowaniem rodzicom wizyt i kawek na Śląsku i próbami sporów kompetencyjnych, sygnalizowanych przez mamę (co facet powinien mieć pod szyją na swoim ślubie?).
Nudzę może znowu ale jakoś tak jest okay.
…kijek
Coraz więcej czasu zaczynamy spędzać nad wyszperanymi w sieci albumami z różnymi ślubami i weselami i muszę przyznać, że zaczyna mnie coraz więcej obaw co do oprawy, zwłaszcza części hucznej, dopadać.
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję w ten ciepły majowy weekend, że wspólnymi siłami (jest to kurde, jakby nie patrzeć spory kawałek przedsięwzięcia logistycznego) uda nam się uchronić przed wiejsko-przaśnymi zabawami o podtekstach seksualnych (tu mnie Młoda straszy opisem jakiejś zabawy w kółeczku z … kijem od szczotki między nogami …).
Skąd to się ludziom bierze, heh, co?
Może my jesteśmy z kosmosu, czy jak?
Co bierzecie na rozpęd?
Nasuwa mi się takie pytanie, które dosyć wprost sformułowane mogłoby brzmieć: „co bierzecie na rozpęd?”. Goniąc dzisiaj poprzez spiętrzone morze linijek inkludowanych, pardon, dołączanych bibliotek ASP, rozumiem, że jest to dosyć brutalny skrót myślowy.
Siadam rano, otwieram notes, przekartkowuję przy tym stale odwiedzane strony (w czym ostatnio wydatnie mi pomaga RSS). Wszystko jest dobrze do momentu kiedy pojawia się tzw. ściana. Wczoraj skończyłem coś – bo z reguły staram się zakończyć – dzisiaj zaczynam i dopada mnie biała kartka. Pół biedy jeżeli coś adaptuję: kopiuj, wklej, zamień, nie działa, nos w kod i jakoś to płynie. Gorzej jeżeli startujemy: pspad, file, new i … (a raport dzienny na koniec dnia już straszy)
Znacie jakieś tricki na rozgrzewkę, kiedy niebyt nie chce pierzchnąć a pomysł się skrystalizować?
Nie lubię schematów ale jak to dobrze, że mamy piątkowe popołudnie…
Magnolie kwitną
Tak może od środka: manewr polegający na podjechaniu do Mysłowic tak by uchronić się przed tłumem szarżującym Światowida na dworcu w Katowicach okazał się być, na szczęście, dmuchaniem na zimne – powrót mas ludzkich z długiego weekendu rozłożył się w czasie. Ironizując, mogę powiedzieć, że brak przeludnienia w pociągu, został nam zrekompensowany brudem składu wręcz nie do opisania.
Kilka dni na Śląsku, kilka załatwionych spraw, kilka (niedopiętych jeszcze) refleksji na temat życia, gustów i zachowań tamtejszych. Trochę może się to komuś nieco śmieszne wydać, że rewidujemy z żoną poglądy w niecały rok od momentu kiedy zamieszkaliśmy razem.
Dzisiejszy dzień na rozpęd w pracy pewnie zaowocuje pełnym pędem przymusowym jutro – czasy kiedy panował nade mną stres terminów finalnych, należą do przeszłości (aż kolejny raz w tej notce chcę podkreślić, że na szczęście, heh). Inna sprawa, że biuro przy bocznej uliczce zielonego przedmieścia, prowokuje raczej do częstych przerw na papierosa czy też wycieczek do sklepu, niż do wytężonej analizy koncepcji które mają zbawić system dystrybucji i sprzedaży.
Te magnolie tak pięknie kwitną i obiad czeka na mnie w domu.
W skrócie
Obowiązki wyjazdu wypełnione ponad normę. Odczuwamy już chyba tęsknotę za naszym domem. Coraz bardziej też tęsknimy za własnym, większym lokalem.
Przyciężkawo jakoś tak ogólnie. To pewnie ze względu na to, że teściowie kochają nas przez żołądek i chyba odrobinę mi to zmęczyło trzewia.
Jest dobrze ale chyba już wystarczy.
To tyle w skrócie.
Tego razu
Normalnie nie można się dopchać do laptopa. Żartuję. Pierwsze godziny spędzone w Silesii zaowocowały subiektywnym odczuciem szarości oglądanego krajobrazu – a może to tylko kontrast wiosenny dla przybyszów? Sprawę trzeba obadać dokładnie.
Zupełnie z innej beczki: ostatnio wszyscy chcą zarobić na sprzedaży pikseli, nawet pismo popkulturalne Machina… Może komuś odsprzedać kawałek miejsca na splash’u?
Silesia online
Nie pamiętam dokładnie jak to było rok temu. Świeżo objuczony laptopem przebyłem tym razem drogę Hamburg-Katowice z przystankiem i przesiadką w Szczecinie.
Bagaż nie tylko sprzętu. Świeży exodus owocował czymś na kształt poczucia winy. Nie mogąc się dopiąć do łącza Belumbowej, nerwowo odpisywałem przez webmail ze stresem jeszcze wyniesionym z niemieckiego biura i pełną głową umiejscowienia się po powrocie, siebie i przyszłej małżonki, dwoma miesiącami dzielącymi jeszcze nas od zamieszkania ze sobą.
Byliśmy z Młodą wtedy już naprawdę zmęczeni odległością.
Dzisiaj dedlajny najczęściej się same spychają. Lubimy oglądać pociągi i perswadujemy pani z okienka pekape, że może sprzedać jeden bilet weekendowy bez okazania dokumentu tożsamości ze zdjęciem. Promyczek jest Szczecinianką i mamy dwa miesiące na zrobienie _własnego domu. Trzy, żeby się zalegalizować.
A wieczorem kierunek Silesia. Tym razem online.
Złoście
Czasami nie rozumiem tej dziwnej złości w sobie.
Być może jest tak, że kobiety mają swoje fochy a meżczyźni mają swoje złoście?
Piszę ‘być może’ bo nigdy nie byłem mocny w teoretyzowaniu na temat wojny płci.
Wstydzę się za takie napady i próbuję je zrozumieć.
Kurde, wyszła notka około klimatów gimnazjalnych.
No ale faceci podobno nigdy nie dorastają.
Zielono mi i dziwne znaki mam
Głęboka zapaść w wymiar dziwnych znaków (copyright by Mloda) z zacięciem do ekstremalnej optymalizacji zarówno na linii kod-zapytania jak i interakcji interfejsu z użytkownikiem (czyli mówiąc po prostu: żeby nie miał szansy nic samodzielnie spieprzyć w zamówieniach, magazynach, prowizjach i całej reszcie tego monstrum).
Tak jak patrzę na coraz bardziej zieloną przestrzeń za firewallem to dochodzę do wniosku, że chyba lubię nagromadzenie pracy i obowiązków przed jakimś wyluzowywującym wyjazdem: nie mam czasu na włóczenie się po obrzeżach nudy biurowej.
Tylko kto to widział 7.10 pita składać (no ale przynajmniej kolejki nie było).
Na wieczór w planach patyk i tusz kreślarski, jakkolwiek tajemniczo to brzmi
bsfera.pl – jeszcze
Nawiązując jeszcze do poprzedniej notki i wątku felietonu-bubla w poczytnej gazecie Wprost, najbardziej rozbawiającą rzeczą dla mnie (przez łzy) jest przytomność tudzież refleks onego felietonisty.
W tym miejscu miałem zamamlać jak czerstwy staruch i na wskutek tego oberwać w łeb od koleżanki-małżonki, linkując swoją notkę z grudnia 2000 ale po grubszym zastanowieniu się w przerwie na fajkę, stwierdziłem, że trzeba odstawić tematy profetyczne z przełomu milenijnego na bardziej wspominkowe (czytaj: autoironiczne) okazje.
Komu się chce to niech grzebie w prehistorii archiwum miesięcznego, chociaż wątpię czy ktokolwiek tam zagląda w celach innych niż przemożna chęć zobaczenia potwora z Loch Ness.
I to by było na tyle o moim stosunku do felietonowania o blogach.
Obiecuję sobie ponowny dłuższy urlop od pisania o pisaniu.
bsfera.pl
Poniedziałek zaczął zapełniać kajet spraw w całkiem ładnym tempie. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że rozładunek tego pójdzie równie bystro i wyjechać na długi weekend u teściów na Śląsku będziemy mogli absolutnie bezstresowo.
Ciekawa sprawa z tym artykułem i ciekawy do tego komentarz. Wygląda na to, że mamy do czynienia z piramidalnym nieporozumieniem.
Ciąg dalszy zapewne nastąpi…
How are you?
Właśnie uświadomiłem sobie, że na pytanie ‘jak leci’ odpowiadam najczęściej ‘jest dobrze’ tak jak i kilku moich znajomych.
To tak na marginesie rzekomej polskiej marudności.
Tam i z powrotem
Jakby nie liczyć i jakby nie mierzyć, wychodzi na to, że dobiega pierwszy pełen rok w Polsce po emigracji zarobkowej do Hamburga.
Dużo zrobiliśmy przez ten czas. Przypieczętowaniem tych starań będzie wkrótce ślub i mieszkanie. Nie wszystko jeszcze zostało zakończone. Pewne sprawy jeszcze trzeba dopracowywać. Było ciężko czasami i nadal nie stać nas na tak zwane w miarę wszystko. Jeszcze.
Tak czasami patrzę poprzez słupek miesięcy archiwum i coraz bardziej dociera do mnie, że osiadłem. I coraz bardziej też dociera do mnie, że polubiłem to.
Mogę też powiedzieć, że zamieniłem autostradę na koleje państwowe (śmiech) ze zmniejszoną częstotliwością. Przestałem patrzeć na śląskie klimaty oczami przybysza z północy. Potem dotarło do mnie jak silnie występuje tam syndrom oblężonej twierdzy i powróciłem do uporu spojrzenia na świat mieszkańca znad delty rzeki – ale już trochę w inny sposób.
Podróż nie tylko poprzez czas i przestrzeń. Ale nie patetycznie – tylko z uśmiechem.
Okno na Westend
Mój notes zapełnia się schematem blokowym który jest próbą ogarnięcią myślą pełzającego chaosu pod postacią bieżącego projektu.
Na szczęście wyglądając przez okno biura na ciepłą i zieleniącą się uliczkę (zastanawiam się czy napisać Pogodna czy Westendu), czuję w powietrzu specyficzny szczeciński piątek, którego smaku nie podrobi ani hamburska ani nawet praska atmosfera.
Jakiś taki pozytywny i stanowczy nastrój mam na dzisiaj.
Trzewiczki funky z dodatkami
Tak mnie jeszcze wieczorem naszło drobne spostrzeżenie (nie ma jak refleks), że lokale o wymienionym kryterium selekcji mają kilka cech charakterystycznych które może nie są regułą ale dobrze świadczą o pewnym poziomie gustów tam panujących.
Konkludując wiosenną deklaracją: weekendowym gustom wiejskim zatem stanowcze ‘nie’.
Szkoda tylko, że tego tak dużo w otoczeniu. Za dużo.
Za mało chyba dobrego clubbingu.
Albo dawno na mieście nie byłem.
To taka polska choroba czy tylko tak marudzę?
Trzewiczki w stylu funky
Czytam zapowiedź otwarcia nowej imprezowni w mieście i jedna rzecz przy okazji mnie coraz bardziej zadziwia, cyt.: „W adidasach będzie mógł jedynie wejść David Beckham, choć i on może mieć z tym problemy”. Co to jest do cholery za jakaś wiejska moda? Lokale lansujące się na „Nie będzie muzyki techno. Stawiamy na house, współczesną muzykę klubową z dużą domieszką funky (…)” gdzie męska część wbije się w obuwie wyglądające jak wytachane z półki z napisem ‘wspomnienia z pierwszej komunii’?
Jakiś czas temu zwizytowaliśmy niejakiego CanCan’a gdzie jedną z wątpliwych atrakcji były właśnie dresiki w takich przebraniach (plus sweterek z szafy). Wyglądało to po prostu komicznie. Lokal skadinąd starający się (a to występ Touch&Go a to Soyka a to cośtam) a na wejściu baran którego muszę ściemniać, że nie mam na nogach obuwia sportowego tylko takie o jakie im chodzi.
Inna sprawa, że z wypadków osobistych w Poznaniu czy Tarnowskich Górach panom kwadratowym na wejściu nie spodobała się moja bluza z kapturem…
Moda polska weekendowa męska z nastaniem wiosny coraz bardziej zaczyna mnie przygnębiać.
Jak to jest z tą pseudo-selekcją w innych rejonach Polski?
Sample
Próbka zaproszenia ślubnego do odbioru: miało być zupełnie bez cienia emocji najmniejszej, no bo przecież ‘co za problem’ jak nie wyjdzie, nie? Szczerze przyznając się był mały nerwik jakwyszło i musiałem rzucić okiem na miejscu a nie w domu (jak pierwotnie, na luzaku, planowałem).
Na razie jestem na etapie samozachwytu, zobaczymy co z tego zostanie jak Młoda przyjdzie
A tak zupełnie na marginesie: dlaczego faceci lubią gotować?
ModPlug
Po uporczywej walce z upload’em na onet via GPRS udało się wrzucić nowego splesza. Z drobnych zmian, myślę, że bardziej polskojęzyczny tytuł jest mniej pretensjonalny.
Po dobrych kilku latach okazuje się, że nie zapomniałem jeszcze budowy podstawowych akordów i jestem w stanie napisać kilka nutek dla Promyczka. Dzięki takim cudom jak ModPlug (chyba jedyny tracker okienkowy na Winsy z taaaką obsługą klasycznych formatów modów – jeżeli się mylę, niech ktoś mnie sprostuje) składanie dźwięków może się odbywać bez strat w ludziach i sprzęcie (zobaczymy ile moja przyszła żona wytrzyma ;p).
Krwinki i kefir
Jak taka mała bakteria może takiego (w miarę) dużego człowieka rozłożyć? Podobno kropla drąży skałę. No ale … tu takie miejsce na takie małe, zmierzłe, niedomówienie.
Tydzień przeleciał na pilnowaniu punktualnej konsumpcji penicyliny, wizytach w przychodni, kłuciu po żyłach w laboratorium i przepędzania czasu na korytarzach w stylu full-moher. Całe szczęście, że pani doktor jest bardzo znajomą osobą i mimo swoich zapędów choleryczno-nerwowych potrafi pacjenta wprowadzić w dobry nastrój.
Moje krwinki białe szalały a Promyczek cierpliwie podtykał mi zestawy kefir plus sok wielowarzywny w charakterze wsparcia na antybiotyki.
Święta?
Bijemy rodzinny rekord ateizmu w tym roku, nawet przy zakładanej opcji przez mamę, że jest to przede wszystkim święto wiosny.
Osobiście też nie za bardzo to chwytam.
.eu
Ruszyła rejestracja domen .eu na wolnych zasadach. Cokolwiek wpiszę jako nazwę domeny do zarejestrowania, to już jest zajęte, heh.
060405
Zapowiada się nieco podkręcona końcówka tygodnia.
A jeszcze w poniedziałek roił mi się jakiś urlop po głowie, heh.
Kiedy ranne wstają zorze
Jaka muzyka najlepiej pasuje do poranka z optymistycznym wschodem słońca?
Farmakologia i inne osobności
Stwierdzam, lekko zaskoczony, że farmakologia, daje nieźle radę, czasami. Byleby mnie jakaś fala wtórna nie zaatakowała znienacka i podstępnie, będzie dobrze – jak pokornę cielę strepsilsy ssam (nie wiem dlaczego mi się tak skojarzyło).
Odrobinę w remonty i zaległości w marcu trochę za dużo zainwestowaliśmy. Koniec okresu rozliczeniowego wychodzi tak na styk, z naciskiem na styk. W bilansie pozostaje satysfakcja z załatwionych rzeczy (serio, nie marudzę i nie zmierźlę).
Dzisiaj rano spotkałem w tramwaju znajomego, który sprzedał serwis internetowy którego jest współwłaścicielem, pewnemu potentatowi na polskim rynku. Trochę mnie to zadziwiło… Trochę ta historia się smutno rysuje, cóż… zobaczymy jak w praktyce to przejęcie będzie wyglądać.
Szkoda trochę, że w kraju nadwiślańskim słabą szansę zaistnienia mają firmy-przedwsięzięcia na zasadzie od garażu do naprawdę ładnych wyników. Niby nie tylko u nas tak jest, ale…
W perspektywie weekendu ujawnia się impreza parapetowa, podobno duża. Ciekawa sprawa a dziwne jest to, że mi się do niej nie pali.
Tak coraz bardziej zerkam na ilość dni do długiego weekendu majowego: przyznam się szczerze, że trochę już zatęskniłem za Śląskiem. W związku z tym i nie tylko, coraz bardziej palące się staje zadanie składu zaproszeń na ślub (tu się przez dłuższą chwilę zastanawiałem czy nie napisać: ‘legalizację związku‘ – ale bądźmy odrobinę poważni, przynajmniej odrobinę).
Się rozgadałem, jak kołchoźnica na polu…
Łamie
Nie dość, że poniedziałek to jeszcze od rana dopadła mnie chyba jakaś infekcja i łamie i skupić na sprawkach serwisów intranetowych się nie daje. Będę musiał chyba leżenie twarde zaordynować sobie wraz z jakimś czosnkiem czy innymi aspirynami. Ewentualna opcja to lektura: jak trzylatka przygotować do przedszkola (kurde, co ja czytam…).
Uwielbiam jak mi ktoś pilne bugi o 15:50 podsyła…
No to sobie ponarzekałem.
Kapary
Na Końskim Kieracie jest taka sympatyczna knajpka, z reguły cicha i pustawa (przynajmniej taką do tej pory ją znaliśmy). Dzisiaj byliśmy świadkami prawie dwugodzinnego spektaklu gastronomicznego z udziałem m.in. trzech panów w podróży do Katedry z okazji dzisiejszych obchodów z wypisaną na twarzy oazoworadiomaryjną upierdliwością i takimże samymi manierami. Para: pan znieczulający się (ale przystojny) z panią zmierzłą wręcz filmowo. Pełen zestaw rodzinny obiadowy: małżeństwo, potomek oraz dziadkowie – którym puściły nerwy: najpierw najmłodszemu, potem reszcie – cała rodzina oddaliła się zapewne w kierunku fastfood’a psiocząc na taaaką paczpani obsługę. Do tego pan Anglik absorbujący swoimi wystąpieniami cały lokal – ten zamówił dwie herbaty, po czym z nimi wyszedł… Trójka, zapewne, muzyków (dwa oni i jedna ona) z również wyraźnym upośledzeniem towarzyskim.
Czasami warto odrobinę dłużej posiedzieć w knajpce która okazuje się być wcale nie taka kameralna jak zwykle.
A nawiasem już zupełnie to kapary są bardzo smaczne
Tak i nie tak
Parę kilometrów w nogach, kilkadziesiąt zdjęć, łażenie po błocie i pstrykanie placów budów. Takie hobby. Taki wspólny spacer. Taka ciekawość świata. Po prostu.
Lepsze to znacznie niż siedzenie w barze przy browarze.
Sobota, 20:30, pora na szybką kolacyjkę i piwko w Outcaffe.
Czasami mam wrażenie, że przez całe życie towarzyszy mi autoironia
Piątek 15:30
W przeciwieństwie do dwóch poprzednich, miesiąc obecny wlókł się niemiłosiernie wręcz. Pomiędzy jedną falą deszczu a drugą, widzę, że czas oderwać się trochę od wymiaru dziwnych znaków i tzw. rozrywek interaktywnych na rzecz irl’a.
Akumulatory naładowane a i Outcaffe przydałoby się odwiedzić.
Piątek 15:30 czyli odmienny stan niecierpliwości
Z cyklu ‘solidnych’ postanowień
Kiedyś, jak bardzo się uprę i będę miał duuużo wolnego czasu (którego akurat nie zapragnę spożytkować leżąc, grając lub popijając piwo) to przeczytam wszystkie te notatki tutaj od roku 2000 do teraz.
Tylko nie wiem kiedy to nastąpi. Obawiam się, że nieprędko ;p
Blogsfera
Nie lubię pisać o blogach tudzież o blogowaniu ale tym razem zrobię wyjątek ;p Oglądam właśnie relację video z rozdania nagród blogsystemu Onet i bez prób oceniania zastanawiam się nad różnicami w podejściu do blogsfery na podstawie w/w oraz tego dokumentu.
Kuskus, the Sequel
Oprócz śledzia mianowicie kuskus jest również kompatybilny w smaczny sposób z mieszanką oliwek i czerwonej fasoli
Wyraźnie fluid wiosenny pcha mnie ku jakimś mistyczno-orientalno-eksperymentalnym wrażeniom. Aczkolwiek wczoraj już tak zapchniało mi trochę szaszłykiem z fest słoniną plus kilka symbolicznych dębowych_mocnych. Niezbadane są ścieżki Równowagi a stwierdzam, że pora roku wpływa na mnie conajmniej gastronomicznie.
Po długotrwałych bojach z systemami operacyjnymi Sacred wyraziło chęć działania. Na razie jest ok ale myślę, że w nieodległym czasie przyszła małżonka albo podejmie kroki dyplomatyczne i/lub taktyczno-strategiczne w celu odcięcia mnie od fascynującego świata point-and-click-and-click-and-click… albo sama zacznie w to grać.
Dlaczego wiecznie zapominam podładować akumulatorki od aparatu? Przydałoby się już rozruszać trochę tę rdzę…